Tajemne życie Zidane’a

Okienko na świat
Ludwiczek CzesławJakkolwiek minęły już przeszło dwa lata od chwili, kiedy Zinedine Zidane zszedł z piłkarskiej sceny, to jednak nadal jest bohaterem licznych publikacji medialnych, a ostatnio znalazł się nawet w „oku cyklonu” propagandowego. Bo oto pod sam koniec września francuskie wydawnictwo Flammarion rzuciło na księgarski rynek książkę zatytułowaną: „Zidane, une vie secrete” („Tajemne życie Zidane’a”) napisaną przez Besmę Lahouri. Autorka jest dziennikarką, ale nie zajmuje się sportem, specjalizuje się natomiast w problematyce islamistycznej, a swoje artykuły publikuje w dwóch prestiżowych tygodnikach: „L’Express” i „Le Point”. Zidanem zainteresowała się dopiero po jego słynnej, bo ogromnie nagłośnionej podróży do Algierii w 2006 roku. Tak przynajmniej pisze dziennikarka, choć nie uzasadnia bliżej tej decyzji. Można by zatem sądzić, że skłoniło ją do tego jego algierskie, a więc islamistyczne pochodzenie. Wszakże w innym miejscu pisarka przytacza zdarzenie, które całkowicie przeczy tej tezie.
Otóż twierdzi ona, że podczas meczu Francja-Algieria w 2001 roku, kiedy tłumy kibiców algierskich ruszyły na boisko, przerywając mecz, Zidane nie zaregaował, a podobnie wstrzemięźliwą postawę wykazywał, kiedy innym razem uwielbiany był na przedmieściach Algieru przez swoich sympatyków. Postawę tę wyjaśnia następujący fakt: pewnego razu król Hiszpanii Juan Carlos zaprosił go na obiad wydawany z okazji wizyty w tym kraju prezydenta Algierii Butefliki. Zidane odpowiedział wówczas: „Ależ ja jestem Francuzem, nie Algierczykiem”.
Besama Lahouri kreśli więc portret byłego piłkarza francuskiego. Ta biografia nie jest autoryzowana przez bohatera książki, ale mimo to przedstawia dość barwnie jego drogę życiową i kompleksowo jego osobowość. Wszakże czytelnicy, którzy oczekują jakichś nadzwyczajnych rewelacji na temat tego najbardziej znanego w świecie Francuza, mogą być zawiedzeni. Bo na 420 stronach tej książki trudno znaleźć skandalizujące wydarzenia. Istnieją też pewne luki w jego piłkarskiej drodze, a brak dokładnej znajomości futbolu przez autorkę prowadzi do pewnych, choć nielicznych błędów. Wszystko to nie zaciera jednak podstawowych zalet książki, choć recenzeci są podzieleni w swych opiniach. Jedni wytykają autorce sporo niedoróbek, inni twierdzą, że jest to najlepszy tekst spośród wszystkich, jakie kiedykolwiek o Zidanie napisano.
Mieliśmy okazję przeczytać w „L’Express” i na niektórych stronach internetowych dość znaczne fragmenty tej książki i stwierdzić, że najlepiej wypadają opisy jego osobowości. Autorka rysuje obraz człowieka tajemniczego, zakompleksionego, starannie ukrywającego swoje prawdziwe uczucia, chroniącego konsekwentnie swoje życie prywatne. Przy tym wszystkim posiadającego zdolność kontrolowania różnych związków – rodzinnych, przyjacielskich, doradczych, i wykazującego absolutne zaufanie do swojego najbliższego otoczenia. Sporo miejsca poświęca też problematyce popularności piłkarza i stawia pytanie: czy sława mu ciąży? I natychmiast odpowiada: nie, jeśli przynosi mu pieniądze. I daje na to m.in. przykład, że po MŚ piłkarz powierzył firmie finansowej we Fribourgu w Szwajcarii prawo do zarządzania marką Zidane. Szacuje się, że z tego tytułu zarobił do tej chwili 35 mln euro. Utrzymuje też bliskie kontakty z jego potężnymi sponsorami. Za każdym razem, kiedy opuszcza Hiszpanię, gdzie zresztą mieszka w ekskluzywnej dzielnicy Madrytu, korzysta z ich pomocy. Najczęściej lata odrzutowcem bossa firmy Danon, Francka Ribouda, albo szefa firmy PPR Francois-Henri Pinaulta.
Wszystko to jest interesujące, ale dla masowego czytelnika niewystarczające, bo poszukuje on sensacji. I autorka stara się spełniać jego życzenia. W rozdziale zatytułowanym „Kwestia dopingu” sugeruje, że Zidane korzystał z niedozwolonych środków, ale dowodów na to prawie nie ma. Pisze, że podczas MŚ 98 Zidane otrzymał czerwoną kartkę w meczu Francja-Arabia Saudyjska. Według regulaminu powinien był być poddany kontroli antydopingowej, ale on jej nie przechodził. Podobnie było podczas MŚ 2006 w Niemczech, kiedy w finale wyrzucony został z boiska. I tym razem uniknął kontroli, ale czy to jest powód, by stawiać mu zarzut dopingu?
Wiele dywagacji nakręca autorka wokół słynnego uderzenia głową w pierś Włocha Meterrazziego. Powołuje się przy tym na zdanie pierwszych trenerów Zidane’a, Guya Lacombe’a i Rollanda Curbisa, którzy tłumaczą jej, że Zinedine przyszedł do futbolu wprost z ulicy, gdzie na brak respektu była tylko jedna odpowiedź – uderzenie. A w toku swojej kariery często zachowywał się na boisku brutalnie, o czym świadczy 14 czerwonych kartek, które otrzymał. Na tej podstawie Besma Lahouri wyciąga wniosek, że nic nie usprawiedliwia jego ataku głową we włoskiego obrońcę. Sama jednak przyznaje, że inni mają odwrotne zdanie. Prasa francuska potraktowała go łagodnie, Raymond Domenech nie powiedział mu jednego złego słowa, a ówczesny prezydent Francji Jacques Chirac serdecznie go uścisnął.
W sumie jest to książka interesująca, ale czy któreś z polskich wydawnictw zechce ją wydać w naszym kraju?
Czesław Ludwiczek
Tygodnik Kibica nr 42 • dodano 15-10-2008r. przez darek