Smutny koniec prawd oczywistych

Krótkie krycie
Mikus Dariusz JanZe smutkiem muszę stwierdzić, że oczekiwany od tygodni mecz na szczycie - spotkanie Wisły z Legią - pogrążył na zawsze powtarzane od lat futbolowe prawdy oczywiste. Bo choć spodziewano się po rodzimym klasyku piłkarskiej uczty, to skończyło się na wizycie w barze szybkiej obsługi - w dodatku serwującym nieco przypalone frytki.
Jednak niewątpliwym sukcesem graczy było obalenie kilku prawd oczywistych. Po pierwsze, nigdy już nie uwierzę, iż „gra się tak jak przeciwnik pozwala”. Otóż po niedzielnym meczu wiem, że gra i wynik nie jest wcale wypadkową tego, co prezentuje własna drużyna, i tego, jak pozwala jej na rozwinięcie skrzydeł rywal. Jest dokładnie inaczej - gra się przeciętnie, a przeciwnik na wszystko pozwala w zamian za psucie niezliczonej liczby stuprocentowych sytuacji. To, co wyczyniał w meczu - według mnie decydującym o tytule mistrza Polski - Tekesure Chinyama, przejdzie do kanonów nieudacznictwa w polu karnym. Śmiem twierdzić, że jeśli Legia nie wywalczy tytułu, to zadecyduje o tym w wielkiej mierze tragiczna postawa ich najlepszego do niedawna napastnika. Obserwując go, wprost trudno uwierzyć, że jest jednym z najbardziej skutecznych zawodników naszej ligi.
On też stał się przyczynkiem do nowelizacji kolejnej futbolowej prawdy, iż „piłka jest okrągła, a bramki są dwie”. W jego przypadku piłka jest nieprzewidywalnie kanciasta, a czasem nawet przypomina jajo od rugby. Co do bramek, to w przypadku ciemnoskórego napastnika konieczne wydaje się ich podwojenie - powinny stać obok siebie na jednym polu karnym, a wówczas spudłowanie z metra będzie o wiele trudniejsze. Ale - co należy oddać Chinyamie po meczu w Krakowie - nie jest to wcale takie niemożliwe...
Inna sprawa, że aktualna wersja powiedzenia przytaczanego powyżej powinna dzięki Chinyamie brzmieć: „Piłka okrągła, a bramkarzy jest trzech”... Takesure zrobił wiele, aby wprowadzić tę nowinkę, broniąc wspaniale zmierzający do bramki strzał Maćka Iwańskiego. Uczynił to na tyle skutecznie, że Ajwen musiał mu długo pokazywać swoje aktualne odczucia, wymownie klepiąc się ręką po czole. Ciekawe, czy Takesure wie „co poeta miał na myśli”...?
Nieprawdą jest też, iż „niewykorzystane okazje się mszczą”. Gdyby tak było, to Wisła musiałaby pokarać Legię w wymiarze odpowiadającym ostatniemu wynikowi Barcelony z Realem - za przeproszeniem tych ostatnich klubów, oczywiście...
Teraz mamy trzech kandydatów do tytułu - co jest akurat dobrem oczywistym. Tylko dlaczego ci kandydaci do medali nie dostarczają nam spodziewanych emocji i doznań estetycznych na miarę zdobywców czampionatu? A może powinniśmy zmienić parametry i zamiast tytułować ich mianem mistrza, wicemistrza itd. przyznawać nagrody w kategorii: szesnasty, piętnasty i czternasty od końca?
Może to zbyt złośliwe, ale coś z prawdy w tym jest...
Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 19 • dodano 13-05-2009r. przez darek