Sześć plus pięć

Krótkie krycie
Mikus Dariusz JanWydarzeniem ostatnich dni jest odważna propozycja FIFA zmierzająca do wprowadzenia zasady „sześć plus pięć”, czyli preferowania na boiskach większej liczby tubylców. Przeciwne są temu duże kluby europejskie, dla których obowiązek trzymania na boisku co najmniej sześciu graczy krajowych stanowić będzie nie lada kłopot - szczególnie w sytuacji, gdy o klasie zespołu decyduje liczna legia cudzoziemska.
Nowatorskiej propozycji światowej federacji nie należy rozpatrywać w kontekście pozornie tylko podobnej idei przymusu gry w drużynie młodzieżowców, którym to organizacyjnym dziwadłem została już niegdyś zainfekowana polska piłka. Tym razem gra idzie o wyższą - i znacznie bardziej rozsądnie zdefiniowaną - stawkę. Istotą problemu jest promowanie w ligach krajowych - bo tak przecież są one organizowane w strukturze futbolu - graczy z ... własnych krajów(!!). Prawda, że odkrywcze... I choć zabrzmi to już mniej odkrywczo, to zasada ta jest w imię partykularnych interesów poszczególnych klubów posyłana w odstawkę.
Problemem jest właśnie konflikt interesów, a nawet jasne zdefiniowanie tego, co powinno być bardziej ważne: bezwzględnie pojmowany interes klubów czy też rozpatrywane w szerokiej perspektywie dobro krajowego piłkarstwa? Jak to patetycznie brzmi!!
Kluby mają tylko jeden priorytet - budowanie silnej pozycji na bazie nieograniczonej możliwości zakupów. Znacznie gorzej jest z reprezentacjami, bo tutaj to nawet zmiany obywatelstwa nie są tak do końca możliwe, o ile piłkarz reprezentował wcześniej swój poprzedni kraj w oficjalnych meczach. W tym drugim przypadku kasa nie może więc decydować o pozyskiwaniu graczy. Wniosek? Kluby czują się proponowanymi rozwiązaniami zagrożone, bowiem wpłyną one niekorzystnie na możliwości zakupów - a nawet na celowość trzymania zbyt wielkiej ilości zagranicznych graczy. Bo co zrobi taka Chelsea czy Barcelona z kupą obcokrajowców, gdy na boisku występować będzie mogło ich zaledwie pięciu...? Atrakcyjność spadnie drastycznie.
Z punktu widzenia krajowych federacji propozycja FIFA jest jak najbardziej interesująca, bowiem pozwala na systematyczne wprowadzanie i ogrywanie własnych zawodników. I to ma sens, bowiem nie po to szkoli się w kraju piłkarzy, aby potem nie mieli możliwości wyjścia na boisko.
Weźmy na przykład syndrom Pogoni Szczecin, w której to miało miejsce historyczne w polskiej lidze zdarzenie, kiedy to na boisku znajdowali się sami innostrańcy - najczęściej rodem z Brazylii.
Jak skończyła zaciężna Pogoń, każdy wie... Granie obcokrajowcami zwalnia od obowiązku szkolenia mlodzieży, a to w prostej linii prowadzi do odcięcia krajowej ligi od talentów, czyli dopływu świeżej krwi.
Z własnego punktu widzenia oceniam propozycję FIFA jako krok jak najbardziej słuszny. Zawsze byłem zwolennikiem grania w reprezentacjach zawodników faktycznie powiązanych z krajem i drogą analogii akceptuję także silniejsze związanie „uczuciowe” klubów z obywatelami własnych krajów. Może jestem w swych zapatrywaniach staromodnym i niepoprawnym (rynkowo) optymistą, ale bardziej wolę taki układ od możliwości tworzenia potęgi klubów jedynie drogą kosztownych zakupów.
Zresztą, to daje szanse także tym biedniejszym...Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 49 • dodano 03-12-2008r. przez darek