strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Górnik na krawędzi

Dziury w całym

Filipiak Wojciech
Kibice Cracovii, Arki, Lechii, Piasta albo Odry mogą mieć mi za złe, ale wierzę, że Górnik utrzyma się w Ekstraklasie. Klasa sportowa staje się mniej ważna, gdy skonfrontuje się ją z tradycją i przeszłymi sukcesami, za które wprawdzie teraz punktów się nie przyznaje, ale tkwią one głęboko w pamięci mojego pokolenia. Zespół z Zabrza musi pozostać w lidze, choćby przez pamięć na wielkich zawodników z przeszłości – Huberta Kostkę, Stanisława Oślizłę, Włodzimierza Lubańskiego, Jana Kowalskiego, Zygfryda Szołtysika, Ernesta Pohla, na Jana Ciszewskiego, którego dziennikarska legenda powstawała w czasie pucharowych meczów tej drużyny, a także górnika Piontka, który, gdy go po tygodniu odkopano w zawalonym korytarzu kopalni, zaraz zapytał, jaki był wynik meczu Górnika z Romą. Nie ma sensu teraz dociekać, w jaki sposób tworzono tę drużynę w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Dla historii liczy się efekt, a konkretnie 14 tytułów mistrza Polski, sześć wygranych finałów krajowego pucharu, awans do finału europejskiego Pucharu Zdobywców Pucharów. Po raz ostatni Górnik był mistrzem w roku 1988. Później – no cóż, górnictwo przestało być najważniejszą gałęzią gospodarki i trzeba było rywalizować z resztą kraju na takich samych zasadach. Górnik wpadł w poważne tarapaty akurat teraz, gdy ma wreszcie poważnego sponsora, bo wcześniej w ciągu tych 20 lat przewinęła się przez ten klub cała galeria postaci co najmniej dziwnych, jeśli nie wręcz groteskowych. Każdy zapewniał, że wie, jak wyprowadzić klub z kryzysu, każdy obiecywał bogatych inwestorów, niektórzy stwarzali wrażenie, że sami obracają wielkimi pieniędzmi. Władysław Kozubal na przykład, Polak ze Szwajcarii, przywoził ze sobą na mecze jednego z członków rodziny książęcej z Liechtensteinu. Niekonwencjonalny styl bycia miał Stanisław Płoskoń, przez dłuższy czas prezesował w klubie Zbigniew Koźmiński, co sugerowało związki z Włochami. Największym kapitałem Koźmińskiego, nota bene jedynego chyba działacza, który kierował trzema klubami ligowymi (był także wiceprezesem Wisły oraz prezesem szczecińskiej Pogoni) okazał się jego syn Marek, reprezentant Polski, który w Zabrzu zakończył piłkarską karierę, ale i im nie udało się zapewnić klubowi finansowego spokoju. Ryszard Szuster z kolei, dziennikarz, a później menedżer zajmujący się transferami (Olisadebe!), miał z kolei w swoim „portfelu” wielu graczy, ale też nie wydobył klubu z kryzysu, chociaż ósme miejsce w ubiegłym roku, najlepsze od kilku sezonów, dawało nadzieję na marsz do przodu. Zwłaszcza że akurat pojawił się „Allianz”, a niedługo potem trener Henryk Kasperczak. Tymczasem Górnik rozpaczliwie walczy w tym sezonie o ligowy byt, a nadchodzące spotkanie z Cracovią będzie decydujące dla losów klubu. Okazało się, że stabilny budżet i doświadczony trener z dużymi osiągnięciami to jeszcze mało. Od trzeciej kolejki Górnik tkwił na szesnastym miejscu w tabeli i ani razu nie wydostał się ze strefy spadkowej. Jesienne porażki można było jeszcze przyjmować ze spokojem, bo Kasperczak musiał mieć czas, by po swojemu wszystko ułożyć, ale wiosną nie było lepiej. Zastanawiająca jest droga, jaką poszedł Górnik w zimowych transferach. Banaś z Piasta, Szczot z Jagiellonii, Przybylski z Polonii Bytom, ściągnięci z powrotem z ŁKS Jarka i Marciniak, to przecież piłkarze zespołów, z którymi Górnik rywalizował o utrzymanie się. Można mieć wątpliwości co do etycznej strony takiego wzmacniania się poprzez osłabianie rywali, tak jak i sprzeciw budzi stosowany przez Kasperczaka jeszcze w czasach pracy w Wiśle system zakazu gry zawodników wytransferowanych i wypożyczonych przeciwko poprzedniemu klubowi, czego najbardziej kuriozalnym przykładem jest Tomasz Hajto, zmuszony do podpisania niekorzystnej klauzuli w kontrakcie. Najbardziej drastyczny jest jednak przypadek z minionego tygodnia. Po dramatycznie źle zagranym meczu w Łodzi na trening wdarła się grupa kibiców, która znieważała i lżyła piłkarzy. Trener dyskretnie odsunął się na bok, obecny akurat (przypadkiem?) na treningu prezes Jędrzej Jędrych też nie interweniował, a nawet w późniejszych wypowiedziach dla mediów rozgrzeszał napastników. Albo trener i prezes są w swoim klubie zastraszeni przez kibiców, albo... wcale bym się nie zdziwił, gdyby okazało się, że oni sami są inspiratorami tej awantury, widząc w niej skuteczne alibi dla swojej szkoleniowej i organizacyjnej porażki. Co tu teraz zrobić, żeby Górnik utrzymał się w lidze? Żal przecież także Cracovii, Arki, „niezniszczalnej” w Ekstraklasie Odry, bogatych w tradycje Ruchu i bytomskiej Polonii oraz Piasta i Lechii, dużo sobie obiecujących po pierwszym sezonie w Ekstraklasie. Zadecyduje boisko, ale myślę, że Najwyższy, co kręci w niebiosach tymi kulkami spadku i awansu, sprawi, że mimo wszystko Górnikowi się uda. Dla tradycji i z sentymentu, nie dla chwały Kasperczaka i „Allianzu”, bo ludzie przychodzą i odchodzą.Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 20 • dodano 20-05-2009r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915343