Dziwna sprawa

Okienko na świat
Ludwiczek CzesławOd dłuższego juz czasu obserwujemy dość dziwne zjawisko w polityce transferowej czołowych klubów europejskich, zwłaszcza tych, które mają ambicję sięgania po najcenniejsze trofea. Odnosi się wrażenie, że niektóre z nich nie dbają o stablizację zespołów, w szczególności o zatrzymanie w swoich szeregach wybitnych zawodników, za których zapłaciły niegdyś ogromne sumy. Przyglądając się rynkowi transferowemu, można dojść do wniosku, że kluby-potentaty pomagają wręcz swoim gwiazdorom próbującym zmienić barwy klubowe w realizacji ich zamierzeń. Wygląda to tak jakby się chciały pozbyć owych wybitnych jednostek. Wbrew pozorom nie jest to zjawisko nowe, bo już przecież w przeszłości Real Madryt upłynniał ze swej „galaktycznej” drużyny wielu zawodników, wśród nich Luisa Figo, Roberto Carlosa, Davida Beckhama. W tym roku zjawisko to wystąpiło w zintensyfikowanej formie, choć w innym hiszpańskim klubie.
Oto np. już od wczesnych wiosennych miesięcy kilku zawodników Barcelony wyraziło intencje przejścia do innych klubów, a Blaugrana nie zatrzymywała ich na siłę. Z jej łaskawości skorzystał więc Deco, który za sumę 10 mln euro przeszedł do londyńskiego Chelsea. Gorzej było z Ronaldinho, którego też wprawdzie Barcelona nie zatrzymywała, ale który nie mógł znaleźć takiego nabywcy, który katalońskiemu klubowi zapłaciłby żądaną sume transferową, a równocześnie zagwarantował piłkarzowi bardzo wysokie uposażenie. Czas upływał, a rozwiązania nie było. W końcu prezes Joan Laporta się zdenerwował i wystosował ultimatum zmuszające Brazylijczyka do podjęcia ostatecznej decyzji w ciągu 72 godzin. I dopiero wówczas nastąpiła finalizacja transferu do Milanu AC, przy czym Ronaldinho otrzymał tam uposażenie w wysokości 6 mln euro rocznie, czyli o 2,5 mln euro mniejsze niż w Barcelonie.
W tym samym mniej więcej czasie co Ronaldinho, intencję pożegnania się z Barceloną wyraził Samuel Eto`o. Wydawało mu się chyba, że wielkie kluby europejskie będą się bić o niego, a w dodatku zagwarantują mu znacznie wyższe uposażenie niż ma w katalońskim klubie. Tymczasem okazało się, że ewentualnych nabywców nie ma tak wiele. Roma np. chętnie skorzystałaby z jego usług, ale nie była w stanie zapłacić Bracelonie 40 mln. euro i zapewnić Eto`o gażę w wysokości 15 mln. euro rocznie, której żądał. Inne kluby po takiej informacji w ogóle nie podejmowały rozmów. Wtedy właśnie wybuchła bomba, że klub Kuruwczi Taszkient w Uzbekistanie chętnie zapłaci owe 40 mln i zatrudni Kameruńczyka na rok. Wkrótce jednak okazało się, że była to zasłona dymna mająca ukryć bezradność piłkarza i jego menadżera.
Jedynym klubem, który poważniej potraktował ofertę Eto`o był londyński Tottenham. Jego hiszpański trener Juande Ramos spotkał sie nawet z kierownictwem Blaugrany, ale ostatecznie oświadczył, że suma transferowa 40 mln euro byłaby do dyskusji, ale angielski klub w żaden sposób nie mógłby zaakceptować żądanego przez zawodnika uposażenia. Bezpośrednio po tym wszelkie rozmowy zerwano. Sytuacja Eto`o stawała się coraz trudniejsza, a komplikowało ją jeszcze bardziej oświadczenie nowego trenera Josepa Guardioli, że nie przewiduje Kameruńczyka w składzie swojego zespołu. W tej sytuacji Eto`o oświadczył, że gotów jest pozostać w katalońśkim klubie, a nawet przedłużyć z nim kontrakt, ale chciałby podjąć rozmowy o rewaloryzacji jego uposażenia. Wygląda więc na to, że piłkarz ten zostanie w Barcelonie, ale na dotychczasowych warunkach.
Na Wyspach Brytyjskich można było obserwować podobny ewenement, a jego bohaterem jest Didier Drogba. Po raz pierwszy chęć rozstania się ze swoim obecnym klubem Chelsea wyraził jeszcze w ubiegłym roku, kiedy to odszedł jego ulubiony trener Jose Mourinho. Wiosną tego roku podjął próby przejścia do innego klubu, ale bez rezultatu. Toteż nidedawno oświadczył, że gotów jest nadal grać w Chelsea. - Jestem przekonany - mówił w wywiadzie dla dziennika „Daily Mirror” - że rozmowy z Chelsea rozwiążą problem mojej przyszłości w klubie. Chelsea chce dyskutować i ja jestem otwarty na dyskusję. Pieniądze w tej dyskusji nie są najważniejsze.
Widocznie jednak są, bo zaledwie dwa dni później podano do wiadomości, że nowy trener Chelsea Luiz Felipe Scolari nie będzie mógł skorzystać z zawodnika z Wybrzeża Kości Słoniowej w meczu z Portsmouth w inauguracyjnej kolejce Premier League, bo podobno cierpi na ból w kolanie. Najprawdopodobniej nie bęzie gotowy do gry wcześniej niż 31 sierpnia, czyli w meczu z Tottenhamem. Ponadto 14 sierpnia klub podał do wiadomości, że rozmowy z Drogbą o przedłużeniu kontraktu zostały przerwane i odłożone do roku przyszłego.
Wszystkie te przykłady dowodzą dość jasno, że duże piłkarskie kluby maja już dość dyktatu piłkarskich gwiazdorów, że nie pozwolą wodzić się za nos, a przede wszystkim nie chcą wydawać na ich uposażenia szalonych i coraz wyższych sum. Problem tylko czy istnieje cicha umowa pomiędzy wielkimi klubami w tym interesie, czy są to tylko czyste przypadki. Tak czy owak wygląda to na dziwną sprawę.
Czesław Ludwiczek
Tygodnik Kibica nr 34 • dodano 20-08-2008r. przez darek