strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Niemiecki fenomen

Okienko na świat

Ludwiczek Czesław
Owym fenomenem jest klub Hoffenheim, który pierwszą rundę Bundesligi zakończył na pierwszym miejscu, a i po rozpoczęciu rundy rewanżowej nadal wyprzedzał znane i szczycące się kilkudziesięcioletnią tradycją kluby. I może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że jeszcze trzy lata temu ów Hoffenheim znajdował się w trzeciej lidze, a jeśli sięgnąć do połowy lat dziewięćdziesiątych, to można byłoby go szukać w ósmej lidze niemieckiej. Ta ówczesna pozycja klubu odpowiadała jego rzeczywistemu, materialnemu i geograficznemu położeniu. Bo Hoffenheim to zaledwie wieś, lub jak kto woli - osiedle, liczące zaledwie 3300 mieszkańców w południowo-zachodniej części Niemiec. Można by więc było stwierdzić, że Hoffenheim jest najmniejszą aglomeracją, jaka kiedykolwiek miała swojego reprezentanta w Bundeslidze. Inna rzecz, że miejscowość ta nie jest już abolutnie samodzielna, bo w rzeczywistości wchodzi obecnie w skład oddalonego o kilka kilometrów miasta Sinsheim liczącego 50 tys. mieszkańców. Mimo to owa mała miejscowość odwołuje się do swojej odległej przeszłości i do jej sportowej tradycji. Bo trzeba wiedzieć, że klub sportowy powstał w niej już w 1899 roku, tyle że nazywał się Turnverein Hoffenheim, czyli inaczej pisząc, uprawiało sie w nim gimnastykę. Tak naprawdę piłką nożną zainteresował się dopiero po wojnie, w 1945 roku, kiedy połączył się z powstałym w 1921 roku Fusballverein Hoffenheim. W ciągu długich lat był to jednak klub w pełni amatorski występujący w regionalnej lidze Badenii-Wirtembergii, czyli faktycznie w ósmej lidze niemieckiej. Tak było do połowy lat dziewięćdziesiątych, tj. do chwili, kiedy klubem zainteresował się jego były gracz Dietmar Hopp, który dziś jest miliarderem, współwłaścicielem przedsiębiorstwa informatycznego SAP. Otóż Dietmar Hopp postanowił zainwestować w klub swojego dzieciństwa i od tego czasu Hoffenheim zaczął piąć się w górę. Wkrótce dotarł do Verbandsliga, w której w 2000 roku zajął pierwsze miejsce i awansował do Oberliga Baden-Wirttenberg, czyli do czwartej ligi niemieckiej. W rok później dostał sie do trzeciej ligi (Regionalliga Sud), w której pozostawał cztery sezony. W sezonie 2005/06 awansował do drugiej ligi i wtedy zakupiono kilku zawodników znanych w Bundeslidze, wśród nich Jochena Seiza i Tomislava Maricia oraz trenera Ralfa Rangnicka, który w przeszłości prowadził takie drużyny jak VfB Stuttgart, Schalke 04 i inne. W konsekwencji w sezonie 2007/2008 Hoffenheim ukończył rozgrywki na drugim miejscu, a zatem awansował do pierwszej Bundesligi. Mimo iż klub znalazł się w niemieckiej elicie piłkarskiej, nie mógł rozgrywać spotkań na własnym stadionie, bo po prostu maleńki obiekt nie był do takich wydarzeń przygotowany. Toteż domowe mecze Hoffenheim rozgrywał w oddalonym o 50 kilometrów Mannheim. To już jednak przeszłość, bo z początkiem stycznia w Hoffenheim oddano do użytku nowy i nowoczesny stadion, a inauguracyjny mecz drużyna gospodarzy rozegrała z reprezentacją regionu. Stadion, którego nazwa brzmi Rhein-Neckar-Arena powstał z inicjatywy i zasobów finansowych Dietmara Hoppa. Co ciekawe, budowa tego obiektu rozpoczęła się przed trzema laty, czyli wówczas, gdy miejscowa drużyna znajdowała się jeszcze w trzeciej lidze. W czasie uroczystości otwarcia stadionu Dietmar Hopp powiedział m.in.: - Jestem bardzo szczęśliwy i bardzo dumny z tego obiektu, tym bardziej że wówczas kiedy decydowaliśmy się na jego budowę, podejmowaliśmy duże ryzyko. Jeżeli nadal gralibyśmy w trzeciej lidze, to z takim stadionem narażalibyśmy się na śmieszność. Na szczęście, nasza drużyna spisała się doskonale. Nowo otwarty stadion to obiekt o pojemności blisko 30 tys. widzów, wzniesiony kosztem 60 milionów euro. W chwili obecnej trybuny stadionu posiadają 23 tys. miejsc siedzących i 7 tys. stojących. Wszystkie usytuowane są w 40 dość pionowych rzędach, dzięki czemu widoczność z każdego jest doskonała. Stadion jest więc nie tylko nowoczesny, ale i komfortowy. Będzie mógł w przyszłości przyjmować mecze międzynarodowe, bo Dietmar Hopp wierzy, że jego drużyna grać będzie w Lidze Mistrzów. Jeśli tak się stanie, to miejsca stojące zostaną zlikwidowane, a zamiast nich pojawią sie krzesła. Wtedy cały obiekt pomieści 27.500 osób na miejscach siedzących. Ponadto już teraz stadion posiada 41 lóż i wszystkie zostały wyprzedane do 2011 roku włącznie. Oprócz tego na obiekcie znajdują się 1364 miejsca klasy „business” z barem i restauracją. Ale i pozostali widzowie nie będą mogli narzekać, bo i dla nich zabezpieczono miejsca gastronomiczne. Właściciel klubu, a zatem i stadionu zainwestował dotychczas w to przedsięwzięcie 150 milionów euro, ale jak widać po osiągnięciach drużyny i bazy klubu, w pełni się to opłaciło. Czesław Ludwiczek P.S. W ubiegły piątek Hoffenheim doznał pierwszej poważnej klęski, przegrywając na swoim stadionie z Bayerem Leverkusen 1-4.
Tygodnik Kibica nr 7 • dodano 18-02-2009r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915329