Reprezentacja jest słabiutka... Polak ukraść krowa – dobrze!

Krótkie krycie
Mikus Dariusz JanCoś jest w mentalności naszych piłkarzy, trenerów i działaczy – tych obecnych oraz byłych – że zamiast obiektywnie spojrzeć na fakty, dorabiają do nich pseudopatriotyczną ideologię i pokazują innym rzeczywistość w krzywym zwierciadle.
Gdy w przerwie meczu z Austrią usłyszałem komentarz Zbigniewa Bońka, w którym żenująco usprawiedliwiał jako pozytyw fakt zdobycia przez Rogera bramki ze spalonego, to nie bardzo wierzyłem własnym uszom. Okazało się, że wszystko jest OK, bowiem – zdaniem byłego trenera reprezentacji – wiele innych spotkań wysokiej rangi też było wygranych bramkami z offsajdu. I tak wypowiada się jeden z obecnych filarów polskiej piłki!
Tym bardziej żałośnie wyglądał Boniek zaraz po meczu, gdy z miną Katona chciał niemal zlinczować sędziego za, jego zdaniem, stronnicze podyktowanie karnego. Akurat ten błąd nie był po naszej myśli...? Najrozsądniej skomentowali wydarzenie z 92. minuty sprawozdawcy Eurosportu, którzy podczas powtórnej emisji meczu stwierdzili, że nikt w Polsce nie miałby pretensji do Webba, gdyby gwizdnął takiego karnego w 16. czy 30. minucie.
Ciekawe, z jakich to powodów Zibi nie pobiegł w drugiej połowie na boisko i nie ucałował sędziego zaraz po tym, jak ten nie podyktował przeciw nam ewidentnego karnego po faulu Golańskiego na wbiegającym w pole karne napastniku. Czyżby w przypadku Zbigniewa Bońka obowiązywały moralnie różne interpretacje przepisów?
A może Boniek nie jest taki nieomylny, jak sugeruje to widzom niespotykaną jednoznacznością swoich opinii... Komentując mecz Hiszpanii ze Szwecją, w ostatniej minucie pierwszej połowy – po starciu szwedzkiego obrońcy z napastnikiem rywali – Zibi głośno krzyknął do mikrofonu: Karny! Zaraz potem, gdy na ekranach pokazano powtórkę, nie było już krzyku ani komentarzy pewnego siebie Bońka, tylko filozoficzna uwaga, że karny to jest wtedy, gdy zagwiżdże go sędzia...
Wróćmy zatem do meczu Polski z Austrią.
Czy chwytanie rywala za koszulkę jest faulem? Z pewnością tak.
Czy za faul w polu karnym trzeba gwizdać rzut karny? Nie inaczej.
Czy przed powtórzeniem wolnego sędzia podbiegł do Lewandowskiego i ostrzegł przed zagraniem faul? To akurat widać na każdej powtórce.
A jeśli to prawda, to sumarycznie należy mieć pretensje jedynie do Lewandowskiego, że zachował się na własnym polu karnym jak nieodpowiedzialny junior. Reprezentacyjny zawodnik powinien mieć świadomość, jak wielkie ryzyko podejmuje, ciągnąc rywala za koszulkę w polu karnym zaraz po zwróconej przez sędziego uwadze – szczególnie w tak newralgicznym momencie ważnego meczu, jakim jest końcówka. Inna sprawa, że w warunkach polskiej ligi – gdzie piłkarsko dojrzewał Lewandowski – podobne „faule tekstylne” są traktowane jako normalne zagrania.
Boniek przeszedł sam siebie i skutecznie dołączył do grona wyznawców filozofii Kalego. „Sędzia dać nam gola ze spalonego – dobrze, sędzia podyktować wątpliwego karnego przeciw nam – źle!”.
Trochę więcej oleju do głowy i szacunku dla samego siebie!
Znacznie więcej trzeźwej oceny życzę też Beenhakkerowi, który zaprzeczył wygłoszonym na konferencji prasowej sugestiom dziennikarzy o słabszej dyspozycji szybkościowej Polaków w meczu z Austrią. Widocznie pan Leo nie oglądał tego samego meczu co dziennikarze....
Nieco więcej pokory wobec faktów. Zresztą ten sam Beenhakker dwukrotnie na konferencjach prasowych stwierdził, że sędzia Webb popełnił dwa błędy – dyktując karnego dla Austrii oraz uznając strzeloną ze spalonego bramkę dla Polski. Czyli jak by nie liczyć, wychodzi na remis...
I po co ta cała zadyma z groźbami linczu na arbitrze?! Wszak nie chcemy chyba sukcesów polskiej reprezentacji na miarę zwycięstw wywalczonych zdobywanymi ze spalonego golami. Szanujmy kibiców i zamiast kombinować, jak udowodnić wyższość kontrowersyjnego karnego nad golem ze spalonego – zapytajmy, czy Polska miała na Euro 2008 realne szanse? Czy drużyna była należycie skompletowana? Czy kadra była odpowiednio przygotowana?
Według mnie – nie.
Po pierwsze, mamy bardzo słabą reprezentację - co w znacznej mierze jest wykładnikiem jakości polskiej piłki ligowej. Owszem, zdarzają się nasi rodacy w zagranicznych markowych klubach – ale dlaczego najczęściej na ławkach rezerwowych? Nie dlatego, że nikt tam nie lubi Polaków, tylko dlatego, że na boisko wybiegają lepsi od nich. To chyba nieco chore, żeby do drużyny w barwach narodowych załapywali się faceci notorycznie nie mogący dostać się do pierwszego składu własnych drużyn ligowych.
Przygotowanie motoryczne? – Czasami różnice wobec rywali były tak wyraźne, że nasi reprezentanci całkowicie odpuszczali sobie nawet start do piłki...
Ustawienie taktyczne zespołu najlepiej charakteryzują uwagi po meczu z Niemcami, kiedy to okazało się, że za zbyt wysoko ustawioną obroną – bardzo nieumiejętnie grającą na spalonego – bezkarnie mogą sobie hasać liczne zastępy napastników i skrzydłowych. Te wnioski były oczywiste wobec uwag podnoszonych po naszym debiucie w imprezie. A ich korygowanie było na tyle fatalne, że w meczu z bardzo nisko klasyfikowaną w rankingach Austrią pierwsze dwa kwadranse były dla Polaków defensywną katastrofą. Wypowiedzi Beenhakkera komentującego ten stan rzeczy uwagą, że właśnie dlatego mamy tak doskonałego bramkarza jak Artur Boruc, są zwykłą kpiną! Ale nie mamy takiej katastrofy w defensywie jak Mariusz Jop. Dlaczego podobnie fatalnej defensywy nie zafundują sobie dysponujący równie świetnym bramkarzem Holendrzy...?
Przygotowanie mentalne też nie było na najwyższym poziomie i kończyło się na reklamowych sugestiach, że: „siła jest w nas” albo że : „Ebi jest wielki!”. A wcale nie był i siły też nie mieliśmy...
Fatalne okazało się też przygotowanie – liczba kontuzji i meandry selekcji do drużyny nie pozostawiają co do tego wątpliwości. Z Beenhakkera zrobiono po awansie półboga, choć to tylko załapanie się do grona 16 najlepszych w Europie drużyn. A to, zachowując wszelkie proporcje, nic takiego – bowiem czy ktokolwiek cieszyłby się w Polsce z tak fenomenalnego sukcesu siatkarzy czy siatkarek?
Żałośnie w tym kontekście wyglądała wypowiedź Dariusza Dziekanowskiego w TVN24 – jeszcze przed meczem z Chorwacją. Zarzucił on dziennikarzom – podnoszącym słabe przygotowanie kadry przez Beenhakkera – chęć nabrania medialnego rozgłosu na zasadzie: „Stanę się rozpoznawalny, bo publicznie skrytykowałem Beenhakkera”. Zaraz potem pan asystent powiedział kilka zdań o podłym spisku medialnym, który polegał na nadmiernym szerzeniu optymizmu ... by potem krytykować trenerów po słabych wynikach (!). A co? Pan Dariusz D. to nigdy nie wypowiadał się medialnie o potędze kadry Beenhakkera?
Mecz z rezerwami Chorwacji potwierdził prawdziwość oświadczeń Beenhakkera o dysponowaniu na każdej pozycji zamiennikami co najmniej tej samej klasy. Wszystko się zgadza, gdyby z kolektywu nie wyłamał się Boruc, to mielibyśmy doskonale skrojony zespół slabeuszy. Leo Beenhakker zagrał na imprezach światowej rangi dziewięć spotkań – nigdy nie wygrał żadnego! Nie róbmy z niego idola polskiej piłki!
Jeśli chodzi o Rogera, to też nie jest to sukces polskiej piłki – albo inaczej, jak Listkiewicz wymarzy sobie stworzenie drużyny na miarę marzeń, to niech kupi jeszcze kilku Brazylijczyków i Argentyńczyków, a na dokładkę - ze dwóch Anglików. Pan prezydent da im ekspresowo obywatelstwo i będziemy mistrzami!
Zagraliśmy na turnieju trzy mecze i skończyliśmy, mając na liczniku tylko jedną bramkę – w dodatku ze spalonego. Żenada...
Przegraliśmy te mistrzostwa przez własne frajerstwo. Leo i Smolarek wielcy byli tylko na reklamach...
Reasumując – zalecam więcej pracy nad stworzeniem dobrej drużyny narodowej i mniej szukania winy u innych. Mniej głupoty, niemal szowinistycznego samozaparcia i tekstów pod publiczkę, a więcej roboty oraz sensu w publicznych komentarzach.
Przez ostatnie kilka tygodni wiele nieodpowiedzialnych osób z kręgów reprezentacji i piłkarskiej centrali nadmuchiwało balon z zupełnie nieuzasadnionymi nadziejami na sukces w Euro 2008. Uniesieni tymi nadziejami działacze, zawodnicy i trenerzy spadną teraz z hukiem na twarz i wybiją sobie z protez złote zęby. Nasza piłka nie jest waleczna, bo nie ma kłów ani nawet siekaczy – potrafi tylko przeżuwać...
Właśnie dlatego jej „zbawiciele”, próbując ratować własny odwłok, krzyczą, że polskiej piłce ktoś złośliwie podkłada nogę. Teraz dostali do ręki wyborny prezent, jakim jest medialna dyskusja na temat kontrowersyjnego ich zdaniem karnego – a to będzie doskonały sposób na rozmydlenie dyskusji o meritum, czyli miernej formie Polaków na mistrzostwach.
Panowie! Więcej pokory wobec faktów. Uciekając spod gilotyny, nie budujcie szubienicy jedynie dla Webba.
Aha... i przestańcie cieszyć się z ukradzionych krów!
Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 25 • dodano 17-06-2008r. przez darek