strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Legenda w opałach

Okienko na świat

Ludwiczek Czesław
Nawet wielkie, bogate, utytuowane kluby, dysponujace znakomitą kadrą zawodniczą i wybornym sztabem szkoleniowym popadają czasem w kłopoty, z których trudno się im wykaraskać. Znamienne w tym względzie są przykłady Barcelony, Juventusu, Chelsea, które liczą się wprawdzie na piłkarskiej giełdzie, ale które ostatnio, z różnych względów, nie mogą sięgnąć po najwyższe trofea na swoich arenach krajowych. Ostatnio do owych pechowców dołączył legendarny klub angielski, Liverpool, który jeszcze przecież niedawno triumfował w Lidze Mistrzów, a w roku ubiegłym dotarł do finału tych prestiżowych rozgrywek. Otóż ów Liverpool przeżywa od początku bieżącego roku trudne chwilę, bo oto w pięciu kolejnych meczach nie odniósł zwycięstwa, uzyskując w rozgrywkach Premier League cztery remisy i doznając jednej porażki (z West Ham 0-1). Rezultat był taki, że klub ten spadł na siódme miejsce w klasyfikacji, a od prowadzącego w tabeli Arsenalu dzieliło go już 17 punktów. Zarówno w kierownictwie klubu jak i wśród jego licznych zwolenników zapanował niepokój. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że The Reds będą musieli walczyć z determinacją aby zapewnić sobie miejsce w pucharach europejskich. Aby ten cel osiągnąć muszą na koniec sezonu zająć najdalej czwarte miejsce w tabeli. I rzeczywiście, po owej wspomnianej wyżej serii niepowodzeń Liverpool odniósł wreszcie zwycięstwo i to nawet trzybramkowe, ale nad słabym i plasującym się w dolnej części tabeli Sunderlandem. Awansował dzięki temu na piąte miejsce, ale obawa pozostała, bo w następnej kolejce spotkał się z Chelsea uzyskując na jego terenie remis. Cóż z tego skoro w sobotę 16 bm. doznał porażki w Pucharze Anglii z drugoligowym Barnsley i to na swoim stadionie. Widać wyraźnie, że klub popada w kryzys. Pierwszym odpowiedzialnym za ten stan rzeczy jest oczywiście trener -menadżer Rafael Benitez. Ten hiszpański szkoleniowiec ma spore zasługi w przywróceniu blasku Liverpoolowi, bowiem w ciągu ostatnich trzech lat zdobył z nim Puchar Europy, Superpuchar Europy, Puchar Anglii, finał Pucharu Ligi, no i wspomniany już finał Ligi Mistrzów. Wydawało się, że w bieżącym sezonie osiągnie jeszcze lepsze rezultaty, ponieważ przed jego rozpoczęciem przeprowadzono najdroższe w historii klubu transfery, pozyskując Fernando Torresa i Ryana Babela. A mimo to Liverpool boryka się z kłopotami. W tej sytuacji coraz głośniej mówi się o dymisji tego menadżera. I może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, bo przecież zawsze w kryzysowych chwilach odpowiedzialność spada na trenera, gdyby nie to, że cieszył się on ogromnym zaufaniem amerykańskich właścicieli klubu Toma Hicksa i George Gilleta. Do tego stopnia, że całkiem niedawno, bo w listopadzie ubr. przedłużyli z nim kontrakt na dalsze dwa lata. Zrezygnowali nawet ze starań o Jurgena Klinsmanna, a w oficjalnym komunikacie napisali: „Rafa jest związany kontraktem na dalsze dwa lata, popieramy go i mamy pełne zaufanie do drużyny pod jego kierownictwem”. Wszystko to działo się jednak po owocnym sezonie uwieńczonym awansem klubu do finału Ligi Mistrzów. Dziś po wspomnianych niepowodzeniach Liverpoolu w rozgrywkach ligowych stosunki między Rafaelem Benitezem i amerykańskimi właścicielami klubu radykalnie się zmieniły. Ten pierwwszy zarzuca drugim nieznajomość futbolu, ci drudzy natomiast oskarżają pierwszego o to, że chętnie kupowałby nowych, drogich zawodników, a tymczasem wyniki zespołu są ich zdaniem niewystarczające. W całej tej sprawie pod uwagę brać trzeba także stanowisko kibiców Liverpoolu, bo wbrew pozorom stanowią oni dość dużą siłę i niejednokrotnie zasygnalizowali, że z ich zdaniem trzeba się liczyć. Przypomnijmy, że podejmowali oni już próby bojkotu Anfield Road. Otóż kibice stoją w tej wojence pomiędzy Amerykanami i Benitezem po stronie hiszpańskiego trenera, a w ogóle marzą o pozbyciu się Hicksa i Giletta, a co najistotniejsze głośno o tym mówią. I nie są to tylko puste słowa, ponieważ rzucili oni ideę odkupienia klubu od amerykańskich przedsiębiorców. Założyli w tym celu stowarzyszenie Share Liverpool FC (coś w rodzaju spółki udziałowej), które rozważa finansowe aspekty problemu. Zakłada się, że dla wykupienia klubu potrzebnych jest 650 - 700 milionów euro, bo taka sumę negocjują z amerykańskimi przedsiębiorcami. Dla ich zgromadzenia trzeba by rozpisać subskrypcję wśród około stu tysięcy fanów Liverpoolu. Być może klub ten posiada aż taką liczbę zwolenników, ale wątpić należy, że wszyscy zechcą lub mogą wykupić akcje, z których każda ma kosztować 7500 euro. Dlatego nie grzebiąc samej idei odkupienia klubu, skoncentrować się raczej trzeba nad przywróceniem mu wysokiej formy sportowej. Tymczasem sytuacja Beniteza nieco się poprawiła, bo Liverpool w pokonał w Lidze Mistrzów Inter, ale jak będzie po rewanżu na San Siro? Czesław Ludwiczek
Tygodnik Kibica nr 9 • dodano 27-02-2008r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915317