strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Futbol to prosta gra

Dziury w całym

Filipiak Wojciech
Jestem do tej pory w szoku po obejrzeniu sobotniego meczu Irlandia Północna – Polska. Owszem, zirytowały mnie błędy Boruca, bo na podwórku przegania się winnego takich kiksów z boiska, ale to nie on jest głównym winowajcą porażki. Ta obserwacja dotyczy nie tylko reprezentacji Polski – od pewnego czasu zauważam, że mecze międzypaństwowe mocno się różnią od spotkań ligowych (a oglądać możemy przecież na bieżąco wszystkie liczące się ligi w Europie). Wystarczy popatrzeć, jak grają ostatnio Francuzi, Włosi, nawet Niemcy - reprezentanci przystępują do gry spięci, zestresowani, w widoczny sposób przytłoczeni odpowiedzialnością. W macierzystej drużynie klubowej gra się swobodniej, na większym luzie. Nie można zagwarantować, że w Belfaście wygrałby na przykład Lech, ale na pewno inne byłoby tempo tego meczu, inna dynamika. Z reprezentacją Czarnogóry poradziłaby sobie z pewnością przeciętna drużyna włoskiej Serie B, tymczasem zespół narodowy męczył się niemiłosiernie. Nawet Rosjanie z trudem wbili dwa gole Azerbejdżanowi, chociaż azerska ekstraklasa to w najlepszym razie trzecia liga rosyjska. Psychiczny stres, wynikający z przeświadczenia o wyjątkowości reprezentacyjnej misji, wiąże piłkarzom nogi i krępuje ich umysły. Wymagania opinii publicznej są bowiem tak wielkie, że sami zawodnicy w tę wyjątkowość wierzą. Już niemal każdy mecz jest tym najważniejszym, od którego wszystko zależy. Tak pisano też i mówiono o meczu w Belfaście, którego rezultat w żadnym wypadku o niczym nie przesądzał, bo ani porażka nas nie eliminowała, ani zwycięstwo nie zapewniało jeszcze awansu. Powstaje sprzężenie zwrotne, które się pogłębia i nawzajem napędza. Zawodnicy, przedstawiani w mediach w roli herosów, szybko wskakują w tę skórę, nie dopuszczając krytyki (zaiste, czasem przesadnej), która ten ich majestat podważa. Przesuwają się przed kamerami niczym bogowie, sprawiają wrażenie, że oddychają innym powietrzem i żywią boskim nektarem i ambrozją. Do pewnego stopnia to nie ich wina – taki obraz reprezentanta został przecież wykreowany, chociaż jego odbiór, zwłaszcza po meczach przegranych, obraca się przeciwko zawodnikom. Nie bez winy są też trenerzy. Zwykło się uważać, że prowadzenie reprezentacji narodowej to wielki zaszczyt i apogeum trenerskiej kariery. Tak na pewno jest, ale są i tacy, którzy ten splendor cynicznie wykorzystują. Mam na myśli trenerów prowadzących „obce” reprezentacje: dla Beenhakkera praca w Polsce nie jest żadnym zaszczytem, a taką samą okazją do zarobienia pieniędzy, jak poprzednia posada w Trynidadzie. Nie inaczej jest z Hiddinkiem w Rosji, Vogtsem w Azerbejdżanie, i całą grupą szkoleniowców, którzy z pracy z zespołami narodowymi różnych krajów uczynili sobie sposób na życie. By uwiarygodnić aurę cudotwórcy, jaka ich otacza, zachowują się jak staroegipscy kapłani, którzy wyraźnie dawali do zrozumienia, że są ważniejsi od faraona, bo tylko oni mają prawo obcować z bogami. Do przesady komplikują prostą w sumie grę, jaką jest futbol, i być może nawet zawodnicy nie bardzo rozumieją, o co im chodzi. To się nie może skończyć dobrze, zwłaszcza w połączeniu z arogancją, lekceważeniem partnerów i krótko mówiąc – prostactwem niektórych mędrców od kopania piłki. Po takim meczu jak w Belfaście można się zastanawiać, jakim cudem większość piłkarzy polskiej drużyny ma miejsca w swoich ligowych zespołach, w których przecież spisują się na tyle dobrze, że ktoś tam ich jednak zatrudnia. Oni naprawdę umieją grać znacznie lepiej niż pokazywali to w sobotę, ale nie zdołali stworzyć drużyny. Za bardzo przejęli się odpowiedzialnością, zabrakło atmosfery, entuzjazmu, zwykłego ludzkiego luzu. Może akurat ulice Belfastu nie są dobrym miejscem na spacery, ale na pewno nie wpływa korzystnie na sportowców trzymanie ich przed zawodami w klatkach, choćby nawet złotych. Nie da się ukryć, że przed środowym meczem w Kielcach dymisja trenera reprezentacji Polski wisi na włosku. Uratować go może tylko lawina polskich goli. Piłkarze powinni o tym zapomnieć i po prostu grać w piłkę. Najprościej jak potrafią. Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 13 • dodano 01-04-2009r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915334