Koncepcje do wymiany

Dziury w całym
Filipiak WojciechUtkwiła mi w pamięci historia z lat sześćdziesiątych, której wówczas nie potrafiłem zrozumieć: najlepszym zawodnikiem polskiej ligi koszykówki był Wiesław Langiewicz, którego jednak trener reprezentacji Witold Zagórski konsekwentnie do kadry nie powoływał, bo „nie pasował mu do koncepcji”, jak pisali dziennikarze. Do dzisiaj pamiętam polemiki w „Sportowcu” i apele, by znaleźć jednak dla niego miejsce w zespole narodowym, który - starszym kibicom warto przypomnieć, a młodszych poinformować - zaliczał się wtedy do ścisłej czołówki europejskiej, a nawet światowej. Trenera Zagórskiego broniły wyniki, dlatego nigdy nie przekonamy się już, czy może z Langiewiczem w składzie Polska zajęłaby w igrzyska olimpijskich w Tokio miejsce lepsze niż szóste i czy nie udałoby się zamienić srebrnych i brązowych medali mistrzostw Europy z lat 1963-67 na złote. „Skoro Langiewicz nie pasuje do koncepcji, to trzeba zmienić koncepcję” - apelowali bezskutecznie zwolennicy jego talentu.
Takie sytuacje zdarzają się zresztą dość często. Zdanie selekcjonerów reprezentacji lub trenerów klubowych nie zawsze pokrywa się z opinią ogółu kibiców i choć trener sam musi podjąć decyzję, bo jest z niej rozliczany, to dopóki klamka nie zapadnie, dyskutować o przyjmowanych koncepcjach wypada, a nawet trzeba, bo jest to przejaw troski o wspólne dobro, a nie podważanie autorytetu szkoleniowca bądź kwestionowanie jego umiejętności.
Jeżeli chodzi o kadrę Leo Beenhakkera, to są teraz dwa główne punkty sporne: pomysł nadania polskiego obywatelstwa Rogerowi i włączenie go do kadry oraz demonstracyjne wręcz niezauważanie najefektowniej grającego obecnie piłkarza naszej ligi Adriana Sikory. Zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby w obu tych sprawach przeprowadzić plebiscyt, to w pierwszym przypadku przeważającą odpowiedzią byłoby „nie” dla Rogera, w drugim zaś „tak” dla Sikory, przy czym każdy głosujący brałby zapewne pod uwagę także czynniki pozaboiskowe, bo nie da się ich chirurgicznie oddzielić od umiejętności czysto piłkarskich. Tego z kolei próbuje dokonać trener, który na pewno jest w stanie naukowo i precyzyjnie udowodnić, dlaczego Roger powinien grać w reprezentacji Polski, a Sikora się do niej nie nadaje.
Podobny problem mają w Łodzi kibice Widzewa, którym od dłuższego czasu robi na złość trener Marek Zub, trzymając na ławce rezerwowych ulubieńca nie tylko żeńskiej części widowni Stefano Napoleoniego. Po przegranym meczu z Legią trener długo, logicznie i mądrze tłumaczył, dlaczego Napoleoni nie nadaje się do jego drużyny. Przedstawił twarde argumenty, tyle tylko, że Widzew z Legią przegrał, a tydzień wcześniej Napoleoni strzelił Ruchowi gola w Chorzowie. „Źle gra w obronie, nie jest w stanie wygrać pojedynku główkowego, jest za słaby fizycznie” - słyszymy z ust trenera. Akurat tego piłkarza stać jednak na sporą dozę szaleństwa w każdym meczu, a jego atutem nie jest przewidywalność, zaś wprost przeciwnie - nieobliczalność. Obrażony Napoleoni wstał podczas meczu z ławki rezerwowych po trzeciej zmianie, gdy wiadomo było, że w tym meczu już nie zagra, i demonstracyjnie poszedł do szatni. Czuł, że ma za sobą poparcie widzów, którzy skandowali „Stefano, Stefano” - ten pojedynek trener Zub w tym momencie przegrał. Gdyby zresztą komputerowo „obrysować” wielu innych zawodników, okazałoby się, że teoretycznie mało kto nadawałby się do gry w ligowej drużynie.
To samo jest z Sikorą: za niski, za słaby na rosłych obrońców, chaotyczny. Komu jednak przyszłoby do głowy strzelać „na ślepo” z 40 metrów, widząc tylko kątem oka, że bramkarz niebezpiecznie dla siebie za daleko odszedł od linii bramkowej? A ile bramek strzelił Sikora akurat głową, nie dlatego przecież, że wysoko skacze? Mając do dyspozycji piłkarzy tak nieszablonowych jak Sikora i Napoleoni, trzeba koncepcję gry budować pod nich, a nie wtłaczać ich w wymyślone przez siebie schematy, faktycznie odbierając im w ten sposób ich podstawowe atuty.
Te aspekty trenerzy też powinni brać pod uwagę. Nie warto przecież otwierać nowych frontów i robić sobie wrogów z kibiców czy dziennikarzy. Na szczęście dla tych, co oglądają mecze i chcą przeżywać w nich nieoczekiwane emocje, wszystkiego nie da się wtłoczyć w wyuczone w szkole trenerskiej formułki.
Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 13 • dodano 25-03-2008r. przez darek