strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Walny sabat PZPN: Lody kręcone w „Sheratonie”

Krótkie krycie

Mikus Dariusz Jan
Michał Listkiewicz po raz kolejny skutecznie zagrał na nosie polskiej opinii publicznej, kibiców, a nawet władz państwowych. Kręcenie lodów w polskiej piłce trwa w najlepsze, a postawiony do kąta minister sportu grzecznie zapewnia lud zgromadzony na stadionach, że ufa dobrej woli prezesa PZPN. Zapewnia pokornie – bo musi... Minister Mirosław Drzewiecki postanowił przebić słynny, sejmowy rozkrok Donalda Tuska i sam, pozując z dobrym uśmiechem do złej gry, wykonuje przed polskimi kibicami efektowny szpagat. Z jednej strony chce uchodzić za Katona zwalczajacego wszelkie objawy patologii w polskiej piłce – a jednocześnie musi szczerzyć zgryz do Michała Listkiewicza, na którego pasku, de facto, chodzi. Tenże grozi palcem ministrowi, tupie nóżką i grozi sankcjami ze strony FIFA. A są to groźby realne – chodzi o uniemożliwienie startu w 2008 r. a następnie odebranie organizacji ME 2012 r. - zważywszy na liczne doniesienia prasowe o tym, jak Michał L. wyswatał ze swoją bliską znajomą Seppa Blattera... Wszystko pozostaje w rodzinie. Układ jest prosty. Pan minister – którego Listkiewicz publicznie ośmieszył – stoi pomiędzy politycznym młotem a kowadłem. Rząd z jednej strony musi być pryncypialny i prowadzić walkę z korupcją, a jednocześnie jest wystawiony na wielką próbę, jaką będzie utrata zaufania (czytaj: głosów wyborczych) obywateli RP. Nikt nie wybaczy rządzącym wyeliminowania nas przy zielonym stoliku z udziału w finałach ME. Listkiewicz doskonale o tym wie i cynicznie tą kartą gra. Drzewiecki dał się do tej gry wciągnąć i nie chcąc wyjść na naiwniaka, który dał się ograć Listkiewiczowi, robi teraz za poplecznika chłopców z PZPN. Tyle, że w przypadku ministra to tylko odroczenie egzekucji... Poleci jako twarz firmująca przekręt, a jedyny zysk odniesie Listkiewicz, który po raz kolejny ucieknie spod topora. Honorowe wyjście? Pewnie – jeśli ktoś ma na myśli honorowe odkładanie dymisji aż do kadencji... Godzinę po zjeździe w Sheratonie Listkiewicz wystąpił przed kamerami TVN24, gdzie we właściwy sobie, bezczelny sposób zachowywał się w stosunku do dziennikarzy. Już na początku podparł się formułką, że wszyscy powinni uwierzyć, że odchodzi na dobre, bowiem powiedział o swoim odejściu głośno i publicznie. Czyżby zapomniał, że jego poprzednie wypowiedzi o uczciwości działaczy PZPN były także publiczne...? Wiedziałem o korupcji – powiedział Listkiewicz do kamery. Jak więc można wierzyć człowiekowi, który wiedząc o tym zjawisku, publicznie oświadczał – wielokrotnie!! – iż przypadek pierwszego zatrzymania za przestępstwo korupcji to nic innego jak ujawnienie „jednej czarnej owcy”. Baca Listkiewicz przez całe miesiące łgał jak owczarek podhalański, a teraz chce, aby mu uwierzyć, że w aferze korupcyjnej winni są także dziennikarze sportowi – np. Dariusz Łuszczyna. Będzie teraz podawał do sądu prokuratora Olejnika i posła Palikota – bo nie może im wybaczyć wypowiedzi na temat PZPN. Bo przecież nie ma bardziej winnych niż ostro krytykujący patologię w polskiej piłce... A kogo spośród dotychczas zamieszanych w aferę korupcyjną aktywistów PZPN pan prezes już podał do sądu..? Listkiewicz poparł plan, aby wszystkie pieniądze z kar za korupcję przekazać na rzecz piłkarskiej młodzieży. Huuuurrraa!!! Będziemy mieli najbogatszą ligę juniorów na świecie!! Teraz kombinowanie nie dotyczy już korupcji ale uniknięcia jej konsekwencji – czytaj: wymyślenia formuły pozwalającej uniknąć odpowiedzialności. Aktualnie najlepszy dla ul. Miodowej wydaje się wariant wskazania korupcji jako zjawiska globalnego i tak bardzo rozpowszechnionego, że należy zaprzestać degradacji. W konsekwencji nikt nie spadnie – bo wszyscy są winni – a sprawa załatwiona poprzez „dotkliwe kary pieniężne i odejmowanie punktów”. Ale moment – forsa brana od wszystkich nie będzie karą, tylko nowym podatkiem, a przy odejmowaniu punktów od wszystkich, nie będzie żadnego klubu, który ucierpi!!! Czy dlatego, że w jakimś mieście 95% ludzi to notoryczni złodzieje i kanciarze, to trzeba zrezygnować ze stawiania ich przed sądem i karania za popełnione czyny? Póki co, zjazdowe towarzystwo z hotelu Sheraton doskonale radzi sobie z kręceniem lodów, które uśmiechnięty baca Listkiewicz reklamuje jako najsłodszy produkt PZPN, a minister Drzewiecki bez mrugnięcia okiem łyka te konserwanty, twierdząc, że sport to zdrowie. Tylko czy zdrowie psychiczne również, panie ministrze sportu? Obrady przebiegały w atmosferze wzajemnego zaufania, choć jeden z delegatów przestrzegał, że „znowu się ośmieszymy w oczach mediów i prasy”... Natomiast obywatel Boniek zaczął jątrzyć, pytając, że skoro jest to zjazd na temat dokumentu obrazującego korupcję w polskiej piłce, to ... dobrze by było, żeby taki dokument istniał i był delegatom pokazany!! Delegat Boniek pokazał w ten sposób brak wiary w odrodzenie polskiej piłki za pomocą odczyniania czarów i innych obietnic prezesa PZPN. Kolejny sabat – jak zawsze owocny i skuteczny – odbyć ma się 14 września roku bieżącego, a wtedy nastąpić ma uroczysta wymiana uprawnień do posiadania latających mioteł i szklanych kul. Ciekawe, czy zamiast do Sheratona Listkiewicz zaprosi swoich kumpli na Łysą Górę...? Nie ulega wątpliwości, że po kilku latach namolnego ogłupiania ludu, iż zawodnicy i działacze biegają po nieskalanych korupcją niebiańskich łąkach, nikt chyba nie ma wątpliwości, że Michał L. ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwoni. Zjazd antykorupcyjny odłożono ad acta – czytaj: udając rozsądek, przykryto problem katafalkiem namysłu. Zwolennikiem takiego rozwiązania był oczywiście pan prezes Listkiewcz. - Dziś nie uda się podjąć mądrej, dobrej decyzji. Ryzyko błędu jest zbyt duże. Kto weźmie odpowiedzialność za błędne decyzje? - To kompromitacja zarządu, który nie miał krzty pomysłu, po co dziś tu wszyscy przyjechaliśmy – replikował całkiem sensownie Arkadiusz Kasznia z bialskopodlaskiego OZPN. W kontekście niedzielnych wydarzeń wprost żałosna jest postawa ministra Drzewieckiego, który w TVN 24 zapewniał widzów, iż podczas obrad w Sheratonie zarząd PZPN podał się do dymisji z dniem 14 września. Natychmiast wyprostował to pobożne życzenie Janusz Wójcik, a potem zabrał głos Ryszard Czarnecki, który przytoczył słowa Jerzego Engela, iż nie podaje się do dymisji. Zapędzony do kąta przez prowadzącą dyskusję dziennikarkę i gości w studio minister sportu nie potrafił zrobić nic innego niż udawać, że ustalenia wewnętrzne szefów PZPN mają – nawet bez żadnego głosowania!!! - moc uchwały. Totalna żenada... Ministrowi Drzewieckiemu jest chyba bardzo głupio, bo po hucznych zapowiedziach zlikwidowania korupcji już za kilka dni – podmiot tych obietnic, Michał Listkiewicz, publicznie pokazał mu język i zagrał na nosie. Występująca po obradach sejmowej komisji sportu Elżbieta Jakubiak – właśnie przy pełnej aprobacie ministra sportu – zadeklarowała koniec czasów, w których państwo polskie będzie szantażowane przez PZPN odebraniem nam przez międzynarodowe federacje praw organizacji Euro 2012 czy uczestnictwa w najbliższych mistrzostwach Europy. -PZPN to jest burdel, w którym dziwki zarażają HIV-em. Trzeba wreszcie z tym skończyć!! – powiedział w niedzielę rano – czyli jeszcze przed ustaleniami zjadu PZPN – poseł Janusz Palikot (PO). Choć to trudne do wyobrażenia, zgodził się z nim nawet bulterier PiS – Jacek Kurski. I to jest chyba jedyny sukces korupcyjnej ekipy Michała Listkiewicza. Chłopcy z PZPN wzbili się ponad podziały partyjne i zjednoczyli naród. Nadchodzi IV PZPN... Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 16 • dodano 16-04-2008r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915319