strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Kopciuszek na salonach

Okienko na świat

Ludwiczek Czesław
W drugiej rundzie rozgrywek grupowych Ligi Mistrzów, rewelacja grupy A, rumuńska drużyna CFR Cluj (czytaj: Kluż) zmierzy się z jednym z głównych pretendentów do ostatecznego zwycięstwa w tych prestiżowych rozgrywkach, z londyńskim zespołem Chelsea. Mecz odbędzie się na małym i skromnym stadionie, liczącym zaledwie 17 tys. miejsc, w dzielnicy Napoca tego położonego w północno-zachodniej części Rumunii miasta. Gdyby ktoś jeszcze dwa tygodnie temu zastanawiał się, kto zwycięży w takim meczu, nie miałby wątpliwości, stawiając zdecydowanie na klub Lamparda i Drogby. Dziś sprawa nie jest już tak oczywista, bo przecież zespół z Cluj pokonał w meczu wyjazdowym Romę, więc dlaczego u siebie nie mógłby powalczyć z Chelsea? Już sam fakt, że zadajemy takie pytanie, budzi spore zdumienie, bo ów zespół z Cluj to przecież niemal bajkowy Kopciuszek, który wdarł się na piłkarskie salony i wcale nie myśli z nich uciekać, gubiąc po drodze nabity kołkami pantofelek. Nie myśli, bo dość solidnie się do tego futbolowego balu przygotował i pragnie na nim odegrać znaczącą rolę. A jednak CFR Cluj udowodnił, że dla chcącego i... bogatego nie ma nic trudnego, a w konsekwencji pokazał, jak awansuje się do Ligi Mistrzów. I pomyśleć, że swój największy sukces odniósł dopiero w sto pierwszym roku swojego istnienia. Łatwo to obliczyć, bo klub założony został w 1907 r. W ciągu długich lat balansował pomiędzy drugą i trzecią ligą. Sytuacja zmieniła się, i to dość radykalnie, pod koniec lat dziewięćdziesiątych, kiedy z Clujem związało się świetnie prosperujące przedsiębiorstwo Emax. Wkrótce po tym klub ze stowarzyszenia przekształcono w sportową spółkę komercyjną, a jej większościowy pakiet akcji przejął właściciel wspomnianego przedsiębiorstwa Arpad Paszkanyi, zresztą z pochodzenia Węgier. Nieco później, bo w 2004 r., prezesem klubu został lekarz Juliu Muresan, który wcześniej niezbyt interesował się sportem i tylko dwukrotnie obecny był na meczach miejscowej drużyny. Na pozytywne rezultaty nie trzeba było długo czekać, bo jeszcze w 2002 roku CFR Cluj awansował do drugiej ligi, a w dwa lata później do pierwszej. Wkrótce też wywalczył sobie prawo udziału w Pucharze Intertoto i grał w nim tak skutecznie, że w sezonie 2005/06 awansował do finału, ulegając w nim francuskiemu RC Lens. W rozgrywkach krajowych nieustannie piął się w górę, by wreszcie wiosną bieżącego roku osiągnąć sam szczyt. Oto bowiem CFR Cluj wywalczył dublet, czyli mistrzostwo i puchar Rumunii! Wszystko to blednie jednak przy ostatnim wyczynie rumuńskiego klubu, przy jego awansie do Ligi Mistrzów i jego niespodziewanym zwycięstwie w Rzymie. Dla większości mediów europejskich była to dużej miary sensacja. Ale czy na pewno? Jeśli przyjrzymy się składowi tej drużyny, to okaże się, że w jej 27-osobowej kadrze znajduje się aż 22 zawodników zagranicznych, w tym sześciu Argentyńczyków, czterech Portugalczyków i po trzech Brazylijczyków i Urugwajczyków. Ten stosunek swoich do obcych uwidocznił się także podczas pierwszego meczu w grupie A Ligi Mistrzów z AS Romą, bo w podstawowej jedenastce znalazło się ośmiu obcokrajowców i tylko trzech Rumunów. W toku meczu stosunek ten odrobinę się poprawił, bo zeszło dwóch obcych, których zastąpili jeden Rumun i jeden zagraniczny gracz. Warto tu jeszcze podkreślić, że na dwa tygodnie przed meczem z Romą zwolniony został rumuński trener Ioan Andone, który doprowadził zespół do mistrzostwa i LM, a jego miejsce zajął dotychczasowy asystent, Włoch Maurizio Trombbetta. On także poprowadzi drużynę w meczu przeciwko Chelsea. Pytanie tylko, z jakim skutkiem. Czesław Ludwiczek
Tygodnik Kibica nr 40 • dodano 01-10-2008r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915325