Futbolowi profanosjonaliści

Krótkie krycie
Mikus Dariusz JanPo raz kolejny czuję się zaskoczony wydarzeniami w polskiej piłce. Chociaż czy aby na pewno...? W końcu po tak wielkiej dawce aplikowanych mi codziennie absurdów nie powinienem już reagować negatywnie na największe nawet bzdury.
Teraz wraca jak bumerang sprawa kompetencji osób dorabiających sobie na życie w klubach pierwszoligowych. Tak, dobrze czytasz, mój Czytelniku - dorabiających - bo też trudno nazwać profesjonalizmem działania, za jakie wstydzić się powinni nawet działacze z podrzędnej okręgówki. Serwisy sportowe nawiedziła informacja o kolejnych walkowerach w tejże dużo znaczącej w polskim piłkarstwie lidze. Na boisko wybiegli nieuprawnieni gracze - tym razem z Wisły Płock i Odry Opole - toteż kluby muszą teraz oddać punkty i dopisać do rejestru straconych goli -3. Dla porządku przypomnę, że jeszcze nie tak dawno mieliśmy do czynienia z kuriozalnym przypadkiem odebrania punktów Zagłębiu Lubin za występ zawodnika, który powinien pauzować za żółte kartki?
Rodzi się proste pytanie.
Co reprezentują sobą faceci, którzy zarabiają autentycznie spore pieniądze w klubach? Ci panowie często przemykają jedynie pod ścianami i pozorują pracę na rzecz polskiego piłkarstwa - ale mnie do tego nic, gdyż płacą im za to pozoranctwo z własnych pieniędzy kluby. Jednak sprawa nie kończy sie jedynie na uzupełnianiu karty kedytowej kolejnym zastrzykiem forsy.
Głupota i nieodpowiedzialność ludzi winnych takim zaniedbaniom jak sprawdzenie, komu wolno zagrać w następnym meczu, uderza finalnie w polską piłkę, bowiem destabilizuje rozgrywki i powoduje, że zamiast na boisku, punkty są przydzielane na suknie stołu organów kontrolnych PZPN. A to już jest dla dyscypliny niebezpieczne!!
To wcale nie jest przypadek incydentalny - a zresztą cztery walkowery w trzech klubach w jednym sezonie - to już samo świadczy o sobie. Problemem w polskiej piłce nie są wcale kolejne błędne decyzje dyletantów, lecz sam fakt dopuszczenia ich do sfery decyzyjnej.
Przyznam, że z rozpaczą obserwuję kolejne tabuny ważnych młodych ludzi tworzących działy marketingu w sporcie, reklamy w klubie, rzeczników prasowych tychże klubów czy nawet reprezentacji oraz osobników próbujących swych sił w podobnych dziedzinach.
Finał jest zazwyczaj podobny jak w przypadku eliminacyjnego meczu naszej reprezentacji we Wrocławiu. Osobno rzecznik klubu, osobno PZPN i osobno reprezentacji - nikt nic nie wiedział, każdy robił, co chciał, a na konferencję prasową nie wpuszczono trenera Słowenii...
W klubach etaty przy korycie dostają zazwyczaj najwierniejsi halabardnicy - na przykład dobrze ustawieni towarzysko i tak samo dobrze piszący dziennikarze zostają rzecznikami prasowymi - bądź osobniki ściśle powiązane z układami familijnymi.
Jeśli to uderza tylko w tak szczególnie zorganizowany klub, to pół biedy. Ale kłopot w tym, że w takim bagnie rodzi się korupcja i wszelkie inne patologie, o jakich ostatnio słyszymy.
Co robić?
Albo czekać, aż w kategoriach rynkowej walki o życie ten chory układ przestanie istnieć - co jest niemożliwe!! - albo zacząć zajmować się profesjonalnym szkoleniem odpowiedzialnych ludzi.
Inaczej po korupcji zeżre nas niekompetencja i głupota...Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 8 • dodano 25-02-2009r. przez darek