Piąta pora roku

Krótkie krycie
Mikus Dariusz JanJestem obrzydliwym meteopatą. Co piszę nie bez kozery w dniu, gdy trwające od rana słońce i upał już dwukrotnie były przerywane obfitymi ulewami z potężnymi spadkami ciśnienia w tle. Nie chce mi się wtedy nic robić - szukam każdego pretekstu do lenistwa. No, nie zawsze. Czasem coś złośliwie napiszę o nieróbstwie ludzi futbolu i to tak kardynalnie, jakbym przez całe życie był ambitnym pracoholikiem.
A tak w ogóle to meteopatyczna skaza opanowala także polską piłkę. Mało tego, że mamy kopania dosyć - w najgorszym tego słowa znaczeniu - przez cały sezon, to jeszcze chyba nawet dla potrzeb rodzimego futbolu został znacznie rozszerzony katalog por roku.
Od lat czekamy na piłkarską wiosnę, czyli dzień, w którym okaże się, że mróz korupcji i układów zelżał, a chłopaki na boisku nie grają jak na tafli lodowej i potykają się o kawałki kry.
Co prawda marzy się to kibicom, ale zupełnie to nie w smak władzom piłkarskiej centrali, które wzorem najlepszych zakładów komunalnych dziękują Bogu za długą i śnieżną zimę, kiedy to warstwy brudów i śmieci mogą sobie spokojnie zalegać pod dywanem idealnej bieli śniegu.
Póki co mróz trwa i nic nie wskazuje na odwilż.
Wiosny nie widać - a bardzo by się nam przydała. Trochę optymizmu dla wiernych kibiców i może jakiś sukces, bo takiego łakniemy jak kania dżdżu. W swym wielkim optymistycznym zapędzie marzymy nie tylko o sensownym występie naszej narodowej jedenastki w dużej imprezie światowego formatu, a nawet o występie polskiej drużyny w fazie grupowej Ligi Mistrzów.
Teraz nieco o lecie. Wtedy to, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, nasi futboliści mogliby nakładać na fryzury kolejne warstwy żelu gdzieś w okolicach wysp Bahama i tamże, po pijaku, rozwalać ekskluzywne hotele, ubliżając przy okazji lokalnej policji. Wszak spracowani polscy futboliści też muszą gdzieś odpocząć - zwłaszcza w okresie kanikuły. A może pojadą sobie na Wyspy Owcze, gdzie mają zapewne wielu znajomych kolegów po piłkarskim fachu, bowiem ilekroć brak nam punktów w rankingu FIFA, to zaraz tradycyjnie wygrywamy mecz z „owcami”...
Ktoś zapyta: a jesień?
Odpowiadam: cały czas mamy wiele symptomów tej pory roku. Choć nie zbieramy owoców futbolowych sukcesów minionego roku, to wspominamy w coraz krótsze wieczory piłkarskie dożynki, jakie zaserwowali nam rywale z ostatnich Mistrzostw Europy.
Mogła być „złota polska jesień”, ale wszystko oscyluje bardziej w kierunku zaduszek. Smutne to, lecz prawdziwe.
A gdzie zapowiadana na początku piąta pora roku?
Otóż i jest. To przedwiośnie. Bo choć nic nie dała wieloletnia syzyfowa praca piłkarskiej centrali, to nadal - propagandowo - prezes i jego kolesie żyją w świecie szklanych domów.
Przedwiośnie to taki okres, gdy karmi się ludzi nadzieją na przyszłe plony. Jeszcze nie widać owoców ani nawet ich zalążków, ale po tak długiej i srogiej zimie wszyscy wierzą, że koszmar się wreszcie skończy...Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 32 • dodano 06-08-2008r. przez darek