strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Budżety nie grają

Dziury w całym

Filipiak Wojciech
Przyznam, że i ja dałem się zwieść pozorom i uznałem, że szanse GKS Bełchatów na sukces w pucharowym meczu w Dniepropietrowsku są niewielkie. O ukraińskim futbolu wszak głośno w mediach, warto jednak zdać sobie sprawę, że akurat nie z powodu wyników sportowych. Wiele się mówi i pisze o pieniądzach, jakie tamtejsze kluby mają do dyspozycji, a słowo „oligarcha” jest nieomal synonimem... prezesa klubu czy krajowej federacji piłkarskiej. Na Ukrainie nie zastanawiają się, skąd wziąć pieniądze na organizację mistrzostw Europy, bo już je mają, ani kto wybuduje stadiony. Obiekty już zresztą powstają, co naocznie obejrzeli uczestnicy bełchatowskiej wyprawy nad Dniepr. Straszyliśmy GKS liderem ligi ukraińskiej, ale w czym niby tamtejsza liga ma być lepsza od polskiej? O Szachtarze i Dynamie Kijów zwykło się myśleć jak o europejskich potęgach, ale ci pierwsi dotarli przecież w poprzednim sezonie tylko do 1/8 finału Pucharu UEFA, a kijowianie w rozgrywkach ligowych Ligi Mistrzów zdobyli zaledwie dwa punkty, czyli... dwa razy mniej niż kiedyś Widzew. Także reprezentacja ma mniejsze szanse na awans do finałów najbliższych mistrzów Europy niż Polska, ustępując już wyraźnie Włochom i Szkotom. Rzeczywistość okazała się wcale nie taka straszna: Dniepr (pozostańmy przy tej nazwie, bo tak nazywamy tę rzekę od lat) nie był w stanie poradzić sobie z dobrze zestawioną personalnie i znakomicie ustawioną taktycznie jedenastką z Bełchatowa. Dzisiaj jesteśmy już mądrzejsi i wiemy jedno: są to zespoły o równorzędnych umiejętnościach. Znaczy to, że rewanż mogą wygrać goście, ale szanse GKS trzeba oceniać zdecydowanie wyżej, niż robiliśmy to wszyscy bez wyjątku (nie znalazłem takiej przedmeczowej zapowiedzi, której autor mógłby teraz głośno krzyknąć „a nie mówiłem!”) przed pierwszym spotkaniem tych zespołów. Pieniądze pieniędzmi, a życie życiem. Przy okazji wyjazdu do Dniepropietrowska przypomnieć można sobie było dawne sportowe kontakty z drużynami ZSRR. Panował wtedy porządek i już. Tak jak teraz na lotnisku w Dniepropietrowsku, gdzie miejscowi celnicy koniecznie chcieli clić bagaże zawodników, albo w hotelu, gdzie w drzwiach stanęła jakaś współczesna „etażna” i nie chciała wpuścić ekipy, bo przelew ponoć nie dotarł. Tam nadal za hotel płaci się jeszcze przed odebraniem kluczy. Ostrożność poniekąd uzasadniona, bo miejscowi dziennikarze opowiadali, że kiedyś ekipa z Marsylii, niezadowolona ze standardu hotelu, wyjechała, nie zapłaciwszy rachunku. Stadion „Meteor” też był, powiedzmy, taki sobie. Tym akurat nie ma się co zajmować, bo tuż obok powstaje nowiutkie, nowoczesne cacko. Przy okazji uwaga w związku z mistrzostwami Europy: Ukraina na pewno nie będzie miała kłopotów z obiektami, ale musi szybko odrabiać zaległości na innych polach wewnątrz europejskich kontaktów. My to znamy, ale gości z Francji, Włoch, czy Niemiec na pewno nie będzie śmieszył domagający się łapówki „pogranicznik” i opryskliwa wszechwładna recepcjonistka w hotelu. Wyniki GKS i Dyskobolii w pierwszych meczach zwiększają niepomiernie ich szanse na awans do następnej fazy rozgrywek. Mecz na Ukrainie, a i pewnie także wyjazd drużyny z Grodziska do Kazachstanu, pokazał, że nie zawsze i nie przed każdym musimy się kłaniać. Lubimy być pesymistami, podczas gdy przydałoby się więcej wiary we własne siły. Nasi piłkarze to na pewno nie łamagi, a chociaż na wielkie sukcesy na razie nas nie stać (to nie pesymizm, a realizm), to na pewno mamy prawo cieszyć się z mniejszych zwycięstw, a nawet „zwycięskich remisów”.
Tygodnik Kibica nr 34 • dodano 21-08-2007r.
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915327