strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Grupa wysokiego ryzyka

Krótkie krycie

Mikus Dariusz Jan
Bieganie po boisku z futbolówką nie bywa przedmiotem aż tak wielkich stresów, jak oczekiwanie w okolicach linii bramkowej na niecne czyny (czytaj: strzały) złośliwych napastników. Golkiperzy muszą się nielicho nadenerwować - szczególnie, gdy występuje „syndrom bezrobocia” lub mecze podwyższonych motywacji. W pierwszym wypadku - wbrew pozorom - nie chodzi wcale o brak roboty w fachu, ale o boiskową bezczynność podczas rozgrywania meczu. Sytuacja taka jest dobrze znana fachowcom i zainteresowanym do tego stopnia, że powszechna jest opinia, iż dla bramkarza znacznie lepsze od totalnego zastoju jest choćby symboliczne interweniowanie, co kilka minut. Wprawdzie nie każdy bramkarz - właśnie jako przedstawiciel grupy wysokiego ryzyka zawodowego - musi być postrzegany jako saper, ten, co myli się tylko raz, lecz każdemu stawia się zarzuty za babole w okolicach pola bramkowego. Ale gradacja musi być... Tylko jak porównać wyczyn - bardzo słynny wyczyn!! - Janusza Jojki, które potrafił zdobyć bramkę (samobójczą!!) ręką (własną!!) i to zgodnie z przepisami; z niemniej słynną interwencją Kuszczaka, który wpuścił w meczu reprezentacji „kołnierzówę” po wykopie piłki przez jego vis a vis z drugiej bramki.... Oba te wyczyny przeszły do annałów piłkarskich opowieści o zdarzeniach niesamowitych... i bardzo wstydliwych, a wręcz kompromitujących. W almanachu bramkarskich wielbłądów znajdziemy też kilka interwencji Jurka Dudka, który to ma w zwyczaju psuć sobie doskonałe recenzje po rewelacyjnych, wręcz niemożliwych obronach w beznadziejnych sytuacjach, dziecięcymi wprost kompromitacjami przy łatwych interwencjach. Taka widać już jego uroda gry - a może tylko kłopot z zachowaniem równej, stabilnej koncentracji przez cały mecz... W ostatniej kolejce oberwało się mocno dwóm bramkarzom - są nimi Dolha i Cabaj. W wiadomościach portalu Onet przeczytałem zaproszenie: „zobacz kiks roku Cabaja!”. Niestety, mam inne odczucia. Bo choć kiks był, to robienie z Cabaja jedynego winowajcy jest przesadą, bo akurat w tym momencie można się przyczepić także do stanu murawy na polu bramkowym Cracovii. Oczywiście markowy bramkarz - a za takiego Cabaja mam nadal - powinien być przygotowany na możliwość rykoszetu czy nieregularnego odbicia piłki od trawy, lecz wina jego w tym zakresie nie jest jednak tak wielka jak mu się przypisuje. Natomiast w przypadku Dolhy problem wydaje się zupełnie inny. 45 minut na stadionie Wisły, niedawnego pracodawcy, okraszone wpuszczeniem czterech goli, będzie jego koszmarem jeszcze przez wiele lat. Charakterystyczne są słowa „Franza” Smudy, który po meczu powiedział, że w przerwie, w szatni, Dolha był blady jak ściana. Chyba po prostu ten naprawdę niezły bramkarz nie wytrzymał presji meczu - nie sprostał wyzwaniu, jakim było ustawienie się w opozycji wobec kibiców, dla których jeszcze do niedawna był bohaterem i przyjacielem, a którzy teraz rzucają w niego monetami, krzycząc: „zdrajca”, „Judasz”. Podobno prawdziwy profesjonalista powinien mieć taką atmosferę za nic i robić swoje. Ale czy to opinia mająca do końca logiczne uzasadnienie? Przecież zawsze są emocje, sentymenty, chęć pokazania się - a wtedy stres może przekroczyć granice wytrzymałości człowieka - bo takim zawsze pozostanie na boisku zawodnik. I dlatego - pomimo naprawdę dużych błędów w ostatnich meczach - traktuję „wyczyny” obu panów z bramki raczej jako wypadek przy pracy.
Tygodnik Kibica nr 37 • dodano 05-09-2007r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915343