strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Liga nielicencjonowanych

Dziury w całym

Filipiak Wojciech
Rozgrywki ligowe w Polsce mogłyby się odbywać w dwóch grupach – tej „normalnej”, w której znalazłyby się zespoły bez problemów finansowo-organizacyjnych, i takiej, która zrzeszałaby kluby bez licencji albo z licencjami przyznanymi na kredyt bądź drogą nadzwyczajnych układów. W minioną sobotę byłem akurat na meczu Widzew – Ruch, który mógłby uchodzić za klasyk tej drugiej grupy. Co jakiś czas wraca sprawa starych długów Widzewa. „To nie jest nasz Widzew!” - krzyczą wtedy zgodnie Zbigniew Boniek i jego wspólnicy z obecnie istniejącej spółki Klub Sportowy Widzew. Istotnie, długów narobili właściciele spółki SPN Widzew, która formalnie nie ma z obecną nic wspólnego, ale nikt nie zaprzeczy, że działała ona w tym samym mieście i na tym samym stadionie, co obecna, drużyna gra cały czas w tych samych barwach i pod tym samym godłem, a w klubie pracują ludzie, którzy zajmowali eksponowane stanowiska u Pawelca and Co. Skoro Widzew szermuje argumentem, że nie ma następstwa prawnego między tymi spółkami, to równie dobrze można zapytać – skoro nie ma następstwa, to dlaczego drużyna gra w I lidze, a nie zaczyna od samego dołu, jak miało to miejsce na przykład w przypadku „nowych” GKS Katowice, Zagłębia, Lechii Gdańsk czy Pogoni Szczecin? Tylko autorytet i elokwencja Zbigniewa Bońka zapewniły Widzewowi licencję po spadku z ekstraklasy w 2004 roku, a teraz sprawa jest nie do odkręcenia, bo trudno przecież cofać uprawnienia do gry przyznane trzy lata temu. Wyjście jest tylko jedno, i to najbardziej honorowe – trzeba spłacić długi. To samo w przypadku klubu z Chorzowa. Tu z kolei rzucono na szalę autorytet Gerarda Cieślika i Kazimierza Kutza, którzy stwierdzili, że nie wyobrażają sobie ligi bez Ruchu. Mają rację, Ruch to dla Śląska coś więcej niż klub, ale legenda nie może stanowić alibi dla nieudolności czy wręcz nieuczciwości działaczy. Ruch licencję otrzymał, ale długi spłaca tylko symbolicznie. „Raz dostałem 200 złotych” - opowiadał trener Orest Lenczyk, związany przecież z Ruchem długo, a teraz bez większych nadziei czekający na swoje kilkadziesiąt tysięcy zarobionych uczciwą pracą. Za rok Ruch wystąpi ponownie o licencję: bez obawy o popełnienie pomyłki przewidzieć można, że znów zacznie się gorączkowe „załatwianie” ugód z wierzycielami, a w ostateczności autorytety znów chętnie się wypowiedzą. Nie widać też rozwiązania kłopotów Zagłębia Sosnowiec i Polonii Bytom ze stadionami. Te kluby też znalazły się w ekstraklasie „na słowo honoru”, podobnie jak na przykład Pelikan Łowicz w lidze drugiej. Nadal próbuje się tu i ówdzie budować piłkarski gmach od dachu, a nie od fundamentów. Okazuje się, że można liczyć na miękkie serce komisji licencyjnej, bo argument „chłopcy weszli i nie można niweczyć ich sportowego sukcesu” jest zaiste bardzo wzruszający. Można by jeszcze, drążąc głębiej, zastanawiać się, czy całkiem w porządku była przemiana Amiki w Lecha, przy której podejrzewano, że jakieś pieniądze „poszły bokiem”. Poważne argumenty za przyjęciem do „ligi dłużników” miałaby Polonia Warszawa, bo chyba nawet sam Dariusz Dziekanowski już się pogubił, która spółka czy też stowarzyszenie jest mu winna pieniądze. Odra Opole „wykupiła się” dziesięcioma punktami karnymi, tylko z Pogonią Szczecin piłkarskie władze obeszły się ostro, ale pewnie dlatego, że ludziom Antoniego Ptaka tak naprawdę nie bardzo już na miejscu w lidze zależało i nawet specjalnie się nie starali. Ci, co narzekają na surowe przepisy licencyjne, zapominają, że wymogi, których trzeba przestrzegać, dotyczą spraw oczywistych. I bez licencji trzeba płacić długi i dbać o standard stadionu. Licencyjne sito ma jeszcze dość duże oczka i łatwo się przez nie przecisnąć. Dobrze, jeżeli odmowa mobilizuje do działania, gorzej, gdy reakcją jest szukanie kolejnych dróg obejścia przepisów i zwykłych zasad etycznych.
Tygodnik Kibica nr 37 • dodano 05-09-2007r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915343