Fałszywy patriotyzm

Dziury w całym
Filipiak WojciechSą słowa, gesty i postawy, które mają określone miejsce w życiu, a ich nadużywanie bywa niesmaczne, często wzbudzając zażenowanie lub nawet ostry sprzeciw. Niektórzy politycy na przykład lubują się w ilustrowaniu swoich wystąpień cytatami z Jana Pawła II, którymi – jak kiedyś odpowiednio dobranymi fragmentami dzieł Marksa – można udowodnić i wesprzeć wszystko. Wyraźnie słuchać wówczas zgrzyt, jaki wywołuje zetknięcie mądrego zdania papieża z bełkotem wypowiedzi mówcy, albo z miałkością tematu niegodnego papieskiego autorytetu.
Nie ulega dla mnie wątpliwości, że widownia stadionu piłkarskiego nie jest miejscem na polityczne demonstracje, ani lewej, ani prawej strony. Zawsze mierziło mnie zresztą wykorzystywanie sportu do doraźnych politycznych celów i na szczęście nigdy nie musiałem w czymś takim brać udziału. Nikt nie zmuszał mnie na przykład do pisania przemówień dla sportowców potępiających „warchołów z Radomia” i nie ciągnął na siłę do PRON, bo chętnych „na ochotnika” było aż nadto. Konspiracji, którą dziś nazywa się niepodległościową, też w ruchu sportowym nie było, a jeżeli SB czegoś tu szukała, to przede wszystkim przemytniczych afer, przy czym chodziło zazwyczaj o konkretny przemyt, a nie o ulotki, powielacze i paryską „Kulturę”. Dlatego poważnym nietaktem w stosunku do tych, co się rzeczywiście narażali, jest teraz podszywanie się pod takie polityczne działania.
Kibice Lechii Gdańsk chlubią się tym, że na mecze ich drużyny chodził Lech Wałęsa. Jego pojawienie się na pucharowym meczu z Juventusem, rozgrywanym akurat 25 lat temu, tuż przed ogłoszeniem decyzji o przyznaniu mu nagrody Nobla, było niewątpliwie demonstracją polityczną i przede wszystkim temu miało służyć. W tłumie Wałęsa był bezpieczny, bo przecież poza stadionem „bezpieka” nie dopuściłaby do tak wielkiej, trzydziestotysięcznej demonstracji. W tym sensie mecz z Juventusem potraktowany został tak samo instrumentalnie, jak finisze etapów Wyścigu Pokoju, wyszydzane dzisiaj ze względu na ich propagandowy charakter.
Dzisiejszych młodych kibiców Lechii nie było wtedy jeszcze na świecie, nie mają więc oni żadnego prawa do podszywania się pod tamtą tradycję. Flaga z napisem „Bastion polskiej prawicy”, pojawiająca się na widowni podczas meczów w Gdańsku, jest prowokacją, której nie wymyślili przecież naiwni „szalikowcy”.
Też nie lubię politycznej poprawności i dlatego nazywam rzeczy po imieniu i nie po raz pierwszy staram się zwrócić uwagę na to, że ruch kibicowski (nie tylko zresztą w Polsce, bo skrajnym przykładem są tu Niemcy) infiltrowany jest przez prawicowe organizacje ekstremistyczne. Nie przez przypadek przecież różnego rodzaju legalne manifestacje (od pogrzebu Miłosza po „paradę równości”) atakowane są przez „pseudokibiców”, jak określa tę grupę język policyjnych komunikatów. Stanowią oni bardzo przydatną, dobrze zorganizowaną przyboczną armię kutych na cztery łapy samozwańczych wodzów, ukrywających się za paragrafami legalności i szermujących wolnością słowa. Nie ma to żadnego związku z faktycznym kibicowaniem, a jeżeli już, to akurat w negatywnym sensie, bo fatalna opinia, jaka przylgnęła do kibiców Lechii, nie wzięła się znikąd.
PZPN, który ma przecież prawo zakazać na stadionie podczas meczów choćby na przykład... klaskania, bo stadion nie jest przestrzenią publiczną (ogranicza ją zakup biletu i wynikający z tego obowiązek przestrzegania regulaminu), w tym przypadku zachowuje daleko idącą powściągliwość, nie chcąc się pewnie narażać na kolejne zarzuty typu „komunistyczny beton”. Poproszono tylko grzecznie gdański klub kibica, by schował gdzieś ten transparent, chociaż cytowany na nim znany wierszyk o wieszaniu na drzewach powinien być potraktowany jako nawoływanie do przemocy, bo przecież z dopingowaniem swojej drużyny nie ma nic wspólnego. Co gorsza, istniejący stan rzeczy toleruje, zresztą nie po raz pierwszy, sam klub, że przypomnimy choćby powtarzające się ekscesy rasistowskie, których sprawcy znajdowali w Gdańsku obrońców. Prezes Lechii Maciej Turnowiecki z jednej strony po faryzejsku żali się, że media przypięły jego klubowi łatkę, której trudno się pozbyć mimo podejmowanych chwalebnych akcji, z drugiej zaś przyznaje, że flaga została ufundowana przez „znanych polityków środowisk prawicowych”. Na stronie internetowej Lechii przeczytałem ostatnio, że 13 grudnia wspomniany transparent ma być poświęcony w Częstochowie, czemu zresztą patronuje pewien ksiądz! Jeżeli bezbożnicy będą smażyć się w piekle, to na pewno w jego towarzystwie.
Kilka lat temu głośna była sprawa profanowania przez kibiców szczecińskiej Pogoni symbolu Polski Walczącej. To była czysta głupota, idiotyczny pomysł kogoś, kto starał się być oryginalny. Tym z Gdańska mógłby wytłumaczyć o co chodzi sam Lech Wałęsa, ale jego słowa byłyby pewnie dla nich za mądre.
Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 50 • dodano 10-12-2008r. przez darek