Spojrzenie na Wschód

Dziury w całym
Filipiak WojciechW latach szkolnych i studenckich nie mogłem się doczekać na pojawienie się kolejnego numeru tygodnika „Futboł – Chokkiej” (czyli po polsku „Piłka Nożna – Hokej”, przy czym nazwa tej drugiej dyscypliny naprawdę po rosyjsku pisze się przez „ch”) w Klubie Międzynarodowej Prasy i Książki. Pismo ukazywało się we wtorki, a więc już koło piątku należało go wypatrywać, a trzeba było się spieszyć z zakupem, bo szybko znikało, nie tylko dlatego, że kosztowało 50 zaledwie groszy, czyli znacznie taniej niż czasopisma sportowe po polsku.
Nie było problemów z odczytaniem rosyjskich liter i zrozumieniem tekstu, bo rosyjskiego uczyli się wszyscy od piątej klasy szkoły podstawowej i nawet u największych nieuków coś zostało w głowach. Gazeta pisała nie tylko o sporcie w ZSRR – to z niej dowiedziałem się czterdzieści kilka lat temu, jak wygląda zawodowy hokej w Ameryce i wycinałem zdjęcia brazylijskich piłkarzy. Gazety i sportowe czasopisma z Zachodu były wówczas w praktyce niedostępne, a w tym samym „Empiku” kosztowały kilkanaście razy drożej.
Potem ze zrozumiałych powodów wszystko to się urwało. Na początku lat dziewięćdziesiątych mój „Futboł – Chokkiej” znikł z półek „Empiku”, bo okazało się, że przy ówczesnych zwariowanych przelicznikach rublowo-dolarowych kosztować miał już nie 50 groszy, a kilkanaście złotych. Cena chyba była już nawet w tysiącach (wszak inflacja szalała), w każdym razie względy ekonomiczne sprawiły, że zerwały się nasze kontakty ze sportem na Wschodzie, który – szczerze mówiąc – też znalazł się w stanie upadku, zanim nie pojawili się tam ludzie z dużymi pieniędzmi.
Teraz wszystko jest już normalnie, ale nie wiedzieć czemu rosyjskiego „Sport-Ekspressu” w polskich kioskach się nie kupi, chociaż taki na przykład „Kicker” można w Warszawie, Łodzi i Opolu dostać na drugi dzień. Irracjonalna niechęć do wszystkiego co „ruskie” ogranicza nasze pole widzenia, chociaż przecież już Albercik w „Seksmisji” mówił: „Chodźmy na Wschód! Tam na pewno jest jakaś cywilizacja!”.
Nie ma co daleko szukać. Zenit Leningrad (pardon, Petersburg) zdobył nie tak dawno Puchar UEFA i występował w Lidze Mistrzów, gdzie regularnie grywają też Dynamo Kijów, Szachtar Donieck i ostatnio nawet białoruski BATE Borysow, a czołowe polskie zespoły nie dały rady w tym sezonie moskiewskim drużynom FK i CSKA. Próżno jednak szukać nawet w fachowych gazetach sportowych czegoś więcej niż wyników i (czasem) nazwisk strzelców bramek.
Uciekają nam też w ogóle całkiem poważne wydarzenia. Mimo upadku ZSRR rokrocznie odbywa się na przykład w Moskwie (w hali, ale na pełnowymiarowym boisku) turniej o mistrzostwo Wspólnoty Niepodległych Państw i Krajów Nadbałtyckich, w których uczestniczą mistrzowie dawnych republik, teraz suwerennych krajów. Tegoroczny odbywał się jak zwykle w styczniu w Moskwie – wyjątkowo zabrakło na starcie mistrza Gruzji (nawet domyślamy się, dlaczego), grała za to drużyna z Finlandii, która wprawdzie do ZSRR nie należała, ale była częścią Imperium Rosyjskiego jeszcze „za cara”. Ten turniej z udziałem 16 zespołów ma wymiar wręcz międzykontynentalny, bo grają też zespoły z republik azjatyckich, a taki Uzbekistan na przykład to czołówka Azji. Taki duży turniej, a tu nawet „Encyklopedia Fuji” o nim nie pisze!
Z żadnej polskiej gazety nie dowiedziałem się więc, że najlepszym zespołem tej połaci świata, która rozciąga się od Bugu na zachodzie po Sachalin na wschodzie i spod koła podbiegunowego na północy po zbocza Pamiru i Hindukuszu na południu został nieoczekiwanie mołdawski Szerif Tyraspol, który w finale wygrał karnymi 5:4 po remisie 1:1 z Aktobe Lento z Kazachstanu. W półfinale Szerif pokonał (też karnymi) teoretycznie znacznie silniejszy Pachtakor Taszkient z Uzbekistanu, a Kazachowie wygrali z Azerami z Interu Baku. Określenia narodowościowe są – jak w całym futbolu – mocno umowne, bo i w tym rejonie świata piłka się zglobalizowała i w poszczególnych zespołach znaleźć można wszystkie nacje.
Brak w decydującej fazie mistrza Rosji Amkaru Perm i Szachtara Donieck z Ukrainy (oba te zespoły nie wyszły z grupy) sugerować może, że dla tych klubów turniej styczniowy nie był priorytetem, ale niech ktoś pokaże mi inny klubowy turniej międzynarodowy z udziałem drużyn z szesnastu państw! Dlaczego nie możemy go obejrzeć, albo chociaż o nim poczytać?
Pozostając przy tematyce wspomnianego na wstępie tygodnika, dorzucić chciałbym jeszcze przykład z hokeja. Wiemy wszystko o meczu gwiazd NHL, ale znacznie efektowniejszy medialnie był mecz Rosja – Reszta Świata z udziałem hokeistów grających w KHL, czyli w Kontynentalnej Lidze Hokejowej, konkurencyjnej pod względem sportowym i finansowym (sam Jaromir Jagr woli grać w Omsku niż w Nowym Jorku) z NHL. Wystarczy powiedzieć, że mecz ten odbył się na specjalnie w tym celu zbudowanym odkrytym lodowisku na placu Czerwonym w Moskwie!
Warto częściej popatrzeć na prawą stronę mapy.
Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 5 • dodano 04-02-2009r. przez darek