Klinsi w fotelu katapultowym

Okienko na świat
Ludwiczek CzesławOd chwili, gdy Bayern Monachium doznał sromotnej klęski w spotkaniu z Barceloną, trener bawarskiej drużyny Juergen Klinsmann usadowiony został - przynajmniej przez prasę niemiecką - w fotelu katapultowym. Problem tylko w tym, czy ktoś, kto kontroluje ów lotniczy mechanizm, zdecyduje się nacisnąć guzik wyrzutni, czy też nie. Zdania na ten temat są - jak często w takich przypadkach bywa - mocno podzielone, jedni uważają, że były internacjonał niemiecki lada moment wyskoczy z siodełka, inni twierdzą, że nic mu nie grozi, przynajmniej w najbliższym czasie.
Były selekcjoner reprezentacji Niemiec jest bardzo mocno krytykowany, a w konsekwencji prasa w tym kraju co pewien czas anonsuje jego odejście. Rewolwerowy, ale i opiniotwórczy dziennik „Bild” pisał już wkrótce po Barcelonie, że Klinsi powinien opuścić klub najpóźniej po zakończeniu sezonu. Inne periodyki podkreślają, że Klinsmann przyszedł do Bayernu, aby zabłysnąć z nim na scenie europejskiej, tymczasem już w ćwierćfinale pożegnał się z Ligą Mistrzów...
Sam zainteresowany jest jednak w lepszym nastroju. Ciągle jest przekonany, że sprawuje pełną kontrolę nad swoją formacją. Już następnego dnia po katastrofie w Katalonii zapewniał niemiecką agencję prasowo-sportową SID, że jego przemówienie do zawodników zostało bardzo dobrze przyjęte przez całą ekipę. - Trzeba się teraz podnieść na duchu i skoncentrować całkowicie na Bundeslidze - mówił - Nie będzie łatwo wyrównać stratę, ale musimy zrobić wszystko, aby nadrobić stracone punkty. Ponieważ jednak wyniki Bayernu nie są zadawalające, Klinsmann i jego sposób przygotowania i prowadzenia drużyny stał się przedmiotem wielu debat. Jedna z nich omawiała jego zmodyfikowane metody treningowe zastosowane na początku sezonu. Przypomniano, że sprowadził on amerykańskiego specjalistę fitnesu, że wprowadził seanse jogi i nowe metody relaksu, że w końcu zainstalował w centrum treningowym Bayernu statuę Buddy. Niewiele to jednak dało, bo na początku sezonu jego drużyna grała słabo. Na szczęście po kilku tygodniach owego Buddę ktoś ukradł.
Zdaniem Klinsmanna wszystko to miało dać zawodnikom szybkość i siłę mentalną, ale niestety - powiadał - miał za mało czasu, aby się zawodnicy do tych metod przyzwyczaili, stąd m.in. owe straty w pierwszych meczach. Teraz, po kolejnych wpadkach, bawarski trener zdaje sobie sprawę, że jego pozycja w klubie jest coraz bardziej niepewna, ale on się tym nie zraża. Klinsmann jest pewny siebie i mimo owych fatalnych wpadek nadal wykazuje cechy zarozumiałego bufona. Niektórzy twierdzą, że te klęski, jakich doznała jego drużyna, nic go nie nauczyły.
Takiego mniej więcej zdania jest były internacjonał niemiecki, świetny niegdyś rozgrywający, mistrz świata z 1974 roku Gunter Netzer. W wywiadzie udzielonym wspomnianemu już wyżej „Bildowi” oświadczył, że część kibiców Bayernu Monachium nie wyraża publicznie swojego zdania. Za to on szczerze mówi, co myśli o sytuacji w klubie. Twierdzi mianowicie, że decyzja gremiów kierowniczych Bayernu powierzenia stanowiska trenera Juergenowi Klinsmannowi była wielkim błędem. Netzer zarzuca Klinsmannowi pełniącemu tę funkcję od lipca ubiegłego roku, że jest debiutantem na posterunku trenera klubowego, nie ma w tej pracy żadnego doświadczenia. Przy tym wszystkim cechuje go arogancja i kompleks wyższości. Przyszedł do klubu z górą obietnic i ambicji. Chciał zmienić mnóstwo rzeczy, wprowadzić swoje metody trenowania drużyny. Przedstawiał się jako guru przygotowania fizycznego i motywacji psychicznej zawodników, ale nic nie udało mu się zdziałać. Netzer dodał, że Klinsmann stracił poczucie rzeczywistości, a przy tym jakąkolwiek kontrolę nad swoją drużyną. Uważa on, że związek Bayern-Klinsmann to ogromny błąd, który trzeba szybko naprawić.
Czesław Ludwiczek
Tygodnik Kibica nr 16 • dodano 22-04-2009r. przez darek