Cytat z Baszczyńskiego

Dziury w całym
Filipiak WojciechDo dzisiaj pamiętam ten mecz. 1 października 1983 roku (tylko datę sprawdziłem w notatkach) ŁKS przegrał w Sosnowcu z Zagłębiem 1:2. Decydującego gola strzelił Andrzej Milczarski, akurat wychowanek ŁKS, który pogrążył swój własny klub, ale nie to sprawiło, że ten fakt utkwił mi w pamięci. Milczarski strzelił gola po rzucie wolnym pośrednim może z dziesięciu metrów podyktowanym przez sędziego Sękowskiego z Krakowa za to, że bramkarz łodzian Józef Robakiewicz siarczyście zaklął na swojego obrońcę po kolejnym kiksie. Gdyby teraz konsekwentnie karać piłkarzy za takie zachowanie, gra byłaby niemożliwa, bo przecież na boisku klnie się tak potoczyście, że mało kto już to w ogóle zauważa i trzeba doprawdy piętrowego steku wyzwisk, by arbiter zareagował tak, jak w ubiegłym tygodniu podczas meczu Śląsk – Wisła. Kiedyś Boniek został usunięty z boiska podczas meczu Widzewa z Pogonią w Szczecinie, bo powiedział do sędziego „ty bucu”. To zaledwie słowna pieszczota w porównaniu z „poezją przekleństw”, jaką potraktował arbitra spotkania we Wrocławiu Marcin Baszczyński. Sędzia, chyba dlatego, żeby usprawiedliwić swoją surową decyzję, jaką było pokazanie czerwonej kartki, dokładnie tekst Baszczyńskiego zacytował i w meczowym protokole, i w prasowych relacjach, w których najwięcej było kropek, bo do druku nadawały się tylko pierwsze litery.
Okazało się jednak, że są i tacy piłkarscy komentatorzy, którzy... bronili piłkarza! Sędzia się pomylił, a zawodnik był zdenerwowany – taki jest koronny argument adwokatów takiego prostackiego, więcej – chamskiego, zachowania już nie piłkarza na boisku, a jednego człowieka wobec drugiego.
Mocny, „męski” język uchodzi w wielu środowiskach za przejaw zdecydowania, życiowej przebojowości i zaradności. Często idzie w parze z agresją fizyczną, więc najbezpieczniej jest takiemu „macho” na ulicy, w tramwaju czy na stadionie zejść z drogi. Ci, których to razi, oddają pozycje jedna po drugiej. Klnie się w domu przy dzieciach, w szkole, w pracy, gdzie rzadko który podwładny ma śmiałość zwrócić uwagę szefowi. Kilka lat temu w internecie krążyło dokonane zapewne i puszczone w obieg przez „życzliwych” nagranie „narady roboczej” pewnego znanego dziennikarza TVP, Polsatu, a teraz znów TVP, byłego korespondenta w Stanach Zjednoczonych. Baszczyński mógłby się od niego wiele nauczyć – na pozór inna kultura, ale okazało się, że obaj chamstwem niewiele się od siebie różnią.
Wulgarny język w sporcie to swoisty sposób bycia. Nie brak na przykład trenerów, którzy są zdania, że najłatwiej trafią w ten sposób do swoich podopiecznych, zresztą obojga płci. Może faktycznie potrafią rozszyfrować mentalność tych, którymi kierują, a może po prostu idą na łatwiznę, bo sami nie znają innego sposobu porozumiewania się. Najczęściej są przecież z tego samego środowiska i pewnie dlatego nie próbują nawet szukać innych metod. Jednym z zarzutów wobec Marka Zuba, byłego trenera Widzewa, było to, że jest za miękki w obchodzeniu się z piłkarzami. A on po prostu zwracał się do nich słowami, które zaczynały się na inne litery niż ch, k i p.
Nikt się już niczym nie krępuje – miejscem, okolicznościami, towarzystwem. Jeżeli napiszę, że obecnością kobiet i dzieci również, to zabrzmi to wręcz staroświecko, bo przeklina się niezależnie od płci i wieku. Nie będę się narażał na śmieszność i nawoływał do walki o „kulturę języka”, bo wiem, że wszelkie tamy zostały już dawno przerwane i żadne napomnienia nie pomogą, zwłaszcza że nie jest to zjawisko wyłącznie polskie. Nie dalej jak w minioną niedzielę oglądałem w telewizji mecz ligi angielskiej - podczas przebitki na widownię wyraźnie było można wyczytać z ruchu warg, jak kilkunastoletnie dziewczę z naturalnym wdziękiem obrzuca znanym powszechnie i u nas słowem na f nielubianego piłkarza drużyny przeciwnej. Nie ma co, świat idzie z postępem. Pamiętam doskonale, jak kiedyś milicjant wyprowadził z trybuny stadionu Legii gościa, który nieopatrznie zaklął głośno...
Gdy trener nie może poradzić sobie z zespołem, mówi się, że piłkarzom potrzebny jest psycholog. Faktycznie, niejednemu przydałby się trening w poskramianiu swoich emocji. Pal sześć kulturę, dobre maniery, wychowanie – takie reakcje, jakimi popisali się ostatnio Baszczyński i Sobolewski (o nich akurat było głośno, więc te nazwiska przywołuję) kosztują przecież całą drużynę, bo na ogół nie wygrywa się meczów w dziewiątkę. Piłkarze rzucają zwykle na szalę argument: „Sędzia swoimi błędnymi decyzjami pozbawia pieniędzy nasze rodziny!”. Idąc tym śladem, koledzy z Wisły powinni teraz obciążyć za straty wspomnianą dwójkę, bo to oni swoim nieopanowaniem narazili zespół na porażkę. Zachowanie na boisku to też element taktyki, a z tego punktu widzenia ci dwaj zawodnicy Wisły ponieśli porażkę także jako sportowcy.
Przeklinają niemal wszyscy i wszędzie, ale nadal istnieje poczucie, że wulgarny język to jednak coś niestosownego. W gazetach na przykład słowo „kurwa” nadal zastępuje się wstydliwie literą k z kropkami.
Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 49 • dodano 03-12-2008r. przez darek