strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Pewność i zaufanie

Dziury w całym

Filipiak Wojciech
Zmiany barw klubowych przez trenerów i zawodników nikogo nie dziwią i nie wywołują takich emocji, jak kilkanaście lat temu. Słowa „kaperownictwo” nikt już dzisiaj nie używa i mało kto rozumie, przypomnę więc, że było to „podbieranie” zawodników lub trenerów przez jeden klub – drugiemu. Pieniądze grały rolę, ale liczyły się też inne dobre materialne i niematerialne: talon na samochód, mieszkanie, pomoc w dostaniu się na studia itp. Nie pamiętam już, czym Legia przyciągnęła 31 lat temu Pawła Janasa, podstawowego wówczas zawodnika budującego swoją przyszłą potęgę Widzewa. Miał on już w tym klubie ustaloną markę, zaliczał się do czołówki polskich piłkarzy i był po debiucie w reprezentacji. Zimą 1978 roku nie rozpoczął jednak treningów z zespołem Widzewa, bo nawet ku zdziwieniu działaczy tego klubu z samym Ludwikiem Sobolewskim na czele okazało się, że przygotowuje się on już do sezonu z Legią. Zaskoczenie było tym większe, że do tej pory to Widzew raczej ściągał zawodników, czego najlepszym przykładem był... sam Janas, dostrzeżony w pabianickim Włókniarzu. Jego sportowa i trenerska droga omijała potem Łódź, a trzeba przyznać, że Janas nie był typem trenera-wędrownika. Po powrocie z Francji długo wierny był Warszawie, potem Wronkom. Gdy przestał być trenerem kadry, znalazł się w Kielcach, skąd wreszcie trafił do Bełchatowa. Jak na dwadzieścia lat trenerskiej kariery – niewiele było tych przeprowadzek. Ta ostatnia wzbudza jednak wątpliwości. Paweł Janas twierdzi wprawdzie, że rozwiązanie kontraktu z GKS nie miało nic wspólnego z jego późniejszym angażem w Widzewie, ale przecież utrudniające kibicom życie gołębie gnieżdżące się pod dachem widzewskiej trybuny od dawna gruchały, że Widzew ciągnie go do siebie. Nawet jeśli przyjąć za dobrą monetę zapewnienia, że bełchatowski kontrakt rozwiązany został w poniedziałek, a Widzew odezwał się dopiero w środę, to po pierwsze oficjalnie mogło tak być z przyczyn taktycznych, po drugie zaś – Janas sam postawił się w złym świetle, bo co to za trener, który porzuca drużynę pod byle pretekstem. Nic sensacyjnego się bowiem w Bełchatowie nie stało, zespół grał wszak coraz lepiej i pojawiła się nawet szansa na walkę o najwyższe lokaty. Jak tu wierzyć Pawłowi Janasowi, że interesuje go cel sportowy, skoro w Bełchatowie „puchary” miał na wyciągnięcie ręki, a Widzew walczyć musi dopiero o awans do ekstraklasy. Nie ma co, intryga musiała być wcześniej ukartowana, a z ofertą z Widzewa ta z Bełchatowa równać się nie mogła, o co w dobie wolnego rynku do nikogo pretensji zresztą mieć nie można. Ciekawe jednak, czy decydując się na taki gest, Janas zdawał sobie sprawę, że sam podważa do siebie zaufanie kibiców, piłkarzy, z którymi będzie pracował, a także nowego pracodawcy. „Umowa jest długoterminowa, chciałbym pracować tu jak najdłużej” - powiedział na przywitanie z nowym klubem. W Bełchatowie ustalony był przynajmniej trzymiesięczny okres wypowiedzenia, ale to nie jest żadna przeszkoda, bo tamtą umowę rozwiązano przecież natychmiast. Ci, co pozyskują nowego, cennego zawodnika, zwykle zacierają ręce z radości, jakie to wzmocnienie. Teraz też w widzewskim obozie zapanowała euforia po pojawieniu się nowego szkoleniowca, ale przecież gdy ktoś zyskuje, to ktoś inny traci. Postawa - przyjeżdżam, wywiązuję się z umowy, a po jej wygaśnięciu żegnam się bez dalszych zobowiązań – jest zrozumiała. Skłonność do wyskakiwania w biegu na pierwszym zakręcie nie buduje jednak zaufania i nie daje pewności, czy wszyscy dążą do tego samego celu. Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 2 • dodano 14-01-2009r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915329