Klub prawdziwie amatorski

Krótkie krycie
Mikus Dariusz JanW sobotę miałem honor reprezentować redakcję „TK” na uroczystej gali z okazji 50-lecia Amatorskiego Klubu Sportowego w Strzegomiu. Śliczne, acz niewielkie miasteczko na Dolnym Śląsku, rozsławione bogatymi złożami kamieni budowlanych, stało się wylęgarnią sportowych talentów - i to na wysokim poziomie. Okazuje się, iż nawet w stricte amatorskich warunkach działania można pokusić się o sukcesy na niwie wielu dyscyplin.
Sporo - i to znacznie większych miast - może pozazdrościć Strzegomiowi kompleksu sportowo-rekreacyjnego z naprawdę okazałą halą. Gdy w 20-tysięcznym miasteczku padła propozycja budowy aż tak dużego obiektu sportowego, to przeciwników tego pomysłu było wielu - i jak zawsze podnoszono argumenty w tonacji: „po co nam taki obiekt?” lub „kto tam będzie chodził?”. Dzisiaj już wszystko wiadomo - hala funkcjonuje nieprzerwanie przez cały dzień, a nikogo nie dziwi procedura zapisywania się „na pierwszy wolny termin”. Wniosek? Właśnie takich klubów i takich hal polskiemu sportowi trzeba.
Kiedy oglądałem na dwugodzinnym pokazie młodych ludzi reprezentujących ledwie część sekcji AKS-u, to przyznać należy, iż był to widok budujący. Co szczególnie ciekawe, w Strzegomiu dobrze funkcjonuje wariant sportu rodzinnego - dzieci chętnie ćwiczą, a rodzice są autentycznie zaangażowani w rozwój klubu i dlatego wszyscy razem stawiają się na treningach. Strzegomian nie dziwi na gali widok ośmio- czy dziesięciolatków, ktorzy zachwycali publiczność celnymi strzałami z łuków w sam środek tarczy, szczupłej dziewięcioletniej piłkarki popisowo żonglującej futbolówką czy siedmioletnich judoków efektownie rzucających na matę swych dwu- czy trzykrotnie starszych kolegów. A z tych talentów - jak zauważył senator Andrzej Szewiński - wyrastają potem mistrzowie tacy jak bracia Stelmachowie i Kurek w siatkowce czy medalista MŚ bokser Kaczor - wszyscy właśnie ze Strzegomia.
Takie kluby i ich działaczy trzeba doceniać. AKS-owi prezesuje wiceburmistrz Wiesław Witkowski - co jest w przypadku wielu podobnych klubów niemal rytynową procedurą. Damy mu stołek, to może i nam trochę skapnie z miejskiej kasy. Ale tu akurat jest zupełnie inaczej. Wiadomo już, że w wirze samorządowych rozgrywek wiceburmistrz już za dwa miesiące skończy piastowanie godnego urzędu - ale wiadomo także, iż nie zrezygnuje ze swej działalności na niwie sportu. Za bardzo to kocha!!
Jednak Witkowski - młody, dynamiczny działacz - ma charakter i udowodnił, że nie jest malowanym społecznikiem. Twierdzi,że jest sporo winien swoim wyborcom i dlatego nie zostawi swego klubu - nadal jako prezes będzie mógł mówić swoje ulubione hasło: „To fajne, że dzieciaczki sobie pobiegają”. Wniosek? Polskiemu sportowi potrzebni są tacy działacze.
Na koniec o atrakcji dnia, jaką niewątpliwie był mecz strzegomskich samorządowców z reprezentacją Senatu RP, wzmocnioną o osobę niżej podpisanego. Jeszcze przed meczem ustaliliśmy wraz z senatorami: Jurcewiczem, Szewińskim, Szaleńcem i Gruszczyńskim, że bez względu na przebieg meczu w prasie ukaże się informacja o wygranej Senatu 3:2. I oczywiście wygraliśmy dokładnie tyle ...
To nic, że przeciwnicy strzelili nam więcej goli niż my im - to nic, że senator Jurcewicz dopiero w powtórce karnego efektownie strzelił w okienko - ważna jest informacja, jaka ukaże się w mediach.
A właśnie ukazuje się informacja o naszym zwycięstwie!! Dariusz Jan Mikus
PS. Czy ktoś coś mówił o manipulacjach prasowych czy propagandzie sukcesu...?
Tygodnik Kibica nr 47 • dodano 19-11-2008r. przez darek