Dziennikarskie halucynacje

Okienko na świat
Ludwiczek CzesławDziennikarstwo to wbrew pozorom trudna sztuka, choć ta „oczywista oczywistość” nie do wszystkich redakcji dociera. Zatrudniają więc w charakterze reporterów osoby, których jedyną zaletą jest pogoń za sensacją, podejmowana na ogół z pogardą dla faktów i umiejętności logicznego myślenia. Uzasadnieniem dla powyższej tezy jest tekst, który w ubiegłym tygodniu ukazał się na portalu internetowym „Dziennika” omawiający pewien list wysłany z UEFA do PZPN, o czym zresztą krócej informowały także portale Sport.pl i „Gazety Wyborczej”. Niestety, media te nie publikują owego pisma, ale za to przytaczają słowa szefa polskich sędziów Kazimierza Stępnia, który powiada, że... „Rzeczywiście, dostaliśmy je. Odnosi się m.in. do tematyki korupcji”, a „Dziennik” dodaje: „...bagatelizując znaczenie listu”. Co więcej, pisze, że list ten wysłany został z departamentu sędziowskiego przez Yvana Cornu, który „w UEFA jest jedną z najważniejszych postaci”. Być może jest jakąś szarą eminencją, bo w skład Komitetu Wykonawczego nie wchodzi. Gdyby dziennikarz piszący ten tekst zechciał zajrzeć na stronę internetową UEFA, to przekonałby się, że pan Cornu jest tzw. responsable, czyli odpowiedzialnym za problematykę sędziowską, głównie za szkolenie arbitrów. Nie jest nawet przewodniczącym Komisji Sędziowskiej UEFA, bo funkcję tę pełni członek Komitetu Wykonawczdego UEFA Angel Maria Villar Llona.
List podobno jest ważny i choć autor tekstu w „Dzienniku” nie zna jego treści, to jednak doskonale orientuje się w stanie ducha i intencjach nadawcy oraz w żądaniach przez niego wysuwanych. Oto bowiem pisze: „Europejska Unia Piłkarska zirytowana biernością PZPN w sprawie korupcji żąda ujawnienia wszystkich szczegółów afery” i dalej „...domaga się od szefów polskiej piłki tego, co już zrobili i co mają zamiar zrobić, by wyplenić korupcję”. Ciekawe zatem, skąd piszący te słowa wie, że Unia jest zirytowana biernością PZPN i że do tej pory nic nie wiedziała o aferze korupcyjnej w polskiej piłce.
Aż dziw bierze, że Michel Platini, który w Warszawie otwierał boisko, że David Taylor, który już dwukrotnie wizytował kilka naszych miast, że delegaci UEFA uczestniczący w zjazdach PZPN, na których przecież o aferze się mówiło, tak byli mało kumaci, że nic się o korupcji w naszej piłce nie dowiedzieli. Aż śmieszne jest także i to, że nikt w UEFA nie wiedział, że aż dziesięć polskich klubów zostało surowo ukaranych, o czym przecież prasa europejska bębniła. Jeśli jednak rzeczywiście PZPN potrafił w ciągu minionych kilku lat spuścić zasłonę odgradzającą działaczy z Nyon od tej wiedzy, to zapewniam Szanownych Czytelników, że pisemna informacja o tej sprawie do UEFA dotarła rok temu.
Jak już wspomnieliśmy, treść listu nie została opublikowana, a co gorsze, nie czytał go autor artykułu w „Dzienniku”, ale nie przeszkadza mu to wysuwać śmiałych tez, przy czym przy ich formułowaniu powołuje się na „rozmówcę Dziennika”, „jednego z byłych działaczy PZPN”, „naszych informatorów”, czyli na całą armię anonimowych postaci. W oparciu o informacje tych fikcyjnych osób pisze, że wobec PZPN „nie wystosowano żadnych gróźb, ale jak udało nam się dowiedzieć, może się to zmienić. W najgorszym przypadku może skończyć się na zawieszeniu władz związku. Pośrednim rozwiązaniem jest wprowadzenie do PZPN nadzorcy z ramienia UEFA”. Otóż już z tych ostatnich dwóch zdań jasno wynika, że informatorem dziennikarza nie mógł być żaden z byłych działaczy PZPN, bo ten by zapewne wiedział, że UEFA, podobnie zresztą jak i FIFA, w całej historii swojego istnienia nigdy do żadnej krajowej federacji piłkarskiej nie wprowadziła jakiegokolwiek nadzorcy, kuratora czy zarządcy. Bo UEFA stoi na straży samodzielności federacji piłkarskich i jeśli odsuwa je od międzynarodowych rozgrywek piłkarskich, to tylko wtedy, kiedy rządy jakichś państw owych kuratorów wprowadzały.
O tym nie wie chyba także „Gazeta Wyborcza”, bo włącza się do tego chóru, stwierdzając, że „kiedy międzynarodowe władze poznają całą prawdę o trwającej już bez mała cztery lata aferze, o ponad 200 osobach zatrzymanych, o dziesięciu klubach ukaranych, Polsce może grozić odebranie Euro 2012”. O tym, w jakim błedzie był ten portal, przekonał się on sam już następnego dnia, bo jego przedstawiciel dodzwonił się do rzecznika UEFA i doradcy Michela Platiniego, Williama Gaillarda, który zaprzeczył, że pismo ma związek z korupcją w polskiej piłce, a dotyczy wyłącznie problemu z polskimi sędziami, którzy coraz rzadziej są typowani do prowadzenia meczów międzynarodowych. Ten list to rutynowe pismo – czytamy na portalu Sport.pl – Nie przewidujemy żadnych kar, chcemy tylko wyjaśnień, jak PZPN chce rozwiązać problem braku sędziów.
I to wszystko, choć na dobrą sprawę w tekście z „Dziennika” można by wykazać kilka jeszcze nieścisłości, sprzeczności i niekonsekwencji.
Czesław Ludwiczek
Tygodnik Kibica nr 11 • dodano 18-03-2009r. przez darek