Gruba kreska

Dziury w całym
Filipiak WojciechStefan Majewski udzielił „Przeglądowi Sportowemu” wywiadu, w którym bodaj jako pierwszy z ważnych postaci naszego futbolu powiedział jednoznacznie: „Czuję się za korupcję w polskiej piłce odpowiedzialny!”. Nie udaje, że nie wiedział, nie wykręca się, że „może inni, ale ja to na pewno nie”. Żył przecież w tym środowisku i wie, kto kogo i za ile przekręcił, bo nie była to przecież wiedza nadmierna skrywana. Majewski niczego nie udaje.
Wydaje się, że wreszcie sprawa walki z korupcją, a ściślej – rozliczenia się z korupcyjną przeszłością, ruszyła w dobrym kierunku. Wizyty Majewskiego i Czesława Michniewicza we wrocławskiej prokuraturze nie były przecież wymuszone rannym nalotem policjantów i CBA. Obaj – jak rozumiem – nie pojechali tam sypać innych w obawie o własną skórę, bo przedstawić mieli nie szczegóły, a mechanizm działania różnych „fryzjerów” i im podobnych. Dobrze by było, gdyby znaleźli się naśladowcy - inni trenerzy, prominentni klubowi działacze, kierownicy drużyn i sędziowie, którzy są na samym końcu inicjowanych gdzie indziej korupcyjnych afer. Nie wątpię, że wiedza wrocławskich prokuratorów poszerzyłaby się jeszcze bardziej, bo o wielu sprawkach nie wiedzą pewnie nawet oni.
Tak otwartego wyznania dotyczącego przeszłości, jak wspomniany wywiad Stefana Majewskiego, do tej pory jeszcze nie było. Przecież wielu spośród tych, na których prokuratura ma niepodważalne dowody, po wyjściu z aresztu wypiera się wręcz tego, co robili, a w najlepszym razie chce uchodzić za ofiary wplątane bez wiedzy i woli „w układ”, który nakazywał im określone zachowania. Nawet Zbigniew Drzymała, któremu obca jest przecież mentalność klubowego działacza, potrafiącego załatwić wszystko, mówi, że musiał postępować jak inni, by nie wypaść z ligowego towarzystwa. Nikogo w ten sposób nie przekona, że seria dziewięciu kolejnych zwycięstw Dyskobolii w jednym z sezonów nie była „podparta”. Szeroko rozumiane środowisko piłkarskie miało znakomitą okazję do rozliczenia się z przeszłością po zatrzymaniu Piotra Reissa. Jego szczera opowieść o pozaboiskowej walce o punkty mogła choćby częściowo oczyścić zachlapany honor jego macierzystego klubu. Niestety, w Poznaniu uradzono, że piłkarz będzie się wszystkiego wypierał, stąd też opublikowane przez klub kuriozalne oświadczenie piłkarza, który zapewnia, że nigdy nie sprzedawał meczów (Reiss nic nie mówi o kupowaniu – zauważył przytomnie jeden z moich kolegów), a we wszystkim, co robił, miał przede wszystkim na względzie „dobro Lecha”. Jednocześnie z Poznania na wszelki wypadek dobiega jeszcze bardziej urzędowe wołanie, że obecny Lech to nie tamten Lech...
Stefan Majewski nawołuje do grubej kreski i rozpoczęcia „życia na nowo”. To jeden krok za mało! Są dwie opcje. Jedna to rozpoczęcie działalności związku i klubów w całkiem nowych strukturach, bez ludzi, którzy pracowali na odpowiedzialnych stanowiskach do tej pory. Majewski powiedział publicznie coś, o czym wszyscy i tak wiedzieli – albo ktoś był czynnie zaangażowany w korupcję, albo o niej wiedział i się jej nie sprzeciwiał ze zwykłego oportunizmu i dla własnych korzyści. Ci, co mówią, że nic nie wiedzieli, nie słyszeli i nawet się nie domyślali – zwyczajnie kłamią.
Takie wyjście jest w praktyce niemożliwe, łatwiejszy byłby więc wariant drugi. Wśród prawie dwóch setek zatrzymanych w związku z piłkarską korupcją jest wystarczająco dużo osób na tyle prominentnych, by ich szczere publiczne wyznania spowodowały oczyszczający wstrząs. Nie przed sądem, nie z kajdankami na rękach, nie przed prokuratorem. W prasowym wywiadzie, w audycji telewizyjnej, w radiowej rozmowie. Jak na spotkaniu anonimowych alkoholików – z najbardziej intymnymi szczegółami, przedstawiając się z imienia i nazwiska. Nazywam się Dariusz Wdowczyk.... nazywam się Piotr Reiss... nazywam się Waldemar Krygier... nazywam się Mariusz Ujek... nazywam się Marian Dusza... nazywam się Grzegorz Skwara... nazywam się Tomasz Romaniuk... nazywam się Grzegorz Gilewski...
Stefan Majewski dał przykład. Jeżeli znajdzie się jeszcze takich choćby ze stu, grubą kreskę będzie można ze spokojem sumienia przeciągnąć.Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 7 • dodano 18-02-2009r. przez darek