Setka na liczniku

Okienko na świat
Ludwiczek CzesławDavid Beckham osiągnął barierę stu meczów w reprezentacji Anglii. Stało się to w minioną środę, kiedy to obecny zawodnik Los Angeles Galaxy wystąpił w meczu swej drużyny narodowej przeciwko Francji (0-1). W ten sposób Spice Boy wszedł do grupy najsłynniejszych i mających na swoich kontach najwięcej występów reprezentacyjnych zawodników. Co więcej, Beckham zapowiada, że swoją reprezentacyjną karierę będzie kontynuował do roku 2010, czyli do mistrzostw świata w Afryce Południowej. Reporterom jednej z gazet oświadczył, iż czuje w sobie ogromną energię i wysoką formę, która to marzenie pozwoli mu zrealizować.
Może to i prawda, i być może ten 33-letni dziś piłkarz dokona takiej sztuki, ale biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, jakie ostatnim występom Beckhama na boiskach towarzyszyły, należy w to wątpić. Przede wszystkim dlatego, że stosunki między nim a obecnym selekcjonerem Anglii Włochem Fabio Capello są – łagodnie określając – nie najlepsze. Obaj ci panowie zetknęli się ze sobą w sezonie 2006/2007 w Realu Madryt, gdzie jeden był zawodnikiem, a drugi trenerem. Otóż na samym początku sezonu Capello wstawił Anglika do składu „królewskich” w kilku meczach, ale następnie zrezygnował z jego usług, sadzając go na ławie, względnie wpuszczając na boisko w ostatnich minutach meczów. Rezultat był taki, że w całym sezonie Beckham wystąpił tylko w 22 meczach, przy czym w połowie z nich tylko po kilka minut.
Absolutnie niechętny stosunek do Beckhama wykazywał także ówczesny selekcjoner Anglii Steve McClaren, który objął tę funkcję po Szwedzie Goranie Erikssonie. Od zakończenia mistrzostw świata 2006 w Niemczech nie powoływał go do drużyny narodowej. Beckham ogromnie z tego powodu ubolewał, ale nic nie mógł na to poradzić. Wreszcie trener dał mu szansę w ostatnim meczu eliminacyjnym mistrzostw Europy 2008 z Chorwacją (2-3) w listopadzie ub.r., po którym Anglia straciła szansę udziału w finałach Euro 2008. Podobną linię obrał następca McClarena, wspomniany już Fabio Capello. Kiedy przygotowywał pierwszy mecz reprezentacji Anglii pod jego kierunkiem, rozegrany 6 lutego br. ze Szwajcarią na Wembley (2-1), nawet nie wspomniał o Beckhamie. Pominięcie go w składzie wywołało jednak dość szeroką dyskusję prasową.
Oto np. Arsene Wenger, trener Arsenalu, z którym David Beckham trenował przez miesiąc w okresie przerwy w rozgrywkach amerykańskich, oświadczył, że Anglia nadal potrzebuje Beckhama, ponieważ umie on podejmować decyzje, a jego doświadczenie może być decydujące w wielkich i ważnych meczach. Z kolei Martin O`Neill z Aston Villi stwierdził, że jeżeli w ostatnim dziesięcioleciu istnieje ktoś, kto zasługuje na setkę meczów w reprezentacji Anglii, to jest nim tylko David. Harry Redknapp z Portsmouth oświadczył, iż jest pewien, że mnóstwo ludzi dostrzega zasługi Beckhama i sposób, w jaki prowadził on drużynę angielską do zwycięstw. Jedynym zgrzytem w tym chórze pochwał był głos menedżera Manchesteru United Alexa Fergusona, pod którego kierunkiem David Beckham grał długie lata i odnosił sukcesy. Otóż Ferguson powiedział, że wcale nie jest zdziwiony tym, że Beckham nie został powołany na mecz ze Szwajcarią, bo Fabio potrzebuje graczy kompetentnych, a David nie gra już w piłkę, przynajmniej od listopada ub.r.
I oto nagle i niespodziewanie Capello zmienia zdanie i powołuje Beckhama na towarzyski, ale prestiżowy mecz Anglii z Francją. I chyba zrobił dobrze, bo w tym setnym swoim spotkaniu angielski pomocnik potwierdził jeszcze raz wysoką jakość swych podań. Podobno zachwycał publiczność na Stade de France pięćdziesięciometrowymi podaniami z dokładnością do kilku milimetrów. Słowem, był to dla Beckhama satysfakcjonujący wieczór. Potwierdził to również Capello, oceniając jego grę bardzo wysoko, mimo jednobramkowej porażki prowadzonej przez niego reprezentacji Anglii. Mówiąc o Beckhamie, stwierdził, że „zagrał on w taki sposób, w jaki ja wiem , że potrafi on grać. W dodatku był świeży fizycznie, a więc mógłby kontynuować grę w reprezentacji”. Dziennikarze przypomnieli mu jednak, że w ogóle nie zauważył Beckhama przed meczem ze Szwajcarią. „Nie mogłem go powołać – odparł Capello – ponieważ chciałem zobaczyć w akcji również innych graczy kandydujących do reprezentacji”.
Może to i prawda, ale istnieje wielu sceptyków powątpiewających w szczerość słów Włocha. O tym jednak, czy mówił prawdę, będzie się można przekonać wówczas, gdy powoływać będzie zawodnika Los Angeles Galaxy do kadry przy okazji następnych meczów reprezentacji. Jeśli nie, to oznaczać to będzie, że był to tylko jednorazowy gest mający sprawić, aby ten wybitny przecież zawodnik zaliczył sto spotkań w drużynie narodowej. Ale kto wie, może będzie miał szansę wyrównać lub pobić rekord Petera Shiltona, który ma na koncie 125 spotkań.
Czesław Ludwiczek
Tygodnik Kibica nr 14 • dodano 01-04-2008r. przez darek