strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Stachanowcy z Donbasu

Dziury w całym

Filipiak Wojciech
Szachtar Donieck wygląda w galerii sławy europejskich klubów piłkarskich tak jak, nie przymierzając, prezentowałby się „nowy Ruski” (chociaż to Ukraina) w towarzystwie angielskiego arystokraty, włoskiego hrabiego, hiszpańskiego granda we fraku czy ubranego szykownie Francuza z Paryża. Mimo poważnych braków w pochodzeniu, dzięki pieniądzom może walczyć jak równy z równym z renomowanymi klubami zachodnimi, tak jak za pieniądze można kupić arystokratyczne tytuły. Tym symbolicznym górnikiem z donieckiego zagłębia węglowego zwanego Donbasem jest niejaki Rinat Achmetow, szef „klanu donieckiego”, właściciel tamtejszych kopalń i zakładów metalurgicznych, a pewnie i połowy miasta, z klubem sportowym i stadionem na czele. Jeszcze kilkanaście lat temu takie poplątanie historii trudno było sobie wyobrazić. Już samo imię Achmetowa wskazuje na to, że urodził się on w głęboko sowieckich czasach, a jego rodzina nie buntowała się przeciwko władzy. Rinat to nie żaden prawosławny święty, a sztuczne imię stworzone z pierwszych liter rosyjskich słów „rewolucja-nauka-technika”. Nikt dzisiaj nie docieka, czym zajmował się on w czasach pierestrojki i tuż po niej – faktem jest, że „przebudował się” bardzo skutecznie, dochodząc do majątku na zgrabnie (dla swoich) przeprowadzonej prywatyzacji państwowego majątku. Jedną z niewielu sympatycznych cech rosyjskich i ukraińskich oligarchów jest ich miłość do futbolu – Achmetow to „ludzki pan” i daje zatrudnianym przez siebie górnikom i hutnikom radość, finansując nie tylko klub, ale i często fundując kibicom darmowe wyjazdy na mecze za granicą. Pewnie i w Stambule znaczna grupa kibiców z Doniecka dopingowała zespół „na koszt firmy”. Rok urodzenia klub ma też fatalny, bo 1936, a więc niemal szczyt stalinowskiego terroru. Donieck nosił zresztą wtedy nazwę Stalino, a klub nazywał się Stachanowiec, na cześć Aleksieja Stachanowa, górnika-przodownika pracy (1475 procent normy!), kiedyś komunistycznego bohatera, dziś symbolu propagandowej hucpy i mimowolnej ofiary systemu. Piłkarze-stachanowcy zaliczali się do czołówki ligi ZSRR, zdobywając dwa razy wicemistrzostwo i czterokrotnie puchar, zanim wraz z Dynamem Kijów stali się dominującą siłą w futbolu niepodległej Ukrainy po 1991 roku (cztery razy mistrzostwo, sześć zwycięskich finałów krajowego pucharu). Jeśli tak przedstawi się ostatniego triumfatora rozgrywek o Puchar UEFA, to trudno zdobyć się na sympatię wobec takiego klubu. Czy jednak faktycznie drogi do sukcesu tak bardzo różnią się na Wschodzie i Zachodzie? Bo w czym na przykład lepsze są pieniądze właściciela Manchesteru United Malcolma Glazera, milionera z Florydy, od gotówki, jaką wykłada na klub Achmetow? Puchar dla Szachtara wywalczyli „zaciężni”, ale tak jest przecież w każdym liczącym się zawodowym klubie na całym świecie. Trzon drużyny stanowi aż pięciu Brazylijczyków, którzy tak różnią się od ściąganych do Polski chłopaków z brazylijskich plaż, jak donieckie kopalnie od targowych hal Antoniego Ptaka w podłódzkim Rzgowie. W pierwszych latach po rozpadzie ZSRR sportowcy z dawnych republik masowo przyjeżdżali do Polski (pamiętacie Andrzeja Michalczuka z Widzewa, który przyjechał do Polski z paroma dolarami w kieszeni i zrobił u nas karierę), bo to był dla nich istny Zachód i nie byli wręcz w stanie wyobrazić sobie lepszych warunków. Teraz Mariusz Lewandowski żyje sobie w Doniecku jak w raju i ani mu w głowie Paryże, Rzymy i Londyny. Kiedyś protekcjonalnie nazywano sportowców z „bloku wschodniego” państwowymi amatorami. Zachód z nimi przegrywał tak długo, dopóki i tam nie przyjęto podobnych rozwiązań, zwłaszcza w indywidualnych dyscyplinach olimpijskich. Upadek socjalistycznej gospodarki zapowiadał koniec takiego systemu, ale życie nie znosi przecież pustki. Manchester nie musi ciągle wygrywać z Szachtarem, a niejeden właściciel piłkarskiego klubu z zachodu Europy, na ogół nawykły do porządku w biznesie, wiele mógłby się od Achmetowa nauczyć, jeżeli chodzi o stosowanie niekonwencjonalnych metod w interesach. Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 21 • dodano 27-05-2009r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915344