Liga wróciła

Krótkie krycie
Mikus Dariusz JanPo długotrwałym, zimowym zarabianiu pieniędzy na handlu piłkarzami - to się nazywa oficjalnie „okienko transferowe” - wracamy na ligowe boiska. No to teraz będzie wesoło...
Najgorzej będą mieli trenerzy, bo odpadnie im już wkrótce nieśmiertelny argument o słabej formie na początku rozgrywek. No bo co mają powiedzieć na usprawiedliwienie drastycznych różnic pomiędzy naszym poziomem gry a ligami zagranicznymi. Ostatnie pucharowe sukcesy Lecha nieco zmieniły proporcje w tej materii, lecz bynajmniej nie może to zmienić zdrowego podejścia do tematu. W Polsce gra się o wiele gorzej niż w wielu krajach o podobnej wielkości czy stopniu rozwoju cywilizacyjnego.
Pierwsze mecze raczej rozczarowały - nie było w nich zbyt wiele walki ani bramek. Właściwie to z boiska wiało nudą - co oczywiście było spowodowane „słabą formą na początku sezonu”...
Trenerzy nie mieli łatwego życia, bo w słabych drużynach ławki rezerwowych są bardzo krótkie i w dodatku umiejętnościami ledwie starczające na aspiracje niższych klas rozgrywkowych. Nic w tym dziwnego, bowiem zmęczeni grą zawodnicy „dopiero wchodzą w sezon” i nie ma komu grać...
Bramkarze łapią na polu karnym muchy, a nie piłki, i wywijają takie babole, że wstydziłby się ich nawet początkujący junior - ale to normalne na progu sezonu. Potem z pewnością będzie już tylko lepiej...
Praktycznie jedyne grupy znajdujące się w naszej piłce w pełni sezonu to... prokuratorzy i działacze. W obu przypadkach rozgrzani stałą walką, przygotowani kondycyjnie do następnych rozgrywek - i w dodatku tak liczni, że wystarczy ich na kilka ławek rezerwowych.
Panowie działacze grają teraz w chodzonego - a raczej tańczonego, bowiem tańcują tak jak im zagra dyrygent o nazwisku Beenhakker.
Tyle że ten ostatni nieco fałszuje i w dodatku gra dla innej orkiestry...
I choć jest to mało popularne w kraju nad Wisłą, to przyznam uczciwie, że traktuję go raczej jako klezmera. Właściwie nic ostatnio nie pokazał, a na dawnych sukcesach (?!) bazować się nie da. Bo też i fakt, iż jesteśmy słabi, nie może usprawiedliwiać stawiania pomnika facetowi, który wprowadził polską drużynę do grona 16 najlepszych w Europie. Co byśmy powiedzieli, gdyby taką samą miarą oceniać siatkarzy czy piłkarzy ręcznych? Zresztą już niedługo po „epokowym sukcesie” okazało się podczas finałów, ile naprawdę jest warta jedenastka stworzona przez Holendra...
I choć po spotkaniu Beenhakkera z prezesem PZPN media podały, iż szkoleniowiec reprezentacji ograniczy swe profesjonalne wysiłki jedynie do polskiej piłki, to coś nie bardzo wierzę w skuteczność tych zapewnień.
Mało tego, sądzę, że przez następne kilka dni będą mieć miejsce kolejne podszczypywania - żeby nie pisać: prowokacje - którymi fan Feyenoordu będzie sprawdzał cierpliwość działaczy piłkarskiej centrali.
Wraca do gry ekstraklasa, to dlaczego nie miałyby się rozpocząć nasze ukochane gierki przy zielonych stolikach...?
Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 9 • dodano 04-03-2009r. przez darek