strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Nie wylać dziecka z basenem!

Krótkie krycie

Mikus Dariusz Jan
W sytuacji obaw przed odebraniem nam Euro 2012 z powodu błędów na szczeblu decyzji ministerialnych i rządowych zapominamy o ryzyku wynikającym z zagrożeń stwarzanych przez czynniki rynkowe – nie zawsze możliwe do przewidzenia na etapie uchwał i decyzji inwestycyjnych – czy zwykłe przepychanki polityczne. Często, szczególnie w sytuacjach podejmowania decyzji o budowie obiektów sportowych, radni najpierw radośnie podejmują decyzję za – w trosce o zdrowie i rozwój młodzieży – by potem wszelkie zawirowania i problemy z budową wykorzystać do lokalnych rozgrywek personalnych. Przeprowadzając w Ministerstwie Sportu rozmowę na temat stanu polskiej infrastruktury sportowej, usłyszałem od dyrektor Departamentu Infrastruktury dużo ciekawych słów o programie „Blisko boisko”, o programie zakładającym wybudowanie sal gimnastycznych w każdej gminie, gdzie jeszcze ich nie ma, czy też o ciekawym programie pilotażowym budowy obiektów zasilanych energią pozyskiwaną ze źródeł ekologicznych – co ma być w 100 procentach sfinansowane ze środków Ministerstwa Środowiska. Oczywiście jest to jedynie tłem dla olbrzymiej pracy związanej z przygotowaniami i budową obiektów na Euro 2012. Nakarmiony optymizmem i nadzieją pojechałem do Mińska Mazowieckiego, aby zbadać rozwój sytuacji w opisywanej przeze mnie przed kilkoma tygodniami sprawie budowy dużego kompleksu sportowego składającego się z basenu i lodowiska. Idea projektu jest dla wszystkich – bez wyjątków – dobra. Rozwiązanie konstrukcyjne, gdzie energia cieplna uzyskana w efekcie mrożenia lodu jest wykorzystywana do podgrzewania wody w basenie, a dodatkowym źródłem pozyskiwania energii są ogniwa solarne, może być traktowane jako projekt wzorcowy. Może, ale zapewne nie będzie, bowiem osobiste ambicje i podziały frakcyjne wśród radnych wskazują raczej na zamrożenie zaawansowanych już prac na kilka lat. Prowadząca budowę firma chce renegocjacji warunków finansowych, twierdząc, że wobec zaistniałego ostatnio boomu budowlanego doszło do drastycznych podwyżek materiałów i kosztów robocizny. - Teraz dokładamy do tej inwestycji, więc nie jesteśmy zainteresowani dalszymi stratami – twierdzi szef firmy, która skierowała już do sądu sprawę o renegocjację umowy. Rozprawa i kolejne odwołania mogą potrwać ładnych parę lat. Burmistrz Mińska (mający poparcie w niezależnym forum obywatelskim) zgadza się z tym, że koszty realizacji inwestycji uległy znacznemu zwiększeniu i jest skłonny zainwestować kolejną kwotę, aby nie dopuścić do zniszczenia obiektu podczas przeciągających się kłótni i sporów sądowych. Nie wie jednak, czy znajdzie wystarczające poparcie wśród radnych... swojego ugrupowania(!). Odwrotne stanowisko prezentuje PO, które wraz z PiSem startowało w wyborach samorządowych pod hasłem odsunięcia od władzy rządzącego od kilku kadencji burmistrza. Lider samorządowej opozycji twierdzi, że żądania renegocjacji są bezpodstawne, ale rozumie przedsiębiorcę, bowiem sam ma firmę budowlaną, ostatnio kilka razy przejechał się na cenach i ... z pewnością postąpiłby teraz identycznie jak wykonawca(!). Jednoznacznie komentuje wybrane przez siebie fragmenty opinii rzeczoznawców i określa błędy popełnione przy realizacji kompleksu sportowego, tyle że w międzyczasie przyznaje, że nigdy nie był na tej budowie i nie oglądał jej od środka(!). Burmistrza popiera za to wywodzący się z PiS szef Rady Miejskiej, który twierdzi, że priorytetem musi być dobro miasta, a nie polityczny populizm. Nie zgadzają się z tym opozycjoniści z PO, przypisujący przedwyborczemu koalicjantowi (czyli PiS) zdradę poprzez przejście do obozu przeciwnika (czyli burmistrza). Uff... Totalny kociokwik. Trudno się w tym połapać – szczególnie Bogu ducha winnym mieszkańcom, którzy tłumnie okupując lodowisko, pytali się mnie, kiedy będą mogli wykąpać się w basenie. Odsyłam ich do Rady Miejskiej – nich sami sobie rozliczą radnych. Piszę to wszystko nie bez kozery, bowiem jak wieść niesie, Mińsk podobnie jak kilkaset innych gmin ma ochotę na przyjmowanie zespołów na Euro 2012. Strach pomyśleć, co będzie, gdy nagle cegła pójdzie w górę albo tutejsi fachowcy od murarki zażyczą sobie kolejnych podwyżek. Ciekawe, czy UEFA zgodzi się na przełożenie mistrzostw Europy? Czy wtedy w Mińsku też dojdzie do lokalnych gier personalnych, a stadiony będą czekały w stanie surowym do Euro 2032? A może ktoś wpadnie na myśl, ze głupotą jest wylewanie dziecka razem z basenem...Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 9 • dodano 27-02-2008r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915317