Babie lato

Krótkie krycie
Mikus Dariusz JanZaraz po wyborze nowego prezesa PZPN obiecywano nam odwilż i wiosnę w polskiej piłce. Niestety, wzajemne anomozje i walki o stołek powodują, że na horyzoncie pokazuje się droga do babiego lata...
Panowie prezesi najwidowczniej nie ustalili priorytetów działań dla dobra polskiej piłki nożnej – czytaj: nie do końca porozumieli się w kwestii podziału stołków i wpływów. Wyszło na to, że zawierane podczas wyborów alianse i koalicje okazały się kruche – na tyle kruche, że niedoszli sojusznicy w proteście przeciwko odsunięciu ich od koryta straszą wręcz Latę doprowadzeniem do kolejnych wyborów, co znaczać dla niego ma detronizację. Żeby było śmieszniej, kwestie te stawiają jasno ci delegaci, dzięki których poparciu i lobbingowi były napastnik Stali Mielec dzierży ster polskiej piłki. A to oznacza, że przy wycofaniu ich poparcia i przerzuceniu sympatii w inną stronę odsunięcie go jest nie tylko realne, ale i wysoce prawdopodobne.
Cios przyszedł z najmniej oczekiwanej strony, czyli zza pleców nowego sternika PZPN. Nie jest tajemnicą, iż niepoślednią rolę w postawieniu Laty na stołku prezesa odegrał piłkarski baron Kazimierz Greń. Greń pilnie chodził, tłumaczył, namawiał, lobbowal i skutecznie zbierał głosy. Na tyle skutecznie, iż Lato wygrał w pierwszej turze.
Toteż nic dziwnego, że w tym kontekście Kazimierz G. liczył na otrzymanie nie tylko adekwatnej do zasług pozycji, ale też na znaczący wpływ na podejmowane w związku decyzje. Niestety, przeliczył się, bo jak twierdzą wtajemniczeni, znacznie większy wpływ na decyzję Laty wywierają Piechniczek czy Bugdoł.
A to w świecie polskiej piłki oznacza tylko jedno – zemsta jest rozkoszą bogów...
Chłopaki z kamandirowki PZPN zachowują się teraz niczym stare baby wydzierające sobie nawzajem szmaty. Greń szuka popleczników – tym razem do usunięcia Laty. Lato udaje, że nie wie, o co chodzi – a reszta towarzystwa ma niezły ubaw. Jeszcze weselej będzie, gdy spełni się sygnalizowany już z wielu źrodeł scenariusz, jakoby z pielgrzymką do Włoch miała się udać specgrupa w intencji namówienia Bońka do ponownego kandydowania. Prawda, że sympatyczne – a my naiwni sądziliśmy, że zjazd wyborczy to już koniec tegorocznych atrakcji w PZPN.
Ale atrakcji jest już sporo więcej. Oto w poniedziałek rano agencje doniosły o aresztowaniu sędziego Jarosława Ż., a potem o gotowym już akcie oskarżenia w sprawie Korony. Druga wiadomość to żadne nowum, a tylko administrcyjne potwierdzenie faktu, na który oczekiwano od dawna. Znacznie ciekawsza jest ta pierwsza – tym bardziej że dzień wcześniej w programie podsumowującym ligową kolejkę uslyszałem, że o żadnym ustawianiu wyników przez sędziów już nie ma mowy, bo wszyscy winni już siedzą we Wrocławiu.
A tu okazało się, że nie wszyscy.
Pajęcze nici polskiej korupcji jeszcze długo będą latały po polskich boiskach. A jak się w naszym kraju nazywają takie wędrujące z wiatrem pajęczynki...?
Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 50 • dodano 10-12-2008r. przez darek