strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Piłka i pięść

Krótkie krycie

Mikus Dariusz Jan
Pozwolę sobie na nieco bardziej optymistyczne spojrzenie nasz futbol. Każdy, kto mówił, że pobiliśmy już wszelkie rekordy matactwa i nieuczciwości w sporcie, 20 grudnia musiał zmienić zdanie. Tego dnia na ringu w Szwajcarii sędziowie bokserscy zrobili przekręt znacznie bardziej widowiskowy niż wiele naszych ligowych przewałek łącznie. I chyba tylko to może nam dać w mijającym roku odrobinę satysfakcji. Okładanie się pięściami między linami ringu ma znamiona stuprocentowej sprawiedliwości jedynie wtedy, gdy ugodzony przeciwnik nie jest w stanie powstać lub gdy trener rzuca na ring ręcznik - oczywiście pod warunkiem, że rywale wcześniej się nie umówili co do rozstrzygnięcia, albo że rodzina trenera nie obstawiała, w której rundzie jego podopieczny będzie poddany... W piłce sprawa uczciwości dotyczy nieco innego knockdownu - takiego, gdy futbolówka ląduje w bramce przeciwnika. Wspólny mianownik podobnych zdarzeń jest za to klasyką sportu i nazywa się: niesprawiedliwe sędziowanie. Jakkolwiek nie patrzeć, to trzej panowie orzekający w walce Holyfielda z monstrualnej budowy Wałujewem - bo o ten pojedynek chodzi - powinni jak najszybciej wylądować we Wrocławiu, by zająć w okolicach tamtejszej prokuratury pokoik gdzieś między apartamentami „Fryzjera” i sędziego Grzegorza G. Przez dwanaście rund czarnoskóry Amerykanin niemiłosiernie uczył Rosjanina pokory wobec boksu technicznego i mądrej taktyki. Jednak co z tego, że ledwie dwie rundy można było nieznacznie przypisać Wałujewowi, skoro przy minimum ośmiu dla Holyfielda ten ostatni zszedł z ringu pokonany...? W tym szaleństwie jest jednak metoda. To nic, że sędziowie wypaczyli wynik - ludzie na trybunach potraktowali ich jednoznacznymi gwizdami - podobnymi do reakcji naszych kibiców na stadionach, gdy krzyczą o wartości moralnej PZPN. Dla widzów zwycięzcą jest Evander Holyfield!! Nie ma tytułu, ale ma szacunek i uznanie kilku milionów fanów boksu, którzy tego dnia oglądali walkę. Szacunek, który należy mu się nie tylko za bycie lepszym od rywala, ale także za zwycięstwo nad biologią - 46-letni bokser przez 12 rund ruszał się w ringu niczym młodzieniaszek! Przyznam, że mi zaimponował. Patrząc na jego zdolności motoryczne, zastanawiałem się - abstrahując od diametralnych różnic obu dyscyplin - dlaczego tak niewielu piłkarzy stać na długotrwałe kontynuowanie kariery na boisku na wysokim poziomie. Wypalanie się? Chyba nie - raczej brak motywacji i niechęć do rywalizacji z wypierającymi ich młodszymi kolegami. Sukces na miarę naszego kraju jest osiągany w miarę szybko i jest na tyle sycący, że już się nie chce... Ciekawe, jak wyglądaliby nasi wspaniali herosi boisk, gdyby po kilku latach przerwy wzięli się do pracy ich niegdysiejsi idole... Tylko skąd my weźmiemy jedenastu Holyfieldów?!! Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 53 • dodano 30-12-2008r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915327