strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Szeroko, z uśmiechem i skrzydłami

Dziury w całym

Mikus Dariusz Jan
Nie sposób nie nawiązać dzisiaj do efektownego zwycięstwa reprezentacji nad San Marino i do... ubiegłotygodniowego felietonu w tej rubryce. Nie trzeba było być geniuszem myśli trenerskiej, żeby zauważyć, że w fatalnym meczu w Belfaście popełniony został błąd nie w przygotowaniu zespołu pod względem kondycyjnym i technicznym, bo za to Leo Beenhakker nie może przecież odpowiadać. Zawiodła taktyka, a przede wszystkim psychika. W tej sytuacji lepszego rywala niż San Marino w następnej serii spotkań eliminacyjnych nie można było sobie wymarzyć. Wiadomo z góry, że zespół ten nigdy nie wychodzi na boisko z zamiarem odniesienia zwycięstwa – z założenia ma być tylko tłem dla silniejszych przeciwników oraz w miarę możliwości i sił im przeszkadzać. Zespół klasy – dajmy na to – Stali Poniatowa i tak radzi sobie przyzwoicie w różnego rodzaju rozgrywkach, a oprócz Polaków dziesięć goli udało się ostatnio strzelić tej reprezentacji włoskiej gminy, z historycznych i turystycznych względów cieszącej się „cepeliowską” niepodległością, tylko reprezentacji Niemiec, która wygrała jeszcze wyżej niż nasi, bo 13:0. Nawet Anglicy zdobyli tylko siedem bramek i na dodatek pozwolili sobie jedną strzelić, co jest chyba największym osiągnięciem futbolu San Marino. To, że akurat Niemcy zdrowo sobie postrzelali, nie jest przypadkiem, podobnie zresztą (ale z nieco innych powodów) jak i nasze wysokie zwycięstwo. U nas panuje opinia, że sparingi przedsezonowe należy grać z silnymi przeciwnikami, najlepiej z renomowanymi drużynami zagranicznymi. Ba, pod tym względem ocenia się nawet organizacyjną sprawność klubu! Udało się załatwić w Turcji silnych sparingpartnerów – chwali się organizator obozu, który z kolei ganiony jest, gdy okazuje się, że silny teoretycznie klub przysłał na sparing akurat głębokie rezerwy. Niemiecka myśl szkoleniowa ma inne rozwiązania: zanim zespół przystąpi do właściwych prób generalnych, odbywa się seria sparingów z zespołami okolicznych lig wiejskich, w których drużyny Bundesligi aplikują rywalom i po dwadzieścia goli. Pozornie bez sensu, ale przecież i w takim właśnie meczu bez presji można się wiele nauczyć i nabrać wielu przydatnych później nawyków. W minioną środę w Kielcach nasz zespół właściwie ocenił klasę rywala i podszedł do meczu tak jak przeciwnik na to zasługiwał: poważnie, z szacunkiem i koncentracją, ale i bez „garba” odpowiedzialności za wynik i bez wyrytych w świadomości krępujących schematów taktycznych. Nie była to gra typu „płasko, dołem i ambitnie”, o której wiadomo, że nie będzie efektowna, ale w konfrontacji z silniejszym rywalem może przynieść sukces. Raczej „szeroko, z uśmiechem i skrzydłami” - bez przesadnej troski o dyscyplinę taktyczną, za to z fantazją i możliwością improwizacji. Czy w meczu, w którym decydować miałby jeden gol, Ebi Smolarek odważyłby się na taki strzał, jakim zdobył ostatnią swoją bramkę? Albo obaj Lewandowscy? Gdy stawką jest zwycięstwo, a nie „tytuł mistrza świata w graniu na bębnie” - jak mawiał trener Łazarek, na pewno podświadomie szuka się bezpiecznych, pewnych rozwiązań. Oklaski po meczu w Kielcach należą się naszym zawodnikom nawet nie za te dziesięć bramek (a może lepiej – nie tylko za gole). Równie ważne było samo podejście do meczu i pokaz indywidualnych możliwości każdego z graczy – z tej próby nasz zespół wyszedł zwycięstwo. Strzelenie jakiemukolwiek rywalowi dziesięciu goli to w futbolu pewien symbol, bo coś takiego nie zdarza się przecież codziennie. Dwucyfrowy wynik nobilituje zwycięzców i upokarza pokonanych. Jednym należy bić brawo i dlatego z niesmakiem przyjąłem komentarze poddające w wątpliwość osiągnięcie Polaków, drugich pocieszyć, podtrzymać na duchu i podziwiać (jak w przypadku ekipy San Marino) odwagę amatorów, bez strachu w sercu wychodzących na boisko do meczu z często przesadnie pewnymi siebie piłkarskimi „gladiatorami”. Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 14 • dodano 08-04-2009r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915341