strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Urna w kształcie stadionu

Krótkie krycie

Mikus Dariusz Jan
Paranoja polskiej piłki sięga do poziomu naszego życia politycznego. A może to nasze życie polityczne dobiło dna kryminogennej murawy...? To nie jest jakaś wielka sztuka napisać tekst o wykorzystywaniu sportu dla potrzeb polityki. Szanujący się obywatel zatrudniony na stałe w Sejmie RP potrafi zrobić naprawdę wiele, aby zbudować wizerunek trybuna ludowego z trybun piłkarskich. Oczywiście wynik takich działań w wielkiej mierze zależy od rezultatu gier, pod jakie podłącza się medialnie polityk, ale już samo odpuszczenie tak wyśmienitej okazji uznane by było przez jego PR-owy sztab za błąd nie do wybaczenia. A nie zawsze się udaje i to bez względu na kolor partyjnego sztandaru. Bo zdarza się - jak tego doświadczył Aleksander Kwaśniewski - że zamiast dobrego wizerunku po wygranej, naród zapamiętuje obraz wpadek propagandowych lub kojarzy polityka z porażką drużyny. Dziś z koreańskiej wyprawy prezydenta kibice dobrze pamietają mierny wynik, a najbardziej - mierną, bardzo mierną wokalizę hymnu narodowego w wykonaniu Edyty Górniak. W pamięci Polaków został dzięki temu na lata obraz mocno zirytowanego prezydenta błagalnie spoglądającego w niebo. To faktycznie była obsuwa do zapamiętania na wiele lat!! Obecny prezydent też chętnie podpina się pod ewentualne sukcesy reprezentacji narodowej. Szkopuł w tym, że tych nie ma! A już nawet gdy wybiera się na mecze kadry, to szczęścia jej raczej nie przynosi. Albo odwrotnie. Wyniki piłkarzy nie są odskocznią medialną dla prezydenta Kaczyńskiego - nawet gdy kamery pokazują go z biało-czerwonym szalikiem na szyi, co miało miejsce podczas meczu z Austrią na ostatnich mistrzostwach Europy. Teraz zabawa jest na całego, bo chętnych do podłączenia się pod następne finały jest kupa. Słyszałem już nawet wygłoszone przez polityków w mediach głosy o ME 2012, które „załatwił dla Polski Lech Kaczyński”. Akurat przypadkowo nie byli to panowie z PO czy Lewicy... Jednak im bliżej imprezy, tym więcej można ugrać na nieco żenujących gierkach politycznych. Ostatnio popis dali politycy PiS z byłą panią minister sportu na czele. W wywiadzie radiowym przed ogłoszeniem przez Platiniego, jakie miasta ostatecznie zorganizują w Polsce ME, Elżbieta Jakubiak powiedziała: „Od 2007 roku, od kwietnia obowiązuje umowa pomiędzy rządem polskim, PZPN a UEFA. W tej umowie jest napisane, że mamy cztery miasta gospodarzy. To one dla nas wygrały EURO, to one dzięki ofertom, które złożyły, zostały zakwalifikowane, ocenione jak najlepiej i cztery miasta ukraińskie, cztery polskie zdobyły prawo do organizacji EURO w Polsce”. Zaraz po ogłoszeniu listy miast pani minister wraz z kolegą posłem z PiS wystąpili w telewizji na konferencji prasowej i oświadczyli, że podział 4:4 jest porażką rządu PO...!!! Żeby było jeszcze weselej, pani Jakubiak w cytowanym wywiadzie wyraziła nadzieję na podział 6:6. Innymi słowy, zaprzeczyła oficjalnym ustaleniom rządowym z czasów, gdy ona sama była odpowiedzialną za ich zawieranie ministrem sportu. Nie zostawił na nich suchej nitki Jan Tomaszewski, i miał rację. Ale to tylko wstęp do normalizacji. Jak mówił kiedyś tow. Gomułka: „Robotnicy powinni pojść do pracy, a studenci do nauki”. Tym razem niech politycy zajmą się swoimi grami salonowymi, a piłkarze niech grają na boisku. To wszystkim wyjdzie na dobre!! Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 20 • dodano 20-05-2009r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915343