Eliminacyjne rewelacje

Okienko na świat
Ludwiczek CzesławJak zapewne czytelnicy zauważyli, „Okienko na świat” nie odnosi się do bezpośrednich wydarzeń na piłkarskich boiskach. Stara się raczej koncentrować uwagę kibiców na problemach trapiących współczesny futbol, prezentować ewenementy z piłką związane lub po prostu sygnalizować przeróżne ciekawostki pojawiające się w piłkarskim świecie. Tym razem jednak odstępuje od tej zasady i podejmuje temat jak najbardziej bieżący, bo wynikający z pierwszych dwóch kolejek eliminacji do mistrzostw świata 2010 przeprowadzonych w strefie europejskiej. Zapewne w innym miejscu tego numeru „TK” znajdą się szczegółowe informacje obejmujące owe dwie kolejki, ale tu, poniżej, odniesiemy się do najbardziej zaskakujących wyników odnotowanych w ich toku, szczególnie w grupie 7.
Otóż już w pierwszej kolejce grupowej Europę zadziwił wynik meczu rozegranego w Cluj pomiędzy Rumunią i Litwą. Zdecydowanym faworytem był zespół gospodarzy zajmujący w klasyfikacji FIFA 13. miejsce. Tymczasem zwycięstwo odnieśli goście plasujący się w tej samej klasyfikacji na 54. miejscu. W dodatku ich wygrana była pewna i wyraźna, bo odniesiona różnicą trzech bramek (3-0). Dla Rumunów był to szok. Wprawdzie w ich składzie zabrakło dwóch najlepszych zawodników, Cristiana Chivu i Adriana Mutu, ale i tak powinni byli sobie poradzić z graczami z nadbałtyckiego kraju. Rozczarowanie było tym większe, że - jak pisze prestiżowy dziennik „Evenimentul Zilei” - poprzedni mecz 0-3 Rumunia przegrała u siebie, w Bukareszcie, 17 października 1990 r. z Bułgarią w meczu inaugurującym eliminacje ME ‘92.
Klęska ta sprawiła, że selekcjoner Rumunii Victor Piturca usadowił się - jak pisze w dalszym ciągu ta sama gazeta - na fotelu katapultowym. Ba, niektóre portale w Polsce poinformowały, że już wyleciał z posady, ale to nieprawda. - To jest rezultat haniebny - powiedział prezes federacji rumuńskiej Mircea Sandu - ale nie nadszedł jeszcze czas dymisji Piturcy. W minioną środę selekcjoner poprawił swą pozycję, bowiem Rumunia odniosła skromne zwycięstwo (1-0) na Wyspach Owczych, ale dopiero mecze z Francją i Serbią wykażą, czy utrzma posadę.
Drugą rewelacją owej pierwszej kolejki była wyjazdowa porażka Francji z Austrią (1-3). Szok, bardziej za granicą niż nad Sekwaną, był tym większy, że Francja to aktualny wicemistrz świata, a Austria to dopiero 101. drużyna w klasyfikacji FIFA. Francuzi jednak nie dramatyzowali zbyt mocno, bo ich kontrkandydat do awansu z grupy 7., Rumunia, też przegrała. A selekcjoner „Galijskich Kogutów” Raymond Domenech jakkolwiek przygnębiony, to jednak przypomniał, że na awans składa się seria meczów. - Mamy ich do rozegrania jeszcze wiele i odpowiednio się do nich przygotujemy - powiedział. Drużyna jest młoda i musi wznieść się na wyższy poziom.
Wiceprezydent francuskiej federacji Noel le Graet wypowiedział się na temat owego meczu na łamach „L’Equipe”, twierdząc, że „Niebiescy” nie zaprezentowali tak negatywnego obrazu, o jakim można przeczytać lub usłyszeć w mediach. Jego zdaniem drużyna jest silna pod względem technicznym i zdolna do gry w finałach MŚ. Nie zmienia to faktu, że Francja zagrała fatalnie w obronie, a fachowa prasa niemal jednogłośnie twierdzi, że najsłabszym elementem defensywy są stałe fragmenty gry wykonywane przez rywali. I jeśli nie poprawi się tego wariantu obrony, to mogą wystąpić trudności z awansem. Patrick Evra odpowiada na to, że wątpliwości co do awansu pojawiłyby się dopiero wtedy, gdyby Francja przegrała z Serbią. Ale jak wiadomo, Francja pokonała w minioną środę Serbię, choć różnicą tylko jednej bramki.
Czy jednak Francja awansuje? Pytanie jest o tyle istotne, że w owej grupie 7. pojawił się kolejny i - jak dotychczas - bardzo poważny kandydat. Jest nim zespół narodowy Litwy. Nie dość, że rozgromił na wyjeździe Rumunię, to w kilka dni później pokonał pewnie Austrię, tę samą, która pod kierunkiem nowego selekcjonera, Czecha Karela Brucknera, upokorzyła na swoim terenie Francję. Wygląda więc na to, że Litwa jest wyjątkowo silna, choć wielkich rewolucyjnych zmian w jej składzie nie widać. Największą jest zaangażowanie nowego selekcjonera, Portugalczyka Jose Couseiro, który w lipcu br. zastąpił zasłużonego dla litewskiej piłki Algimantasa Liubinskasa. W składzie, owszem, nastąpiły pewne zmiany, ale rej wiodą nadal doświadczeni gracze, jak choćby strzelcy bramek w obu ostatnich meczach Mikoliunas, Cesnauskis, Kalonas, czy rewelacyjny Danielevicius, który już 10 lat bryluje w reprezentacji i jest w niej rekordzistą pod względem liczby rozegranuch meczów (47). Litwa prowadzi więc w grupie z 6 punktami i kto wie, czy po raz pierwszy w jej historii nie uda się jej awansować do finałów MŚ.
W innych grupach także nie obeszło się bez niespodzianek, często wręcz sensacyjnych, bo trudno inaczej nazwać zwycięstwo Luksemburga nad Szwajcarią. Te i inne nieoczekiwane rezultaty świadczą o wyrównywaniu się poziomu w europejskiej piłce, ale do tego zjawiska odniesiemy się innym razem.
Czesław Ludwiczek
Tygodnik Kibica nr 38 • dodano 17-09-2008r. przez darek