strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

W Nowy Rok pozytywnie

Dziury w całym

Filipiak Wojciech
Przełom roku to okazja do składania życzeń na przyszłość i podsumowania dokonań. Tego, czego nie udało się zrobić i osiągnąć, trzeba więc życzyć zainteresowanym w roku 2009, a nie wypominać na koniec starego roku, gdy szampan mrozi się już w lodówce. Co nieco się jednak udało i jeżeli ktoś chce spojrzeć na przeszłość pozytywnie, to okazuje się, że i sukcesów nie brakowało. Nie zdobyliśmy oczywiście mistrzostwa Europy, ale na to przecież realnych szans nigdy nie było, a ministrowi nauki i rektorom szkół wyższych nikt nie ma za złe, że polscy uczeni znów nie dostali Nobla. Zawiedzionym porażkami naszej reprezentacyjnej drużyny humor mógł się poprawić tym, że takie potęgi jak Holandia i Anglia odpadły z rywalizacji znacznie wcześniej, a Francja miała w mistrzostwach Europy gorszy bilans nawet od Polaków, nie mówiąc o broniącej tytułu Grecji. Z taką Belgią na przykład wygrywamy swobodnie, a pokonanie Czechów i Irlandii to już przecież ładna zaliczka na rok następny. Kiedyś Jugosławię nazywano „piłkarską Brazylią Europy”, bo talentów tam nigdy nie brakowało. W grudniowym meczu w Turcji nasze talenty okazały się jednak lepsze od serbskich, a przecież Radomir Antić zna się na młodych piłkarzach co najmniej tak samo dobrze jak Leo Beenhakker. W rywalizacji klubowej najbardziej udał się ostatni mecz sezonu, czyli wygrana Lecha z Feyenoordem w Rotterdamie, czego jeszcze nigdy nie dokonała żadna polska drużyna. Już nikt się nie śmieje z Franciszka Smudy: gdy Beenhakker definitywnie obrazi się na Polskę i Polaków, ze wszystkich potencjalnych kandydatów to on właśnie będzie gotów psychicznie i merytorycznie do objęcia tej posady. Zdobycie kolejnego mistrzowskiego tytułu przez Wisłę nie rozpaliło już pewnie do białości kibiców tej drużyny, ale w Krakowie pocieszyć się mogli prestiżowym zwycięstwem nad Barceloną. Gdzie indziej w Polsce futbol zyskał nowe terytoria: nieporozumieniem jest awans do ekstraklasy Piasta Gliwice, zespołu bez kibiców i bez stadionu, ale Trójmiasto ma przecież swoje derby, a Śląsk Wrocław lokuje się po rundzie jesiennej na czele peletonu, tuż za czołówką. Od samej reorganizacji rozgrywek poziom się nie podniósł, ale zmiana nomenklatury sprawiła, że przybyło nam zespołów I-ligowych i II-ligowych, co znakomicie poprawia samopoczucie kibiców, działaczy i potencjalnych sponsorów w wielu mniejszych ośrodkach, które wcześniej na taki awans (choćby tylko na papierze) nie mogły przecież liczyć. Reforma na pewno podoba się więc w Aleksandrowie, Nowym Sączu, Stróżach, Wągrowcu, Piotrkowie i Suwałkach. To też ważne, bo futbol to nie tylko mecze Barcelony i Liverpoolu w telewizji, ale i autentyczne osobiste przeżycia na stadionie. Nikt już chyba nie wątpi, że w 2012 roku mistrzostwa Europy odbędą się w Polsce. Wbito wreszcie pierwsze łopaty na budowie stadionów w Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu, nie można poznać już obiektów w Poznaniu i Krakowie, są pieniądze na stadion Legii w Warszawie, budowany niezależnie od Stadionu Narodowego w miejscu starego Stadionu Dziesięciolecia. Coraz ostrzejsze są wymagania licencyjne, co też przyczynia się do modernizacji naszych „zabytkowych” obiektów. No i są jeszcze „Orliki”, przedmiot dumy premiera Donalda Tuska i ministra Drzewieckiego. Od kiedy wąż przekupił Ewę jabłkiem w raju, korupcji nikomu jeszcze nie udało się zwalczyć, ale i na tym polu coś się jednak w polskiej piłce w minionym roku udało. Zdegradowano z hukiem Zagłębie Lubin i Koronę, trwa jeden proces i szykuje się drugi, skazano kilku piłkarzy. Narzekano wprawdzie na niskie wyroki, ale przecież minęły już czasy, gdy za kradzież ucinano rękę, za kłamstwo i pomówienie - język, zaś niewierne żony były kamieniowane. Każdy kolejny areszt to z jednej strony klęska tych, co wierzą w czystość sportu, ale z drugiej - wyeliminowanie następnej „czarnej owcy”. Są i tacy, co za największy sukces futbolu w minionym roku uznają odejście prezesa PZPN Michała Listkiewicza. Tyle tylko, że po latach dojdziemy do wniosku, że był to... najlepszy prezes w historii, bo żaden nie ma na koncie tylu zwycięstw reprezentacji i tylu awansów do najważniejszych imprez, co on. Teraz jest nowy prezes - niech więc długo żyje i panuje Grzegorz Lato, którego przecież po dwóch miesiącach nie będziemy jeszcze rozliczać. Amerykanka Lucy z serialu „Rancho” mawia, że Polacy to taki naród, który tylko siedzi i myśli, czego nie warto nawet zaczynać, bo się na pewno nie uda. Z pobieżnie skomponowanej powyższej listy wynika, że sporo się jednak udało. Może nie „aż tyle”, a „tylko tyle”, ale zawsze coś po „starym” 2008 pozostanie. Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 53 • dodano 30-12-2008r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915327