strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Wielka gra

Krótkie krycie

Mikus Dariusz Jan
W jednym z niedawnych felietonów wywołałem wilka z lasu, pisząc o niewiarygodnych wręcz dla polskiej ligi emocjach, jakich dostarczają mecze Barcelony z Realem. Kto nie uwierzył, mógł popatrzeć na pokaz futbolowego kunsztu, jakim uraczyły nas obie jedenastki podczas ostatniego weekendu. Wszystko było w tym meczu niezwykłe - nawet wynik, bardziej przypominający spotkanie hokejowe. Jednak 6:2 dla Barcelony to nie tylko wykładnia różnicy klas - a nade wszystko pochwała profesjonalnego podejścia do gry. U nas, przy dwubramkowym prowadzeniu, jedynym marzeniem zawodników, trenera i ławki rezerwowej jest bezpieczne dowiezienie korzystnego rezultatu do końca. A ponieważ umiejętności nie staje, to najlepiej robić to przy pomocy podań do bramkarza i rozgrywania równoległych piłek w defensywie. W Hiszpanii robi się to zupełnie inaczej - tam zadowoleni z gry mają być kibice. Dwa kraje i dwa piłkarskie światy. Tam objawia się sztuka - w znaczeniu: artyzm. W Polsce sztuką jest znalezienie w ekstraklasie solidnego rzemiosła. Owszem, mamy aspiracje wielkomocarstwowe, ale jak bardzo są one na wyrost, świadczą składane na klęczkach deklaracje działaczy PZPN, aby naszej ligi, broń Boże, nigdy nie porównywać do włoskiej, hiszpańskiej czy angielskiej... To prawda - takie porównania uczą pokory. Tylko czemu tej pokory brakuje działaczom w epatowaniu się (ponoć niedługo już nadchodzącymi, lecz wciaż oczekiwanymi) sukcesami...? W końcu my też możemy się czymś pochwalić. Choćby twierdzeniem, że poziom naszej ligi jest żenująco wyrównany. Oznacza to, ni mniej ni więcej, że każdy może wygrać z każdym do tego stopnia, iż w decydującej fazie walki o tytuł karty rozdają ligowi słabeusze. Bo jak inaczej tłumaczyć kłopoty, z jakimi borykała się w ostatniej kolejce ligowa trójka z podium? Lech zremisował z Ruchem, Wisła zostawiła dwa punkty w Gliwicach, a Legia wygrała z ŁKS-em jedynie dzięki wspaniałomyślności Sieranta, który w ostatniej minucie doliczonego czasu gry bezsensownie, samobójczo wpakował piłkę do własnej bramki. Żeby było weselej, drużyny rozdzielające medalowe fanty sadowią się w podejrzanie niskich rejonach tabeli - czytaj: nie stwarzają na co dzień realnego zagrożenia dla ligowych gigantów. No to ja już wolę sobie pooglądać Real z Barceloną. O Boże!! Jaki ja jestem odkrywczy - w końcu gdybym napisał coś odwrotnego, to nadawałbym się już tylko do zarządu PZPN(!!). Nadal jednak nie twierdzę, że polską ligę należy odgrodzić drutem kolczastym od znakomitych lig europejskich. Marzenia i aspiracje też powinniśmy mieć na wysokim poziomie - ale aby takowe urealnić, potrzebne nam jest zupełnie inne podejście do piłki. Już dawno zapomnieliśmy, że gra się dla ludzi i właśnie widownia ostatecznie osądza, na ile wielkie widowisko tworzą zawodnicy. Ci natomiast, nie potrafiąc zagrać nic wielkiego, preferują swą małą grę na dużym boisku... Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 18 • dodano 06-05-2009r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915343