strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Kanta rei

Krótkie Krycie

Mikus Dariusz Jan
Polska piłka jest kanciasta, a bramki są trzy – pod tym szlachetnym zawołaniem ruszyła tegoroczna edycja Orangeekstraklasy. Ktoś mówi, że nie ruszyła? Kłamie! Sam zrobiłem sprawozdanie z inauguracji sezonu. Halo, halo! Witamy państwa na nowoczesnym Stadionie Narodowym – tym samym, ktory dopiero zostanie wybudowany, ale już teraz pomyślnie przeszedl próbę tzw. palowania. To wielki sukces polskiej myśli technicznej, Ministerstwa Sportu, PZPN (ogólnie) i Michała Listkiewicza (szczególnie!!), kadry Leo Beenhakkera, „Fryzjera” oraz wrocławskiej prokuratury. Boisko jest przygotowane znakomicie – co jest oczywistą zasługą gospodarza obiektu oraz Michała Listkiewicza (szczególnie!!). Trawa skoszona jest równo – a nawet wyjątkowo równo - źdźbła stoją postawione w szeregi przed czujnym okiem prezesa. O temperaturze i sile wiatru nawet nie wspomnę – wszystko jest pod kontrolą prezesa. Prezes – to jego zasługa!! – przygotował nowatorski plac gry w kształcie trójkąta oraz opracował nowy model futbolówki. Skromnie stojąc w cieniu wpychających się przed kamerę działaczy, nieśmiało napomyka swoje nowe credo: „Piłka jest kanciasta, a bramki są trzy”. Tłum szaleje – już za chwilę wejdą na boisko wszystkie trzy drużyny. Dzięki tak fenomenalnemu pomysłowi od razu będzie można obsadzić całe podium, każdemu rozdać tak utęsknione medale, a żadna z drużyn nie zajmie tak znienawidzonego przez sportowców czwartego miejsca. Już wychodzą... Prowadzi ich trójka sędziowska z Trybunału Odwoławczego przy PKOl. Co za widok - w roli obserwatorów prokuratorzy z Wrocławia, a delegatem na mecz jest znany i powszechnie szanowany fryzjer z tamtejszego aresztu. Pierwsza wychodzi nasza reprezentacja – była i obecna razem. Wyprowadzają ich kapitan Piotr Świerczewski i bramkarz Radosław Majdan. Właśnie obaj stracili równowagę – ale w tym przypadku tylko psychiczną – bowiem tak nerwowo zareagowali na głos kibica brzydko mówiącego o stojącym opodal policjancie. I tu też widać rękę wychowawczą prezesa. Zawodnicy zrobili slalom między chrągiewkami i poszli do szatni – za takie pieniądze polscy reprezentanci grać nie będą. Teraz wychodzą działacze i sędziowie - prowadzi ich Wit Żelazko, a daleko na końcu stawki męczy się z toczeniem koła zapasowego sędzia Fijarczyk. Wyszli, ale już wracają do szatni – za takie pieniądze ryzykować przy prokuratorach nie bedą. Teraz idą nasi ligowcy – ochoczo podbiegają do trybun, pokazując kolejne warstwy żelu na włosach i kolorowe fotografie wypasionych fur. Z niepokojem dostrzegają, że na stadionie zabrakło obserwatorów z Chelsea, Barcy czy Milanu. A przecież dla motłochu grać nie będą – też wracają do szatni. Na trybunach wrze. I wtedy rusza do akcji prezes. Nie zważając na ryzyko, zwraca się bezpośrednio do najbardziej agresywnych bojówek szalikowców. - Moi drodzy, bardzo proszę – dajcie młodszym dobry przyklad. I wtedy nastaje cisza. Szalikowcy grzecznie przykręcają wyrwane krzesełka, naprawiają zniszczone ogrodzenia i przeprowadzają staruszki przez jezdnię. Nasz prezes to jednak ma autorytet!! Gdy już ostatni widz opuszcza trybuny pustego stadionu, Pani Sędzina z Trybunału dyktuje karnego. Wobec braku chętnych sama strzela bramkę i wykonuje efektowne salto po zdjęciu koszulki – za to, za co każe sama siebie żółtą kartką. – Tak – rzecze Prezes Listkiewicz – emocje emocjami, ale sprawiedliwość musi być. Zaraz po tych słowach klękają przed nim prezesi Zagłębia i Widzewa. Prezes da im pocałować sygnet – wszak grzesznikom trzeba wybaczać... Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 31 • dodano 30-07-2008r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915321