Problem systemu 6+5

Okienko na świat
Ludwiczek CzesławW ostatnich dniach maja w dalekim, australijskim Sydney odbył się Kongres FIFA z udziałem delegatów z 200 krajów, w tym wszystkich 53 krajów europejskich. Pośród licznych spraw zaprzątających uwagę piłkarskich działaczy, na porządku obrad stanął m.in. problem systemu 6+5. Zapewne część naszych czytelników wie, co to takiego, ale na wszelki wypadek postaramy się to w skrócie przypomnieć. Otóż system 6+5 to idea wykoncypowana przez prezydenta FIFA Josepha Blattera, a polegająca na tym, że w jednej klubowej drużynie piłkarskiej powinno występować co najmniej 6 zawodników z kraju, w którym ta drużyna egzystuje, i tylko 5 obcokrajowców. Nie oznacza to, że drużyna nie może zatrudniać więcej zagranicznych graczy, ale w meczu na boisku może ich występować tylko 5.
Blatter walczy o wprowadzenie tego systemu już od dłuższego czasu, bowiem dąży do wyeliminowania paradoksów, jakie trapią współczesny futbol, zwłaszcza w Europie. Zdarzają się tu bowiem takie przypadki, że znakomitą większość zawodników w bogatych klubach stanowią piłkarze z zagranicy. Bywało nawet, że w składzie londyńskiego Arsenalu w niektórych meczach trudno było uświadczyć chociażby jednego Anglika, a co więcej, nawet trener jest obcokrajowcem, bo to przecież Francuz Arsene Wenger. Szef światowej centrali piłkarskiej uważa, że jeśli nie wprowadzi się systemu 6+5, to piłką klubową rządzić będą w nieskończoność bogate kluby takie jak Chelsea, MU, Real, Barcelona, Milan, które mogą sobie pozwolić na kupno drogich obcokrajowców. Zresztą jego zdaniem na wprowadzeniu ograniczeń w imporcie graczy zyska także futbol w Afryce i Ameryce Południowej, skąd przybywają do Europy tysiące zdolnych piłkarzy.
Pomysł wprowadzenia systemu 6+5 popiera także prezydent UEFA Michel Platini, ale zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że jest on trudny lub wręcz niemożliwy do zrealizowania w praktyce, o czym zresztą informował już wcześniej Blattera. Podczas kongresu w Sydney Platini szeroko omówił ów system, podkreślając, że jest on dobry, ale niestety, niezgodny z prawem. Co więcej, propozycja FIFA trafiła pod obrady parlamentu europejskiego na początku maja br., ale została przez deputowanych odrzucona. A odrzucona została dlatego, ze jej istota stoi w sprzeczności z głównymi, wręcz fundamentalnymi zapisami Traktatu Unijnego zapewniającego swobodny przepływ ludzi w państwach Unii Europejskiej, a zatem także i piłkarzy. Innymi słowy wprowadzenie w Europie zasady forsowanej przez FIFA i jej prezydenta Josepha Blattera prowadziłoby do złamania prawa unijnego.
Na kongresie w Sydney szeroko omówiono sprawę, stwierdzając, że system 6+5 jest korzystny dla większości klubów w Europie i w innych częściach świata, i że należy dążyć do jego wprowadzenia, wykorzystując wszelkie możliwości prawne. Podjęto w tej sprawie specjalną uchwałę, która stwierdza, że „Kongres FIFA podtrzymuje w całej rozciągłości cele reguły 6+5 i żąda od prezydentów FIFA i UEFA, aby kontynuowali działania mające na celu wprowadzenie jej w życie, wykorzystując ku temu wszelkie możliwe środki”. Prace w tej dziedzinie będą trwały nadal, a ich przebieg omówiony zostanie na Kongresie, który odbędzie się pod sam koniec czerwca, czyli akurat na zakończenie piłkarskich mistrzostw Europy.
Prawdę pisząc, kongres FIFA w Sydney nie wniósł w tej sprawie nic nowego, udzielił tylko pełnego poparcia Seppowi Blatterowi w jego działaniach na rzecz wprowadzenia systemu 6+5. Nie czekając bowiem na kongres, szef światowego piłkarstwa podjął pewne zabiegi, jak tylko dowiedział się, że parlament europejski odrzucił jego wniosek. Wkrótce po tym wystosował on na ręce prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego list, w którym apeluje o przywrócenie klubom piłkarskim „tożsamości narodowej”. Blatter ma nadzieję, że prezydentowi Francji uda się przekonać partnerów z Unii Europejskiej o wyjątkowości sportu i że owa „wyjątkowość” sprawi, że parlament europejski obejdzie zapisy Traktatu Unijnego i zgodzi się na ograniczenia w przepłwie ludności widniejące w systemie 6+5. Dlaczego Blatter zwrócił się akurat do prezydenta Francji? Otóż dlatego, że Francja obejmuje z dniem 1 lipca br. prezydencje w Unii Europejskiej, a więc będzie miał większe możliwości. Jeśli jednak parlament europejski się nie ugnie, to decyzja należeć będzie do szefów rządów 27 państw Unii. Tylko czy jednemu Sarkozy’emu uda się przekonać najwyższe władze wszystkich państw wchodzących w skład Unii? Jeśli i to się nie uda, to Blatter zapowiada - jak to określił „Le Monde” - konfrontację z Unią. A to już trochę śmieszne, bo jak organizacja sportowa, nawet tak silna jak FIFA, może wywierać wpływ na najsilniejsze państwa Europy?Czesław Ludwiczek
Tygodnik Kibica nr 24 • dodano 11-06-2008r. przez darek