strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Zwycięstwo demokracji

Dziury w całym

Filipiak Wojciech
To dopiero paradoks: w imię demokratycznych ideałów zwycięstwo w wyborach w PZPN odniosła - szeroko rzecz ujmując - frakcja, która doświadczenie zdobywała jeszcze w ZMS. „Liberałowie” i „demokraci” przegrali z kretesem. Rządowy kandydat przepadł, a przyznać trzeba, że w dawnych latach kandydata przyniesionego w teczce lansowano znacznie bardziej subtelnie. Na dodatek wszystko to odbywało się na oczach szerokiej widowni, bo stacje telewizyjne na żywo relacjonowały cały zjazd. I pomyśleć, że kiedyś nie tylko zwykłym obywatelom, ale i piłkarskim kibicom było doskonale obojętnie, kto jest prezesem PZPN, a nazwiska Jabłońskiego, Brzostowskiego czy Domańskiego do społecznej świadomości się nie przebijały. Ponieważ już nie przekonamy się nigdy, jakim prezesem byłby lansowany zbyt nachalnie przez władze Zbigniew Boniek, trzeba teraz z nadzieją czekać na to, co zrobi Grzegorz Lato. Bo przecież nie od samego nazwiska nowego prezesa zależą zmiany w polskiej piłce, ale od jego decyzji, konsekwencji i zdecydowania. Rezerwa, oględnie mówiąc, z jaką przyjęty został wybór Laty, ma niewątpliwie swoje uzasadnienie. Zbyt wiele jest w nim nadal z działacza klubowego, a pytany o dokonania podczas senatorskiej kadencji wylicza budowę boisk w Mielcu i okolicy, jak gdyby nie rozumiał, że praca na tym szczeblu wymaga jednak spojrzenia poza własne podwórko. Na współpracę obrażonego Bońka Lato nie ma co liczyć. Trzeba mieć tylko nadzieję, że Boniek zachowa się fair i nie będzie przeszkadzał, choćby w sprawach Euro-2012, czując za sobą poparcie Platiniego i Surkisa, nie mówiąc o ministrze Drzewieckim. Spekuluje się już, że to on, a nie Listkiewicz, będzie pełnomocnikiem do spraw mistrzostw Europy, co byłoby fatalnym wyjściem, bo konflikty w futbolu trzeba łagodzić, a nie je eskalować. Wspomniane na wstępie zwycięstwo demokracji może jednak okazać się pyrrusowe, bo za dużo jest w zarządzie nazwisk, które zdecydowanie źle się kojarzą. Na żadne zdecydowane odcięcie się od przeszłości nie ma więc co liczyć. Znaleźli się we władzach ludzie, z samym prezesem włącznie, którzy pewnych spraw nie są w stanie dostrzec, bo są dla nich czymś naturalnym. Jak ów przypomniany niedawno transfer pewnego zawodnika ze Stali Mielec do ŁKS, pilotowany przez obecnego prezesa związku. Sam Lato przecież przyznał, że celowo w papierach wpisano, że jest to transfer bezgotówkowy, by „zaoszczędzić” na koniecznych opłatach dla PZPN i związku okręgowego, zaś pieniądze przekazywano nieoficjalnie. A może dobrze, że wie o istnieniu takiego sposobu i dzięki temu sprawniej będzie zwalczał nieprawidłowości? Może inni nowi członkowie zarządu, których nazwiska wymieniane są w tle głośnych ostatnich afer korupcyjnych, też dzięki okazanemu im zaufaniu nawrócą się i będą ostro tę patologię zwalczać? No cóż, pomarzyć zawsze można. Sam zjazd przełomem więc nie był, choć nie można przekreślać szansy, że staną się nim działania nowego zarządu. Generalnie nie widać było w gronie delegatów skruchy i wyrzutów sumienia, a mało taktowne wystąpienie Surkisa dało tylko asumpt do szyderczych komentarzy i przewrotnego powoływania się na demokrację, którą istotnie na zjeździe kilkakrotnie bezwstydnie łamano. Okazało się, że próby dokonywania odnowy na siłę nie mają szans. Środowisko samo musi do niej dojrzeć, a dyktat władz, wspierany przez media, wywołuje tylko jeszcze twardszy opór i obronę zagrożonych pozycji. Ale skoro przykładem działacza nowego typu ma być właściciel Widzewa, który tak zagalopował się w swoich machinacjach i protestach, że aż szef Cracovii, który oddał mu mandat, musi go teraz stopować, to ja wolę Grzegorza Latę. Za rok rozliczymy go już nie z akcji na Wembley i tytułu króla strzelców mistrzostw świata w 1974 roku, a z tego, co zrobił, by w Polsce byli jeszcze lepsi piłkarze niż on. Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 45 • dodano 05-11-2008r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915326