strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Sport i polityka

Krótkie krycie

Mikus Dariusz Jan
Powiązania sportu i polityki są oczywiste i powszechnie znane. Jednakże rzadko mają one postać spektakularnych działań reklamowych mających na celu promowanie określonej opcji politycznej. W tym aspekcie ostatnio przekroczono w Polsce kolejną barierę... Podczas meczu Lechii z Lechem na trybunach wywieszono transparent o jednoznacznie politycznej treści: „BKS Lechia Gdańsk - polski bastion prawicy”. Jeszcze trochę, a na trybunach wywieszane będą banery z nazwiskami kandydatów do Sejmu i Senatu czy choćby listy chętnych do samorządu lokalnego. A potem to już chyba tylko czekają nas komunikaty z obrad klubów parlamentarnych i konferencje prasowe liderów w przerwach meczów. I nie ma tu żadnego znaczenia, jaką opcję reklamują „kibice” - bo równie niemoralne będzie promowanie na trybunach prawicy, lewicy, zielonych czy partii centroprawicowych. Sport w swym założeniu jest rywalizacją na boisku, a nie przy urnach wyborczych - jakiekolwiek wykorzystywanie go do celów politycznych jest bezsensowne. No tak, jest bezsensowne - ale możliwość wpływania na decyzje tysięcy wyborców jest dla wielu polityków kuszącą wizją. Dla nich to takie piękne i patriotyczne jest pokazać się na trybunach w szaliku klubu czy reprezentacji - nawet wtedy gdy nie za bardzo wie, jak nazywają się gracze drużyny, za której zagorzałego kibica polityk chce uchodzić. Przez szacunek do najwyższego organu władzy nie będę tu przytaczał nieco żenujących wpadek naszej głowy państwa... Publiczne odwoływanie się do pokazowej miłości barw klubowych stanowi nieco żenujący sposób na podlizywanie się przyszłemu elektoratowi - oczywiście tylko wtedy, gdy polityk na co dzień nie jest uczestnikiem widowisk sportowych, zaś o odwiedzaniu trybun przypomina sobie dopiero na początku kampanii wyborczej. Potem - zaraz po przeliczeniu głosów - zainteresowanie sportem nagle wygasa, a obiecane działania na rzecz stworzenia prawa rozsądnie regulującego sportową materię są praktycznie żadne. Przyznam jednak, że dla wielu polityków lubiących sport - tak zwyczajnie i bez fanfar propagandowych - mam autentyczny szacunek. Dla przykładu pamiętam jak na stadionie w Lubinie - z dala od loży dla VIP-ów- za betonową barierką stał sobie samotnie i oglądał mecz niejaki Jerzy Szmajdziński - juz wówczas poseł i znany polityk. On, po prostu, przyszedł tam obejrzeć sobie kawalek meczu. Nie łudźmy się - sportu i polityki nie rozdzielimy - podobnie jak innych dziedzin życia z nia powiązanych, bowiem z racji skupienia uwagi tysięcy ludzi sport jest doskonałą pożywką dla reprezentantów różnorakich ugrupowań. Gdzie indziej można znaleźć aż tyle potencjalnego elektoratu w jednym miejscu...? Jednak bez względu na takie pokusy dla polityków - PZPN powinien zadbać, aby na trybunach nie pojawiały się banery o treści promującej jakiekolwiek ugrupowania polityczne. I to wcale nie tylko ze względu na morale życia politycznego (o ile takie pojęcie ma jeszcze rację bytu!!), ale raczej ze względu na ochronę sportu przed zalewem taniej politycznej komercji. Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 46 • dodano 12-11-2008r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915327