Zapach cykorii

Krótkie krycie
Filipiak WojciechPZPN boi się podjąć decyzję w sprawie Leo Beenhakkera. Bo jak inaczej nazwać trywialne wręcz uciekanie od tematu na wtorkowym posiedzeniu przed meczem z San Marino oraz póżniejsze sugestie, iż los trenera może być zagrożony w przypadku przegrania tegoż meczu. To zupełnie tak jakbyśmy uzależniali losy ministra Drzewieckiego od tego, czy wybuchnie wulkan na Kasprowym Wierchu. Prawdopodobieństwo tych zdarzeń jest wielce podobne...
I nie idzie wcale o jednoznaczne podejście do ostatnich wyczynów i wyników Holendra, lecz o obawy przed wzięciem odpowiedzialności za losy eliminacji do MŚ. To przypomina zabawę staromodnej panienki kokietującej kawalera w stylu: „Chciałabym i boję się...”. Bo też co miałaby zmienić dziesięciobramkowa wygrana z San Marino?
Potencjał futbolowy tej mikrorepubliki jest powszechnie znany i – co ważne - niezmienny od dłuższego czasu. Bo też i o zmiany trudno, gdy zajmuje się ostatnie miejsce w rankingu FIFA i dorobkiem „0” – słownie: zero – punktów. Ale towarzystwo na swym ostatnim miejscu mają wyborne, albowiem sekundują im wiernie i od lat takie potęgi jak Papua Nowa Gwinea i Wyspy Samoa. Innych federacji z zerowym kontem nawet nie podaję, bowiem dla przeciętnego zjadacza chleba nazwy te brzmią bardziej obco niż egzotycznie i ni cholery nie wiadomo, jaką stronę atlasu świata przeglądać w poszukiwaniu tak mikroskopijnego państewka. San Marino liczy sobie aż 30 tysięcy mieszkańców – co przy pominięciu kobiet sprawia, że reprezentantem staje się jeden mężczyzna na tysiąc statystycznych obywateli – wliczywszy w to dzieci i staruszków oczywiście. Czyli jest nieźle...
Dwucyfrowa wygrana w Kielcach cieszy mnie znacznie mniej niż wygranie z San Marino 1:0 przy jednoczesnym, nawet bezbramkowym remisie z Irlandią Północną. Ale to trudno wytłumaczyć pseudoznawcom tematu. Bo jak inaczej nazwać czwartkowe doniesienia TVN, iż w walce o awans liczą się: Polska, Czechy oraz Słowacja. A może tak ktoś przy punktowych symulacjach rozwoju sytuacji w naszej grupie przypomni sobie, iż nie odpadli też Słoweńcy, którzy mają w zapasie jeszcze dwa mecze z San Marino, czyli zapewne 6 punktów do dopisania.
Do łez rozbawił mnie za to Jerzy Engel, którego powszechnie cytowano w internecie, gdyż ogłosił tezę, iż faworytem naszej grupy eliminacyjnej jest Polska. Lubię pana Jerzego i cenię go jako trenera, lecz takie postawienie sprawy jest albo chwilowym przyćmieniem intelektualnym albo strzelaniem sobie gola samobójczego.
Faworytami to bylibyśmy nawet wtedy, gdyby komplet wygranych – bez względu na wyniki rywali – dawał nam pewny awans. Niestety, tak wcale nie jest...
Teraz to „faworyt” musi się modlić o korzystny układ wyników naszych przeciwników. A dopóki nie zgubią oni kluczowych w końcowej rozgrywce oczek, to w okolicach PZPN nadal unosil się będzie zapach cykorii.
Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 14 • dodano 08-04-2009r. przez darek