strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Tropiciele śladów

Dziury w całym

Filipiak Wojciech
Co chwila jakiś klub wyskakuje z informacją o powołaniu „profesjonalnej” - jak się podkreśla – ekipy „skautów”, którzy mają penetrować boiska w kraju i za granicą w poszukiwaniu utalentowanych piłkarzy. Zdaniem specjalistów od marketingu ma to być sygnał, że dany klub przechodzi na nowoczesne sposoby zarządzania. A przecież tylko sama nazwa jest stosunkowo nowa, bo sam koncept – tak samo stary jak współczesny futbol. Skaut to coś poważniejszego niż harcerz, który się przede wszystkim bawi, bo taki jest źródłosłów tego określenia. To tropiciel-zwiadowca, poszukiwacz, dla którego sama zabawa, gra (czyli harcerskie „harcowanie”) to tylko pretekst do znacznie bardziej pożytecznej działalności. Przekładając to na język futbolu – harcerz, dla którego celem samym w sobie jest wykradzenie podstępem proporca z masztu sąsiedniego obozu, w warunkach piłkarskich stawia sobie za zadanie wyrwanie rywalowi najlepszego zawodnika ze składu i ściągnięcie go do swojej drużyny. Skaut szuka, nie idzie na łatwiznę, stara się znaleźć coś nowego. Po przejściu Łukasza Garguły do Wisły krakowski klub może faktycznie zacznie grać lepiej, ale polskiej piłce jako całości nic od tego nie przybędzie – wprost przeciwnie, osłabiony został inny zespół z czołówki, a przecież rywalizacja o mistrzowski tytuł jest niewątpliwie motorem postępu. O moralnej dwuznaczności takich posunięć wspominał nie będę, bo niewiele się różnią od klasycznego „kupowania” meczów od rywali albo u sędziów. Obszernie pisać będą o tym gazety, dyrektor sportowy Wisły uznany zostanie za sprawnego menedżera, a trener podpisze się obydwoma rękoma pod ewentualnym przyszłym sukcesem na boisku. Jednym słowem – łatwo i przyjemnie, a nawet niespecjalnie drogo. Znacznie mniej wdzięcznym zadaniem jest wyłuskiwanie zdolnych graczy, o samym szkoleniu nie wspominając, bo na tym polu wielkie kluby naszego futbolu niewiele mają do powiedzenia. Widzew na przykład, niedościgła potęga w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku (jak ten czas leci!), musiał czekać aż do sparringowego meczu z Serbią przed paroma tygodniami na debiut pierwszego swojego autentycznego wychowanka (Jakuba Rzeźniczaka) w pierwszej reprezentacji Polski. Wprawdzie przy okazji ostatniego transferu Radosława Matusiaka przypomniano jego widzewskie korzenie, bo istotnie rozpoczynał on treningi w tym klubie jako trampkarz, ale uznanie go za pierwszego wychowanka w reprezentacji (a także Rafała Grzelaka, który też miał do tego klubu najbliżej ze swojego osiedla), choć formalnie prawidłowe, jest jednak pewnym nadużyciem, bo na przebieg jego kariery Widzew żadnego wpływu faktycznie nie miał. Wisła nie jest jednak wyłącznie pasożytem, żyjącym z tego, co stworzą inni. To krakowscy „skauci” znaleźli przecież gdzieś pod Kielcami braci Brożków i dali im szansę pokazania się w tym zespole. Z Łomży wyciągnięto Rafała Boguskiego, kolejnego wyróżniającego się dziś zawodnika Wisły. Bełchatowski system z kolei wyłowił z piłkarskich głębin przede wszystkim... Łukasza Gargułę, całkiem niedawno Dawida Nowaka i ostatnio Janusza Gola, jest już w klubie także kilku innych kandydatów na piłkarzy wysokiej klasy. GKS ma dobrze zorganizowaną sieć obserwatorów i informatorów, którzy działają od dłuższego czasu, i to bez zbędnego rozgłosu, bo to znacznie łatwiej, choć na pewno mniej medialnie. Nie musi wstydzić się swoich transferów także Lech, który sprzątnął Legii sprzed nosa dwóch znaczących piłkarzy rodem z Mazowsza: Roberta Lewandowskiego i Sławomira Peszkę. Legia woli jednak polegać na swoich „szperaczach” w Hiszpanii, na czym wychodzi dość kiepsko. Szukanie skarbów i tropienie śladów było kiedyś łatwe, bo wystarczało przejść się po parkach i podwórkach. Teraz i boisk mniej, klasycznych podwórek to już w ogóle nie ma, a każdy, kto jako tako umie kopać piłkę, od razu ma swojego menedżera, albo ojca, który menedżerem chce być i z góry oblicza przyszłe zyski. Jak na razie na czele „listy przebojów” transferowych w przerwie zimowej są Matusiak i Garguła, ale znacznie bardziej ucieszą nas te transfery, które dokonane teraz - okażą się udanymi może nawet dopiero za 2-3 lata. Tropiciele śladów muszą przede wszystkim mieć cierpliwość i umieć czekać. Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 1 • dodano 07-01-2009r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915328