Chwila relaksu

Krótkie Krycie
Mikus Dariusz JanKończy nam się kanikuła i coraz bardziej żal tych pięknych chwil, gdy nasi piłkarze zawzięcie trenowali za granicami kraju, co kibicom dawało luksus oglądania w telewizji ludzi faktycznie posiadających umiejętność
kopania piłki. To była chwila relaksu – bo reprezentacja jeszcze nie grała, a nasze dzielne zespoły ligowe, którym trafił się w miarę silny przeciwnik pucharowy, już wcześniej dały plamę. Innymi słowy pełny luksus dla oka i ucha kibica. Oczywiście nie we wszystkich wymiarach było tak kolorowo. Bo idąc we Wrocławiu na stadion Śląska, trzeba było uważać, aby nie popsuć sobie dnia przypomnieniem, iż od kilkunastu miesięcy trwale związanym z grodem nad Odrą jest niejaki „Fryzjer” czyli ozdoba polskiej korupcji futbolowej. Człek tak przywiązany do nowego miejsca pobytu, że swą celę opuszcza co dzień ledwie na kilkadziesiąt minut i to tylko na obszarze spacerniaka. Ja tam nie gustuję w talentach owego fryzjera z Wronek – gdzie także jest areszt (!!) - i zamiast w jego okolicach stadionu Amiki, wołałbym zobaczyć jakąś efektowną fryzjerkę - choćby na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Toteż kolejne doniesienia o wyczynach rodzinnych specjalistów od „strzyżenia czarnych owiec” – czytaj: ścigania korupcji w piłce nożnej, przestaję już przyjmować jako wydarzenie i tylko czekam, aż liczna rodzina osadzonych i podejrzanych przekroczy setkę – co może już nastąpić w chwili oddania gazety do druku. Kanikuła bywa nazywana sezonem ogórkowym – co zresztą dyskredytuje te warzywa, bowiem wydarzeń w kraju jest mnóstwo, są one moralnie podejrzane, toteż określenie tego bałaganu mianem „ogórkowy” wcale im chluby nie przynosi... Piszę o tym w kontekście Euro 2012, bowiem w lawinie politycznych potyczek i sporów nie widać żadnych sensownych działań na rzecz zorganizowania tej imprezy. Nie tak dawno napisałem, że gdy nie otrzymamy Euro, to będzie rozpacz, a potem radość, a gdy otrzymamy, to najpierw radość, a potem rozpacz. I chyba tak właśnie jest. Chwila relaksu – czyli polityczny wakacyjny kabareton – sprawiła, że nikt już o problemach Euro 2012 nie chce pamiętać, a jedynym sukcesem ludzi odpowiedzialnych za stworzenie sprzyjających temu projektowi norm prawnych jest ustawa o transporcie kolejowym... To chyba jednak nieco mało... Warto zwrócić uwagę, że już teraz poziom debaty publicznej zszedł na parter, bowiem wiarygodni ludzie sceny politycznej głośno snują rozważania, kiedy to nam odbiorą prawa do organizacji tej imprezy. Ten ton z pewnością nie tylko nie jest mobilizujący, ale nawet pozwala na utrwalenie w głowach stereotypu – negatywnego stereotypu patrzenia na organizację Euro 2012. Jeszcze trochę, a za sukces będziemy uważać, iż nie odebrano nam tychże nominacji do końca tego roku. Sprawa nie jest prosta, bo poprzez wspólne działanie z Ukrainą nabiera kontekstu dyplomatycznego, a wręcz międzynarodowego. Nasze opóźnienia i nasz brak aktywności mogą uderzyć nawet w najbardziej zaawansowane starania sąsiadów ze Wschodu. Jakie będą tego konsekwencje, wyjaśniać nie trzeba. Tak więc nie zawsze chwila relaksu jest pożądana. W sytuacjach, gdy mamy do czynienia ze słabymi grajkami i patologią – TAK!!, ale gdy idzie o prestiż naszego kraju – ABSOLUTNIE NIE!! Panowie politycy, przestańcie grać mecze z TVN oraz odpuście sobie pojedynki na teczki i podsłuchy. Dla was nie ma relaksu – do roboty.
Tygodnik Kibica nr 35 • dodano 28-08-2007r. przez darek