Miejsce urodzenia

Dziury w całym
Filipiak WojciechNajprostszą oceną piłkarskiej siły poszczególnych regionów jest porównanie liczby i poziomu klubów ligowych albo też udział zawodników w reprezentacji kraju. To bardzo proste i sensowne kryterium jest jednocześnie niesłychanie prymitywne, bo wystarczy tylko przepisać z nawiasów przynależność klubową zawodnika, którą zwykle podaje się po nazwisku.
W ten sposób dowiadujemy się jednak tylko, gdzie dany piłkarz zarabia na życie, bo fakt, że obecnie gra w Wiśle, Legii czy gdzieś za granicą świadczy wyłącznie o finansowych możliwościach konkretnych klubów, a nie o ich wkładzie w wyszkolenie zawodnika. Do całkiem innych wniosków dojdziemy jednak, gdy przeanalizuje się pierwszy klub piłkarza albo wręcz jego miejsce urodzenia. Okazuje się, że pod tym względem prym wiedzie nie stolica, nie Kraków, nie Śląsk i nie bogata Wielkopolska, a... Łódź. W ekipie, która pojechała na mistrzostwa Europy, województwo łódzkie miało aż pięciu przedstawicieli (nie licząc grającego obecnie w GKS Bełchatów, ale pochodzącego z Dolnego Śląska Łukasza Garguły), bijąc zdecydowanie resztę kraju: Mazowsze oraz Małopolska z Krakowem miały po trzech reprezentantów, Ziemia Lubuska - dwóch, Wielkopolska, Śląsk, Dolny Śląsk, Lublin, Bydgoszcz, Gdańsk, Kielce, Olsztyn i... Sao Paulo - po jednym.
W samej Łodzi urodziło się aż trzech reprezentantów: Paweł Golański i Marek Saganowski to dowód na skuteczność szkolenia w Łódzkim Klubie Sportowym (kompletnie ostatnio rozwalonego niekompetencją władz miejskich, które pozbawiły klub bazy treningowej), a w przypadku Golańskiego - także w łódzkiej Szkole Mistrzostwa Sportowego, bo dodać trzeba, że naukę w SMS mają za sobą także Tomasz Kuszczak i Radosław Matusiak, którzy z kadry odpadli w ostatniej chwili. Trzecim łodzianinem z urodzenia jest Euzebiusz Smolarek, który wprawdzie uczył się grać w piłkę na holenderskich trawnikach, a nie na kartoflisku w Aleksandrowie, ale nie sposób przecież zanegować wpływu na jego umiejętności genów dziadka, który grał w III lidze w tamtejszym Włókniarzu, oraz ojca, wielkiego widzewiaka. Z podradomszczańskich Chrzanowic trafił na europejskie stadiony Jacek Krzynówek, były kandydat na stolarza, a jego osoba to modelowy przykład cierpliwie i długo budowanej kariery, której kulminacją była rola lidera narodowej drużyny, jaką w pewnym okresie niewątpliwie pełnił. Zanim zdecydował się wyjechać za granicę, sumiennie uczył się grać w piłkę na naszych boiskach: rodzinne Chrzanowice za dużo mu pewnie nie dały, ale Radomsko, pobliska Częstochowa i Bełchatów - i owszem, zwłaszcza że spotkał tam fachowych trenerów i rozsądnych opiekunów, a nie chciwych menedżerów. Jakuba Wawrzyniaka kibice łączą z regionem łódzkim tylko poprzez jego widzewski epizod, ale i on urodził się w Kutnie, choć przed przyjściem do Widzewa kluby z tego regionu omijał. Z perspektywy kraju pewnie tego nie widać, ale układ komunikacyjny sprawia, że z Kutna i Łowicza „bliżej” jest do Poznania i Warszawy niż do Łodzi i na odwrót, o czym łódzkie kluby przypominają sobie, gdy kolejny talent stamtąd błyszczy w zespole Legii, jak na przykład obecnie łowiczanin Maciej Rybus.
Wbrew wynikom zespołów ligowych Ziemia Łódzka nie jest więc ziemią piłkarsko jałową. Na wymienionych członkach ekipy na Euro-2008 lista wywodzących się stąd klasowych piłkarzy się nie kończy, bo są na niej jeszcze na przykład Tomasz Kłos z ŁKS, wychowanek Widzewa Jakub Rzeźniczak i urodzony w Piotrkowie Wojciech Szala z Legii, grający do niedawna w Hanowerze Dariusz Żuraw z podwieluńskiego Ostrówka, mistrzowie Europy juniorów sprzed sześciu lat: Łukasz Madej, Przemysław Kaźmierczak (FC Porto!) i Rafał Grzelak, Łukasz Masłowski, Adrian Budka i Michał Stasiak ze Zduńskiej Woli, wychowanek łódzkiego Startu Marcin Zając, który właśnie przeszedł z Lecha do Ruchu, grający w Koronie Marcin Kaczmarek z Szadku, widzewiak, choć wychowanek ŁKS Piotr Kuklis, wspomniany Maciej Rybus z Legii, urodzony gdzieś między Opocznem a Tomaszowem Grzegorz Piechna wreszcie. Być może jeszcze kogoś przepuściłem - są to zawodnicy urodzeni w Łodzi i w regionie, którzy w minionym sezonie grali w polskiej ekstraklasie bądź w renomowanych zespołach zagranicznych. To, że większości z nich nie udaje się w rodzinnym regionie utrzymać, świadczy nie o brakach w szkoleniu i wyszukiwaniu talentów, a o organizacyjno-finansowym upadku miejscowych klubów ligowych.
A same mistrzostwa Europy chciałbym skwitować jednym tylko zdaniem: Polska uzyskała w nich lepszy bilans niż Francja i broniąca tytułu mistrzowskiego Grecja.
Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 27 • dodano 02-07-2008r. przez darek