Maradona Kusturicy

Okienko na świat
Ludwiczek CzesławNa tegorocznym, zakończonym niedawno festiwalu filmowym w Cannes pojawił się pełnometrażowy (1 godz. i 35 minut) obraz dokumentalny poświęcony wspaniałemu niegdyś piłkarzowi Diego Maradonie. Wprawdzie film ten nie stawał w konkursowe szranki, ale zaprezentowano go na oficjalnym pokazie festiwalowym, co jest już i tak sporym wyróżnieniem. Autorem, a więc reżyserem i scenarzystą tego filmu jest znany w świecie kinowym serbski twórca Emir Kusturica, który w przeszłości zdobył za swoje dzieła dwie najwyższe nagrody przyznawane w Cannes - Złote Palmy. Już sam ten fakt daje gwarancje wysokiej jakości tworzonych przez niego filmów i taki zapewne jest ten najnowszy obraz opowiadający o Maradonie.
Ten wielki argentyński piłkarz jest wdzięcznym tematem dla sztuki filmowej. Już przeszło dwa lata temu omawialiśmy w tym miejscu wchodzący wtedy na ekrany film Javiera Vasqueza pt. Amando Maradona (Kochając Maradonę) i przy okazji zapowiadaliśmy kolejne o nim filmy przygotowywane przez różnych reżyserów, w tym i przez wspomnianego powyżej Serba. Dziś film jest dziełem skończonym, a 28 maja zadebiutował na ekranach kin w niektórych krajach europejskich i zamorskich, w tym przede wszystkim w Argentynie. Ze zrozumiałych względów nie mieliśmy szansy zobaczyć tego dzieła, ale w internecie, na stronach różnojęzycznych portali egzystują od połowy maja liczne kawałki video, których obejrzenie daje niejakie pojęcie o klimacie tego filmu, zwłaszcza jeśli sięgnie się również do tekstowych o nim informacji.
Przede wszystkim jednak uwagę zwrócić trzeba na tytuł tego filmu. Po angielsku brzmi on Maradona by Kusturica, po francusku Maradona par Kusturica, więc po polsku będzie brzmieć Maradona Kusturicy. Wynika z tego wniosek, że jest to film zindywidualizowany przez osobowość i spojrzenie reżysera. Francuski „Le Monde” pisze, że trudno rozróżnić, czy jest to portret legendy futbolu, czy też deklaracja miłości Kusturicy do Maradony. Ktoś inny spośród tych, którzy uczestniczyli w canneńskim pokazie, mówi, że jest to film fana o swoim idolu, a jeszcze ktoś inny, że jest to film o Kusturicy, który w swoisty dla siebie sposób dostrzega jednego z najlepszych w historii światowego futbolu zawodników.
Mimo tych wszystkich zastrzeżeń film przypomina nadzwyczajną drogę Diego Maradony, jego życie i jego karierę, jego zwycięstwa i porażki, jego wzloty i upadki. Prezentuje też przeróżne kraje, miasta i miejsca, które wywarły znaczny wpływ na jego życie, w tym głównie Buenos Aires, Neapol i Kubę. Na tej drodze i w oparciu o liczne fakty reżyser kreśli pozornie dwie różne ososbowości argentyńskiego piłkarza. Z jednej strony ukazuje człowieka publicznego, powszechnie znanego, ikonę futbolu, ale także pasjonata angażującego się w sprawy polityki, przyjaciela Fidela Castro, przeciwnika George’a Busha, zawziętego wroga światowej globalizacji. Z drugiej strony przedstawia Maradonę, jakiego świat nigdy nie widział, człowieka na łonie rodziny pełnego miłości, nadziei, obaw, radości i frustracji.
Nie mogło w tym filmie zabraknąć elementów czysto piłkarskich, więc reżyser ukazuje bohatera na boisku, wprawdzie w roli rozgrywającego, ale przy tym wspaniałego dryblera i wyjątkowego strzelca, który z niezwykłą łatwością potrafił wykonywać rzuty wolne, trafiając często w samo okienko lub precyzyjnie lobując nad głową bramkarza. A w ogóle rywalom trudno było odebrać mu piłkę. Jego talent eksplodował szczególnie podczas mistrzostw świata 1986 wygranych przez Argentynę. Mitycznym wydarzeniem tego turnieju było ćwierćfinałowe zwycięstwo Argentyny nad Anglią. Maradona strzelił wtedy dwie bramki, jedną - ręką, co ujawnione zostało dopiero po latach, i drugą, którą szczególnie zachwyca się Kusturica, zdobytą po genialnym slalomie przez pół boiska.
I jeszcze jeden bardzo wymowny akcent tego filmu powiadający o tym, że piłkarz nawiedzony przez narkotyki sięgnął dna, ale się z niego podniósł. Równocześnie jednak film Kusturicy sygnalizuje i to, jakim człowiekiem Maradona jest dzisiaj, wolny od narkotyków. Otóż zdaniem reżysera Maradona ma wszystkie cechy wielkiej gwiazdy filmowej. Urodził się, by być aktorem. Gdyby nie został piłkarzem, z pewnością znalazłby inne środki wyrazu, by stać się gwiazdą. - Tak – mówi Kusturica – dla mnie Maradona to artysta, bo być artystą to znaczy przekroczyć własne ograniczenia, zetknąć się z najgorszymi nawet objawami współczesnego społeczeństwa, które cie obnażają, aby następnie cię zabić i pogrzebać. I Maradona był bliski unicestwienia. Na szczęście dokonał zwycięskiego starcia z przeszłością, przepędził demony i odzyskał zdrowie.
Ciekawe, czy film ten będziemy mogli zobaczyć na naszych ekranach kinowych lub telewizyjnych. A ciekawość ta jest tym większa, że poprzedniego obrazu pt. Amanado Maradona nikt, niestety, do Polski nie sprowadził.
Czesław Ludwiczek
Tygodnik Kibica nr 23 • dodano 03-06-2008r. przez darek