Czerwone na żółtym tle

Krótkie Krycie
Mikus Dariusz JanSzlagierowy mecz ostatniej kolejki - pojedynek Śląska z Wisłą - przyniósł znacznie więcej emocji w kategoriach kroniki kryminalnej niż opisu jakości gry. Panowie z Krakowa popisali się znajomością słownictwa i gestów spod budki z piwem, a sędzia nie okazał się im dłużny... Było żółto i czerwono.
Wszelkie dywagacje na temat, czy sędzia miał prawo wyrzucić z boiska dwóch graczy gości - w kontekście uczynienia tego jedynie za gesty i słowne komentarze do swych decyzji - są po prostu bezsensowne. Od wielu już lat żyjemy w fałszywym przekonaniu o rzekomo ekstremalnych warunkach pracy futbolistów, co ma usprawiedliwiać każde ich zachowanie wobec arbitra i publiczności. Nic bardziej błędnego!!
Skoro płaszczem ochronnym trzeba przykryć wyzwiska publicznie rzucane pod adresem sędziego przez zestresowanych grą piłkarzy, to dlaczego nie pozwolić na bluzganie wobec klientów zestresowanym liczeniem wielkich sum kasjerkom w hipermarketach czy choćby pracującym w ekstremalnych warunkach policjantom albo lekarzom? Bo pamiętajmy, że zupełnie czym innym jest nawet rzucenie wiązki pod adresem kolegi z drużyny, a czym innym wyzywanie arbitra.
Marcin Szulc pokazał dwie czerwone kartki (jedną jako konsekwencję dwóch żółtych) i narobił sobie sporo wrogów w środowiskach zbliżonych do piłki.
Oglądając komentarze w stacji Canal +, można było dojść do wniosku, iż obaj ukarani są ofiarami tragicznych pomyłek arbitra. Tak przynajmniej wynikało to z wypowiedzi prowadzących program dziennikarzy oraz Hajty i Mielcarskiego. Dla nich sprawa była jasna - winny jest arbiter, bo źle zagwizdał, a zdesperowany Sobolewski powiedział mu, co myśli - a gdy sędzia sięgnął po pierwszą „czerwień”, to w obronie kolegi słusznie stanął Baszczyński, który dobrze widział pomyłki prowadzącego, bo stał blisko całej sytuacji. Dla takich dywagacji intelektualnych najlepszym komentarzem wydaje się pokazanie sytuacji z dnia poprzedniego, gdy po brutalnym zagraniu wobec Filipa Ivanowskiego z boiska został wyrzucony... Tomasz Hajto!! To zaiste przypomina mi komentowanie sędziowskiej uczciwości na boisku przez Wita Żelazkę...
Ale OK - teoretycznie przyjmijmy nawet, że komentatorzy mieli rację. Tu rodzi się pytanie - czy nawet błędy sędziego mogą usprawiedliwiać wulgarne komentarze ze strony futbolistów? Odpowiedź raczej nie jest konieczna...
Pamiętajmy o jeszcze jednym kontekście podobnych spraw. Oto idący po ulicy obywatel nie może nikomu stojącemu na przystanku autobusowym publicznie naubliżać - nawet w sytuacji totalnego stresu(!!)- bowiem grożą mu za takie zachowania bardzo konkretne sankcje określone w kodeksie wykroczeń. I choć nie mam ochoty na sięganie do argumentów rodem z poprzedniej epoki, to jednak powinniśmy także pamiętać o wychowawczej roli sportu.
Tak - dobrze wiem, że w grę wchodzi gruby szmal, stacje telewizyjne, reklamy itd, itd. Jednak solą futbolu jest nade wszystko wielka liczba widzów - nie zawsze tych z bejsbolami w rękach - także ludzi przychodzących na stadiony w nadziei, iż widowisko sportowe będzie markowym przeżyciem estetycznym. Cóż z tego, że ci ostatni aktualnie są w mniejszości - ważne, że są i przychodzą, płacąc za bilety. To wlaśnie im należy się szacunek.
A gdy facet w getrach nie ma szacunku nawet wobec sędziego, to niech cierpi on i cała jego drużyna.
Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 48 • dodano 26-11-2008r. przez darek