Trzeźwe spojrzenie prezesa...

Krótkie Krycie
Mikus Dariusz JanMiał być szampan, miały być toasty – mieliśmy wracać z wielkich imprez światowych pijani ze szczęścia. Niestety, pijani to bywają jedynie nasi reprezentacyjni zawodnicy albo – w najlepszym wypadku - prezesi...
Incydent z udziałem naszych kadrowiczów jest szeroko komentowany i przyznam, że często przychodzi mi odpowiadać na przeróżne interpretacje – szczególnie ze strony osobnikow dostrzegających „humanitarne” podteksty wyszumienia się młodych ludzi odreagowujących stres po przegranym meczu...
Dla mnie takie tłumaczenia to klasyczna żenada i chętnie wyjaśnię swoje stanowisko publicznie.
Po pierwsze, panowie Boruc, Dudka i Majewski nie byli na Ukrainie z wizytą „u szwagra na chrzcinach”, tylko reprezentowali Polskę i na konto naszej reprezentacji pójdzie ich zachowanie.
Po wtóre, ci faceci biorą ciężki szmal nie za pokazywanie twarzy i ton żelu, ale za wykonywaną pracę. A ich robota to nie tylko bieganie po boisku podczas meczu, ale także cały cykl treningowy, wysoka dyspozycja zdrowotna oraz wydolność organizmu wypracowywana w ramach skomplikowanego procesu odnowy. Ich praca to bycie w dyspozycji pozwalającej na osiągnięcie jak najlepszego wyniku. Bo czy ktoś wyobraża sobie trzymanie w kadrze świetnego gracza, który jest narkomanem albo alkoholikiem? Oczywiście nie, bo jego organizm jest wyniszczony i nie gwarantuje odpowiedniej kondycji.
Po trzecie, panowie reprezentanci – choć tu to raczej także szefowie polskiego sportu – jako idole boisk biorą na siebie odpowiedzialność za wpływ na młode pokolenie. To, jaka będzie reakcja na ich ekscesy, będzie rzutowało na pozaboiskowe zachowania przyszłych pokoleń sportowców.
Po czwarte, system szkolenia na wielu etapach kariery i praca organizacyjna polskiej piłki jest oparta na samorządowych i państwowych pieniądzach. Tu następuje odwieczna zasada prawa podatnika – płacę, to wymagam.
Ja też płacę podatki, toteż wymagam, aby reprezentanci mojego kraju nie demolowali hoteli, nie bili policjantów ani nie byli znajdowani śpiący na trawnikach. I nie interesuje mnie to, czy w grę wchodzi zachowanie byłych reprezentantów, zawodników, którzy teraz zakładają biało-czerwone barwy, czy też prezesa czołowego związku sportowego znajdowanego przez Chińczyków w Pekinie, gdy pijany w trupa spał nad ranem na trawniku w wiosce olimpijskiej.
Ale mnie interesuje szczególnie dlaczego prezes PZPN dementuje informacje podane przez oficjalnych przedstawicieli swojego związku i – delikatnie rzecz ujmując – pomniejsza skalę skandalu obyczajowego. Sytuacja stała się kuriozalna, gdy notabl związku i jego podwładni rzecznicy prześcigali się we wzajemnie wykluczających się wersjach zdarzeń.
A może tak trochę więcej – nomen omen – trzeźwego spojrzenia?
Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 35 • dodano 26-08-2008r. przez darek