Liga z chaosu

Dziury w całym
Filipiak WojciechTaki cud przeżywamy każdego roku. Wakacje źle wpływają na ludzi żyjących piłką, która - jak każdy nałóg - wymaga regularnego dostarczania podniet. Gdy nic się nie dzieje, atmosfera robi się nerwowa, trzęsą się ręce, a niektórym pokazują się nawet białe myszki. Nagle jednak wszelkie omamy znikają, bo sędzia wyprowadza na boiska drużyny i zaczyna się mecz.
Natychmiast zapominamy więc o aferach, przekrętach i naciąganiu przepisów w swoją stronę. Obserwując świetną grę Ruchu w Grodzisku, nie przyjmujemy do wiadomości, że tego zespołu nie powinno być w ekstraklasie, bo długi klubu są - zdaje się - większe niż roczny budżet. Podobno Ruch te długi spłaca, za chorzowskim klubem stanął murem cały Śląsk, bo to przecież futbolowa legenda, ale z drugiej strony chorzowianie angażują nowych zawodników i trenera, chociaż winni są kupę forsy tym, których w klubie już nie ma. „Krew mnie zalewa, gdy pozwolenie na grę dostaje klub, ktory jest mi winien tyle kasy, że mógłbym sobie kupić luksusowy samochód. A oni mają mnie w d...” - dosadnie skomentował działania Ruchu jeden z byłych trenerów Orest Lenczyk, który odsłonił też kulisy owych spłat, które miały być okolicznością łagodzącą przewiny chorzowian, informując, że w sierpniu ubiegłego roku dostał... 750 złotych.
Mimo porażki podobało nam się też w Poznaniu Zagłębie. Cieszy ligowy gol Jacka Berensztajna po kilku latach przerwy, ambitna, otwarta gra całego zespołu, który przegrywając 0:3, mocno nastraszył piłkarzy Lecha. Trener Kowalik zapowiada, że jego zespół będzie coraz groźniejszy, bo wie już, że Wydział Dyscypliny Zagłębia z ligi nie wyrzuci. Tu ciekawostka: okazuje się, że kilka z „kupionych” meczów Zagłębie przegrało, jest więc w całej aferze korupcyjnej nowy trop: mecze kupuje się i sprzedaje nie tylko po to, żeby nie spaść z ligi albo do niej awansować, ale i także po to, by wygrać spore kwoty w zakładach piłkarskich, o czym przecież po cichu mówiło się od dawna. Nowi szefowie Zagłębia bronią się zresztą sprytnie, twierdząc, że to piłkarze na własną rękę sprzedawali mecze. Jak teraz wytłumaczą się oburzeni stawianymi im zarzutami zamieszani w aferę piłkarze tego klubu, grający teraz już w całkiem innych drużynach? I czy można im wierzyć, że z tym procederem zerwali?
Zagłębie Lubin, też już oczyszczone z dawnych grzechów, świętuje wesele prezesa i szykuje się do skoku na Europę. Jeszcze niedawno klubowi groziło odebranie licencji z powodu zaniedbanego stadionu. Wizja lokalna wskazuje, że zmieniło się niewiele, bo stadion nadal bardziej przypomina rozsypujące sie antyczne koloseum niż nowoczesny obiekt, ale teraz przecież z KGHM nikt nie zadrze, bo mimo gwałtownych zaprzeczeń wpływ krajowej, pożal się Boże, polityki na klub z Lubina widoczny jest gołym okiem. Próbował zmierzyć się z mistrzem Polski Widzew i trochę go w końcówce meczu postraszył, kibice tej drużyny też są więc szczęśliwi i nie pytają już, jaki interes mają jego właściciele w sprowadzaniu piłkarzy o nazwiskach brzmiących z cudzoziemska, chociaż jeszcze niedawno głośno mówili, że ekstraklasa powinna promować polską młodzież. To chyba w ramach tej promocji Widzew wypiął się demonstracyjnie na Młodą Ekstraklasę, nie zgłaszając drużyny do tych rozgrywek. Bez konsekwencji, bo twórcom regulaminu nie przyszło do głowy, że ktoś może odmówić i nie wprowadzili za to żadnych sankcji.
Bez sarkazmu i ironii, z czystym sumieniem napisać też mogę, że szczęśliwi byli w niedzielę kibice w Łowiczu. Przez tydzień udało się tam załatwić to, czego nie można było dokonać od roku: powstał przyjemny, kameralny stadionik, wygodny i bezpieczny. To nic, że na początek drużyna przegrała - II-ligowy debiut był świętem dla miasta, a na widowni przeważali nie „kibole”, a stateczni obywatele, którzy już nie liczyli, że doczekają się w życiu takiego wydarzenia i nigdy o nim nie marzyli.
Z poziomu gry oglądanego meczu GKS z Koroną zadowoleni byli też na pewno Leo Beenhaaker, Bogusław Kaczmarek i Jan de Zeeuw, którzy w sobotę odwiedzili Bełchatów. Gdy jednak biłem brawo gospodarzom za ich grę, przez głowę przemknęła mi kolejna szydercza myśl: czy szukając zawodników do kadry na jesienne mecze, nie zastanawiali się aby, kogo by tu teraz - śladem Jerzego Dudka - korzystnie sprzedać? Dobrze, że piłkarze grać będą teraz co trzy dni. Nie będzie czasu na takie głupie myśli, bo zajmować się będziemy przede wszystkim tym, co dzieje się na boisku.
Tygodnik Kibica nr 31 • dodano 01-08-2007r. przez admin