strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Telenowela z Gargułą

Dziury w całym

Filipiak Wojciech
Rozpoczynają się kolejne odcinki serialu o piłkarzu Łukaszu Gargule. W scenariuszu nie ma jednak żadnych szczegółów z życia osobistego zawodnika, a castingu na odtwórczynię roli partnerki naszego bohatera też nie było. Fabuła jest w gruncie rzeczy nudna, bo dotyczy tylko jego ewentualnych przyszłych i niedoszłych transferów, ale nie wiedzieć czemu ta telenowela cały czas wzbudza zainteresowanie publiczności, a może tylko mediom tak się wydaje. Wszyscy dookoła wmawiają samemu zawodnikowi i ludziom interesującym się futbolem (niekoniecznie kibicom GKS), że dla swojego dobra powinien zmienić klub. Oczywiście pojawia się wątek wyjazdu zagranicznego (była wcześniej mowa o Włoszech i Rosji, teraz w grę wchodzi podobno Turcja), a jeżeli chodzi o zespoły krajowe, to oprócz tradycyjnie pojawiających się w tym kontekście Legii i Wisły, włączył się ostatnio Górnik Zabrze, który zamiast zdobywać punkty, straszy tylko rywali w walce o utrzymanie się w ekstraklasie głośnymi nazwiskami piłkarzy, jacy mają w Zabrzu się pojawić (ciekawe, czy oni sami już o tym wiedzą?), a także nierezygnujący z mocarstwowych ambicji Widzew, akurat świeżo po porażce z Wartą Poznań. Nie muszę dodawać, że w każdym przypadku argumentem decydującym ma być „rozwój sportowy zawodnika”. GKS Bełchatów ma od kilku sezonów najbardziej stabilny skład w naszej ekstraklasie, a jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, że może to jest właśnie przyczyna dobrej gry tej drużyny. Podczas gdy inni testują i ściągają dziesiątki nowych piłkarzy, w GKS stawia się raczej na utrzymanie w zespole zawodników już sprawdzonych, ale jednocześnie rozwijających się. To trudne zadanie, któremu podołać może niewielu trenerów. Zaszczepił w tym klubie tę filozofię Orest Lenczyk, a Jan Złomańczuk i Paweł Janas skutecznie ją teraz kultywują. Nie udało się utrzymać w klubie dwa lata temu Radosława Matusiaka, chociaż i jego przestrzegano przed pochopnymi decyzjami. Wyjazd do Włoch zakończył w praktyce jego karierę, bo nigdy już nie osiągnął takiej klasy, jak w Bełchatowie, a ostatnio nawet przedwcześnie zakończył karierę, bo nie wytrzymał mentalnie ciśnienia, jakiemu został poddany. Łukasz Garguła, jego przyjaciel i partner z bełchatowskiego okresu, doskonale o tym wie, a że jest i piłkarzem, i człowiekiem znacznie dojrzalszym, na pewno będzie umiał wyciągnąć właściwe wnioski i podjąć optymalną decyzję. Nie ma co udawać, że jego przejście do innego klubu traktować należy w kategoriach wyłącznie sportowych. Gdyby tak było, to nie powinien on się ruszać z Bełchatowa, zaś ci, co twierdzą, że musi wreszcie zacząć grać w silniejszym zespole, powinni najpierw puknąć się w głowę, a potem spojrzeć w tabelę. Nie można wykluczyć przecież, że gdy po świątecznym dniu ten numer gazety znajdzie się w kioskach, od GKS lepsza w lidze może być tylko warszawska Polonia, a i to zaledwie dzięki wygranej w bezpośrednim meczu. Co ciekawe, ani Polonia, ani Lech nie sygnalizują żadnych planów dotyczących Garguły; owe „lepsze drużyny” to przede wszystkim Legia i Wisła, którym stworzenie silnego zespołu o europejskich aspiracjach notorycznie się nie udaje, nie tylko przecież z braku stosownych środków finansowych. Wątek wyjazdów zagranicznych polskich piłkarzy jest już na tyle skompromitowany, że aż dziwne, iż nadal są tacy, co dają się nabrać. W historii naszej piłki niewiele jest przykładów zawodników, którzy po wyjeździe za granicę zrobili międzynarodową karierę w Anglii, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii. Nie wspominam o sportowej wegetacji w Rosji, na Ukrainie albo w Turcji, bo mówienie o sportowym rozwoju to czyste banialuki. Tam po prostu najwięcej płacą (albo najwięcej obiecują) i tylko tak traktować należy wyjazdy w tamtym kierunku. Nie wydaje się, by Łukaszowi Gargule już teraz chodziło wyłącznie o wysokość prywatnego konta. Sytuacja jest w GKS podobna, jak dwa lata temu: Garguła znakomicie sprawdza się w duecie. Wtedy inspirował swoimi zagraniami Matusiaka do jego solowych popisów, teraz ma znakomitego realizatora swoich pomysłów w Dawidzie Nowaku, może więc słabszy poprzedni sezon wynikał nie tylko z kontuzji, a z braku odpowiedniego partnera? Pewnie za dużo wymagam, ale chciałbym, żeby porównanie sportowej wartości gry pary Garguła – Nowak i wymiernej, finansowej wartości transferu tego piłkarza wypadło korzystnie dla sportu. Bo przecież gra się po to, żeby osiągnąć dobry wynik na boisku, chociaż faktycznie są i tacy, których interesują przede wszystkim pieniądze. Orest Lenczyk, gdy pracował w Bełchatowie, menedżerów handlujących zawodnikami spuszczał ze schodów. Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 46 • dodano 12-11-2008r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915327