strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Szczyty bezradności

Krótkie krycie

Mikus Dariusz Jan
W tym tygodniu sypnęło nam w najwyższych ligach szczytami. Niestety, forma prezentowana podczas gry wcale nie była z wierzchołków piłkarskiej sztuki. Lech z Legią zagrał pierwszą połówkę wręcz bojaźliwie - w niczym nie przypominał drużyny kąsającej rywali wieloma nieszablonowymi zagraniami. Na szczęście po przerwie się obudził i jego kibice choć przez trzy kwadranse mogli być zadowoleni. Legia dokładnie odwrotnie - po „średniej plus” pierwszej odsłonie, w drugiej dała się zapędzić w kozi róg, czym wydatnie pomogła „Kolejorzowi” w uzyskaniu remisu. Ale taki podział punktów - czytaj: strata dwoch kolejnych - nie jest satysfakcjonujący dla żadnej ze stron. Tego samego dnia miał miejsce drugi mecz na szczycie - tym razem w I lidze. Zagłębie Lubin grając solidnie, aczkolwiek wcale nie rewelacyjnie, bez trudu zdmuchnęło pruszkowski Znicz. Miedziowi wygrali zasłużenie, a raczej skutecznie pozwolili przegrać gospodarzom, którzy nie pokazali praktycznie nic, czego można było się spodziewać po aspirującym do awansu liderze tej klasy rozgrywek. Gdzie tu jest pies pogrzebany? A raczej: jaki jest wspólny mianownik obu spotkań? Wygląda, że w naszych ligach nic od lat nie zmieniło się w mentalnym podejściu do kluczowych spotkań. Jest nerwówka i wyczekiwanie na błąd rywala, a potem kurczowe trzymanie wyniku. W końcówce dochodzi najczęściej do szturmu ze strony przegrywających, którzy mają już nóż na gardle, a rywale myślą wtedy tylko o kurczowej obronie. Częstochowa najczęściej nie pada, a sukces rodzi się „na skutek nieskuteczności”. Bramkowej rywala oczywiście... Teraz sięgnę po przykłady z najwyższego poziomu. Skoro mecze ważnej rangi pętają nogi naszym graczom, to dlaczego podobnego problemu nie mają piłkarze w najlepszych ligach? Oczywiście nie mam wątpliwości co do różnic ciężaru gatunkowego spotkań Legii z Lechem w porównaniu do rywalizacji Realu i Barcelony. Ale - co zabrzmi dość szokująco - jest to czynnik obciążający nasze piłkarstwo. Bowiem skoro w tak markowych meczach jak Inter-Milan czy Arsenal-Chelsea pilkarze, czując na plecach presję oczekiwań tysięcy kibiców, a na barkach ciężar odpowiedzialności za decydujący mecz, potrafią zagrać z polotem, to dlaczego naszych na to nie stać. Wszak na boisko wybiegają z drugiej strony gracze o podobnych umiejętnościach, toteż nawet gdy nie oczekujemy fajerwerków techniki, to na emocje i nieco chęci do otwartej gry powinniśmy sobie zasłużyć. Niestety, granie spotkań o sześć punktów nadal nie jest polską specjalnością. Nie tyle się je wygrywa, co nie przegrywa... Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 17 • dodano 29-04-2009r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915343